Archive for Listopad, 2014


Ma początku listopada odbyły się dwa wernisaże prac Pana Zbigniewa Pieleszka – prac jest bowiem na tak dużo, że zajęły jednocześnie przestrzeń Galerii Inter Libros w Domku Greckim, oraz z przypałacowej galerii sztuki „Kordegarda”. Zapoznać się z grafikami Pana Zbigniewa można do stycznia 2015r. Dokonania artysty skrótowo podaje strona Urzędu Miasta: http://www.um.pulawy.pl/artykul/5363_5358.html

Za to w pałacu, w siedzibie CBR od piątku zobaczyć można wystawę fotografii zdjęć Adeli Żychowicz, jak piszą na stronach CBR :”zaskakującej i przedsiębiorczej kobiety, która jako jedna z pierwszych założyła w Puławach na przełomie XIX i XX wieku własny zakład fotograficzny. Na swoich zdjęciach utrwaliła nie tylko ludzi ale także liczne zabytki ziemi puławskiej.

Wystawie towarzyszyć będzie pokaz starych aparatów fotograficznych i sprzętu służącego do wywoływania i retuszu zdjęć. Prezentowane eksponaty pochodzą ze zbiorów pana Mikołaja Spóza, znanego puławskiego regionalisty.”

Reklamy

Po dzisiejszym dniu zdecydowanie bardziej optymistycznie patrzę w przyszłość parku w Puławach. Historyczny Ogród zyskał nowych pracowników i jednocześnie opiekunów – brygadę wolontariuszy zwerbowanych na Uniwersytecie III Wieku. Z jednej strony, mój umiarkowany, po doświadczeniach ostatnich lat, optymizm, szepcze mi „nie mów hop”, ale po tym, czego byłam świadkiem w piątek, jestem tak nabuzowana entuzjastyczną wizją, że trudno mi o powściągliwość i sceptycyzm. Marzeniem moim, było znaleźć w Puławach grupkę ludzi podobnych do siebie, niepytających: „Za ile ?”, ale: „Co trzeba zrobić ?” I… Alleluja! Znalazłam i to ilu naraz! 🙂 W piątek, w Dolnym Ogrodzie, pracowało z niezwykłym zaangażowaniem kilka pań i dwóch panów z Uniwersytetu Trzeciego Wieku. W efekcie wykonali tego dnia, pracę, która ma ogromne znaczenie dla zdrowego i estetycznego wyglądu krzewów iglastych.
W poniższym linku, zdjęcia z tego dnia:
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.831111426909442.1073741841.545578988796022&type=3

Przez kilka lat, gdy wycofano z Dolnego Ogrodu pracowników IUNG, rosnące tam iglaki marniały po każdej zimie, gdyż rosną one pod koronami ogromnych drzew. Takie nasadzenia zalecała księżna Izabela Czartoryska, w swoim poradniku „Myśli różne o sposobie zakładania ogrodów”. Zestawienie roślin liściastych z iglastymi daje efektowny, urozmaicony widok, ale stwarza poważny problem w utrzymaniu. Opadające jesienią liście z drzew, czasami nawet całkowicie przysypują krzewy iglaste, szczególnie te o niskim, poduchowatym pokroju, nie mówiąc już o tych płożących. Gdy martwych liści jest dużo i nie zostaną szybko usunięte z zimozielonych roślin, będą blokować dostęp światła do organów asymilacyjnych tych krzewów, a trzeba pamiętać, że u tego typu roślin, wegetacja trwa non-stop. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że „zagłodzimy i udusimy” roślinę w ciągu zimy. Zmoczone jesiennymi deszczami liście oblepiają gałęzie, a wiatr nie jest w stanie ich zrzucić. Gniją więc, leżąc na krzewach. Zostaną później przywalone śniegiem, lub po prostu przymarzają do gałęzi i tak stają się dla iglaków wyrokiem śmierci, gdyż takie gałęzie obumierają. Na wiosnę, jedyne co możemy zrobić, to wyciąć je sekatorem. Przez ostatnie dwa lata starałam się wraz z wolontariuszem, panem Wolskim zrzucić z iglaków tyle liści, ile we dwoje zdążymy, przed zasypaniem krzewów śniegiem. Część tej pracy dwa lata temu, po raz pierwszy wykonali też uczniowie szkoły mieszczącej się w Dolnym Ogrodzie. Ale, jak mówi przysłowie: „Z niewolnika nie masz pracownika” – często po tej ich pracy krzewy miały połamane gałęzie, lub były oczyszczone tylko „z grubsza”. Od bardzo dawna, iglaki w Dolnym Ogrodzie nie były tak starannie przygotowane do zimy. Krzewy cieszą teraz różnorodnymi odcieniami zieleni. Panie szybko wyplewiły najbardziej zaniedbane krzewy płożące, których prawie nie było widać spod chwastów. Zmiana w wyglądzie jest ogromna i cieszy oko. Chwała za to studentom- wolontariuszom!

Jest nadzieja, że nie była to jednorazowa akcja, lecz, że jest to początek trwałej współpracy. Powstała bowiem na Uniwersytecie grupa hobbystów- ogrodników, której ja będę udzielać wsparcia merytorycznego na zasadzie „wolontariat -za wolontariat”. Planujemy wspólne zajęcia teoretyczne i praktyczne z ogrodnictwa, tak aby towarzystwo nabierało wiedzy i praktyki ogrodniczej, a park zyskał zaangażowanych i lubiących ogrodnicze prace wolontariuszy. Do tej pory nie mogliśmy ruszyć z miejsca. Szkółkarze obiecywali przekazać za darmo rośliny do parku, lecz nie mogliśmy ich przyjąć, bo nie było komu ich posadzić i pielęgnować. Za to, trzeba z bólem przyznać, w nienadzorowanym parku wszelkie nowo posadzone rośliny były przez „nieznanych sprawców” wykopywane. Zarówno drobne, ozdobne rośliny cebulowe, które niegdyś dostał park w prezencie od angielskich studentów, jak i całkiem duże krzewy cisów sadzone przed laty w parku. Może jak jednorazowo posadzimy dużo roślin tego samego gatunku, to starczy dla złodziei i dla parku… A nasadzić dużo i zadbać o to, by były wyplewione i w razie potrzeby podlane, mogą tylko ludzie, których do tej pory park nie miał. Lepszych pracowników zaś, niż ochotników – w tym przypadku nie ma. Motywacja do pracy u wolontariuszy nie jest przecież wprost proporcjonalna do wielkości pensji, lecz siły charakteru, wielkoduszności, chęci współdziałania i zaangażowania. Ludźmi, których poznałam wczoraj jestem oczarowana. Zapał do pracy mieli ogromy i chyba wielką satysfakcję, a także radość z wykonanej dla naszego parku pracy. Z takimi wolontariuszami możemy naprawdę dużo! Różnica w wyglądzie Dolnego Ogrodu już po jednej ich wizycie jest ogromna, a z czasem, jeśli mnie nie opuszczą- myślę, że i w innych częściach historycznego ogrodu będzie widać efekty naszej działalności. W najbliższych tygodniach, jeśli tylko mróz nie zetnie ziemi, a kolejne spotkania z wolontariuszami dojdą do skutku, będziemy wyrywać młode samosiewy w parku. To taka praca, która nie wymaga niczego poza siłą, a jest jedynym skutecznym sposobem przeciwdziałania spontanicznemu „dziczeniu” drzewostanu. Gdy samosiewy są koszone, w efekcie sytuacja się tylko pogarsza. Bo z jednego uciętego pnia wyrosną 2-3 nowe, a młodą siewkę można bezpowrotnie wyrwać z wilgotnej gleby, bez ogromnego wysiłku. To dobra pora na taką pracę, choć najłatwiej się wyrywa, po obfitych opadach deszczu, lub po stopnieniu grubej warstwy śniegu. Zbieranie śmieci, również najlepiej przeprowadzać w okresie bezlistnym. Wbrew pozorom, nie tylko o grabienie liści jesienią chodzi.

Pomysł jest taki, by po przepracowaniu określonej liczby godzin na rzecz parku wolontariusz dostawał statut np. „Społecznego Opiekuna” Parku w Puławach. Nabywał pewnych przywilejów. (Jakich, będziemy wspólnie ustalać.) Mam nadzieję, że na bazie tych pierwszych ochotników deklarujących chęć stałej pracy na rzecz puławskiego parku, stworzymy armię ludzi opiekujących się naszym historycznym ogrodem, czujących współodpowiedzialność, za los i wygląd, tego co najcenniejsze w naszym mieście.