Rozumiem prawną zasadę, która mówi, że o jakichkolwiek zmianach wpływających na wygląd zabytku decyduje Wojewódzki Konserwator Zabytków. Nie rozumiem jednak, czym się kieruje ten urząd. bo wynik wielu tych decyzji, bywa opłakany, a co gorsza, często nieodwracalny. I tak, aby wybudować wielki budynek  Puławskiej Szkoły Wyższej na ul.4-go Pułku Piechoty konieczna była zgoda urzędników z WUOZ. Budynek stoi, czyli akceptacja była. Tego samego urzędu,  który wcześniej domagał się w wytycznych konserwatorskich  „likwidacji ogródków działkowych ” na tej samej ulicy, ze względu na wprowadzającą chaos w krajobrazie „architekturę” mniej lub bardziej  prowizorycznych altanek działkowych w otaczającej historyczny ogród przestrzeni i będących dysonansem dla zabytkowych budowli w krajobrazie. Niemniej, altanek działkowców nie było widać przynajmniej z poziomu Dolnego Ogrodu, a wybudowane  niedawno gmaszysko  dominuje nad całym Dolnym Ogrodem i stanowi zupełnie niekompatybilne  dla Domku Chińskiego tło. Jeszcze gorzej wygląda to od stony Wisły. Gdy jesteśmy odpowiednio daleko, ze szczytu Góry Puławskiej , Pałac Książąt Czartoryskich nadal stanowi wyraźną dominantę, zanurzony w zieleni parkowych drzew. Niestety, gdy zbliżymy się do rzeki  nie da się ukryć faktu, że władze, które mają obowiązek chronić krajobraz kulturowy dla przyszłych pokoleń, odpowiednimi decyzjami wpływając na zahamowanie rozwoju chaotycznej, prywatnej zabudowy,  zawiodły na całej linii. Pozwalano bowiem, na powstawanie kolejnych prywatnych domów, a na końcu  zezwolono na wybudowanie nawet tak dużego obiektu. Gdyby w Puławach nie było innych terenów na tego typu inwestycje, można by to usprawiedliwić, lecz że jest zupełnie inaczej, wina jest ewidentna i wiadomo konkretnie czyja. Jesli potrzebuję do czegoś „władzy”, to do myślenia w „szerszych, perspektywicznych planach” i dbania o „dobro ogółu” ponad interes poszczególnych jednostek. To dziwne,  jak „urzędnicy – władcy” ulegają łatwo wobec partykularnych interesów poszczególnych, indywidualnych inwestorów. Ta sama władza, potrafi zablokować inwestycję podmiotowi państwowemu, który  nie ma możliwości skorzystania ze „wszelkich sposobów perswazji” w tym,  tych mniej legalnych też.  Ostatnio, skierowaliśmy do WUOZ pismo z prośbą o akceptację nasadzeń uzupełniających, w miejscu martwych jałowców przed Domkiem Chińskim. Wydawało nam się, że posadzenie w takim osłoniętym od wiatru miejscu różaneczników będzie idealnym rozwiązaniem, tym bardziej, że od lat w tym miejscu  rosną tylko pokrzywy wymieszane z podagrycznikiem.  Konserwator Zabytków nie wyraził zgody na posadzenie zimozielonych, ozdobnych krzewów w tym miejscu,  w parku. Dlaczego? Bo jak napisano,  kiedyś, (gdy stanie się cud i znajdziemy sponsora na kompleksową rewitalizację parku), różaneczniki nie będa pasowały do starej/nowej koncepcji. Tak tak, pokrzywy „pasują” do zabytku, różaneczniki mniej, wedle logiki Konserwatora. Ale, ale…. rozgadałam się nie na temat 🙂   Revenons à nos moutons!

Przy okazji prowadzonych  w 2015 roku prac na dziedzińcu przednim, gdy zlikwidowano  istniejące tam miejsca parkingowe i zerwano asfalt, by w to miejsce  ułożyć  nawierzchnię nawiązującą do zastosowanej przed laty, na dziedzińcu paradnym,  cegły klinkierowej, pomyślano, by jakoś uatrakcyjnić  zieleń na tym obszarze.  Przygotowałam kilka wersji projektowych, z których jedna została zaakceptowana przez WUOZ. Chcieliśmy wzdłuż chodników z piaskowca zastosować pas z  zimozielonej Trzmieliny Fortune’a . Jednak w naszej parkowej skali, wszystko jest w rozmiarze XXL. Ilość potrzebnych sadzonek do zrealizowania tego nasadzenia, a co za tym idzie, kwota, za jaką trzeba by zrealizować takich zakup, przekraczała możliwości IUNG.  FWHOP też ma pustki w kasie po opłaceniu prac „budowlanych” na dziedzińcu przednim.

Zwróciliśmy się z prośbą do Pana Lucjana Kurowskiego, który od lat utrzymywał kontakty z opiekunami parku, podarował parkowi między innymi kolekcję pnączy, rosnących od wielu lat w Dolnym Ogrodzie i wiele innych roślin ozdobnych. Pan Lucjan nie wyczarował dla nas całej potrzebnej ilości sadzonek, ale sprezentował nam kilkadziesiąt dorodnych trzmielin w odmianie „Emerald Gaiety”, starannie wybranych, „sztuka w sztukę” najładniejszych. Niestety, to tylko ułamek całej potrzebnej ilości. Jednak kiedyś Pan Kurowski powiedział nam, że „daje nam wędkę, a nie rybę” – w tym przypadku, pozyskane za darmo trzmieliny wolontariusze wysadzili „tymczasowo” w Dolnym Ogrodzie, gdzie będą przez nich „zaopiekowane” – tj. podlane i oplewione, a z czasem, będziemy mogli na bazie tych roślin dokonać podziału na wiele, wiele ukorzenionych sadzonek. Jeśli zimy będą tak łagodne, jak do tej pory, jest nadzieja, że za kilka lat ten plan nasadzeń na terenie dziedzińca przedniego uda się zrealizować. Ze szczerego serca podarowane, powinny rosnąc jak na drożdżach!

Tu link do strony internetowej naszego Ofiarodawcy

http://kurowski.pl/

Reklamy