Przez kolene sezony wegetacyjne walczyłam jak Don Kichot z wiatrakami w Dolnym Ogrodzie. Otrzymałam w tym czasie gorzką lekcję życiową, ale mimo wszystko, staram się patrzeć z ufnością w „nadziejną przyszłośc”.  Opornie idzie zmienianie nastawienie tych, którzy teoretycznie powinni wspierać działania mające na celu przywrócenia urody chociażby fragmentowi historycznego ogrodu.  Jednak, mimo wszystko oceniam ostatnie zmiany na plus. W utrzymanie Dolnego Ogrodu zaangażowała się zdecydowanie bardziej niż kiedykolwiek,  szkoła mająca tam swoją siedzibę. Dyrektor zdecydował,  że uczniowie  I Gimnazjum dla Młodzieży z Oddziałami Przysposabiającymi do Pracy czasami grabią liście, koszą trawniki i realizują różne wyznaczone im zadania, w zakresie w jakim im się uda, ale to dużo lepsze niż nic. Pod nadzorem nauczycielki starają się prowadzić cięcia pielęgnacyjne krzewów, czy wykonują rozliczne prace porządkowe, wspierając przy tym działania wolontariuszy.  Kto zaglądał do tej częsci historycznego ogrodu, wie,  że pozytywnych zmian, szczególnie w czasie tego roku, jest dużo. Połowa trawnika (ta koszona przez szkołę)  pierwszy raz od kilku lat miała przyzwoity wygląd przez cały sezon wegetacyjny. IUNGowi nie udało się uporać z pozostałą częscią, ale w krytycznym momencie przyszli na pomoc wolontariusze. Bo właśnie wolontariusze  zwerbowani na puławskim Unwersytecie III Wieku stanowią najwspanialsze „zjawisko” w parku, jakie mogło się przydarzyć!. Najwytrwalsi przychodzą prawie w każdym tygodniu do pracy i w ten sposób dają niezwykłą motywację do działań młodzieży z  tej specyficznej szkoły. Myślę, że akurat dla nich, są najlepszym przykładem, jaką postawę można przyjąć w życiu. Postawę, której chyba nie znali. Uroczy, dojrzali  ludzie, którzy dobrowolnie poświęcają swój czas, by zmienić połacie porośnięte chwastami w kwietne klomby, a zaniedbanym krzewom przywrócić ich urodę działają (jak się okazuje) na młodzież inspirująco. Nasz najstarszy wiekiem i stażem w pomaganiu, wolontariusz, Pan Wolski,  nie może się nadziwić, że tylu podobnych do niego zapaleńców znalazłam – do niedawna kręcił głową na moje wizje parku pod opieką wolontariuszy mówiąc,   „oj, to się nie uda” – a teraz i on zaczyna patrzeć w przyszłośc z większą nadzieją.

W albumie fotograficznym profilu „Park w Puławach” na facebook’u umieszczam zdjęcia z kolejnych dokonań wolontariuszy. Zachęcam, by zobaczyć, co robią:

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.915589165128334.1073741849.545578988796022&type=1&l=4ff49fbd4a

Nie tylko pracują, przynoszą własne rośliny na matecznik, używając własnych narzędzi etc, etc.. Dają przkład, że „to się może udać”! 🙂

Reklamy