Archive for Luty, 2017


Czytam komentarze pojawiające się pod rozmową na temat przyszłości parku,  którą zaproponował redaktor Dziennika Wschodniego  pan Paweł Buczkowski, zainteresowany moim punktem widzenia przedstawionym w „Ponurej wyliczance…” . Czytam i nie mogę momentami wyjść z podziwu, co potrafią niektórzy ludzie pisać, gdy mogą to zrobić anonimowo, więc bez publicznej kompromitacji własnej osoby.

http://www.dziennikwschodni.pl/pulawy/pulawy-zamknijmy-park-czartoryskich-ale-przed-wandalami,n,1000194893.html

Brak elementarnej wiedzy na temat faktycznego stanu prawnego zespołu pałacowo-parkowego, czy celowe przekłamywanie, niecne insynuacje – wszystko to w gruncie rzeczy było do przewidzenia, podobne bowiem głosy, zbierała w swoim czasie facebook’owa strona  – „Park Czartoryskich dla każdego” .

W tej sytuacji, może zacznę od przypomnienia paru faktów, które warto sobie przyswoić.  IUNG-PIB w Puławach jest właścicielem – tj. posiada notarialny akt własności na wszystkie budynki i zabytki ruchome na terenie zespołu pałacowo –parkowego, z wyjątkiem Domku Greckiego, kładki nad Głęboką, Pałacu Marynki  oraz kościoła z dzwonnicą.  Sam teren parku, jest własnością Skarbu Państwa, do którego na zasadzie użytkowania wieczystego ma prawo IUNG. Ustawa o ochronie zabytków, jasno mówi, że podział takiego zespołu na działki z różnymi właścicielami jest zagrożeniem dla integralności zabytkowego założenia, w praktyce więc, wnioski o taki podział są odrzucane, nawet gdy stoją za tym wnioskiem rzeczowe argumenty. Czemu kościół należy do parafii, nie muszę chyba tłumaczyć, Pałac Marynki był i jest siedzibą Zakładu Pszczelnictwa, który po restrukturyzacji puławskiego instytutu znalazł się pod zarządem Instytutu Sadownictwa w Skierniewicach, stąd inny właściciel. „Miasto”  przeprowadziło adaptację pozostawionego odcinka historycznej Głębokiej Drogi  i przejęło odpowiedzialność za zabytkową kładkę, po tym, jak ta część historycznego ogrodu została decyzją urzędniczą odcięta od całości poprzez przeprowadzenie wykopu dla nowej ulicy Głębokiej. Pozostała po zrujnowanej oranżerii część Domku Greckiego została jak wiemy,  zaadaptowana przez „Miasto”  na cele biblioteczne.

Trudne czasy transformacji ustrojowej w Polsce  dotknęły,  jak wszystkich, instytut rolniczy. W IUNG też musiano zwolnić mnóstwo ludzi, a w pierwszej kolejności zredukowano te etaty, które nie były stricte  związane z nauką. Radykalnie zmniejszyła się ilość pracowników bezpośrednio odpowiedzialnych  za utrzymywanie zieleni parkowej. W tym ludzi odpowiedzialnych za zamykanie po zmierzchu wszystkich bram i patrolujących z psami, w nocy, teren parku. Pozbyto się wtedy też koni, niezbędnych  z punktu widzenia przepisowej pielęgnacji drzewostanu w historycznym ogrodzie. To nie była nieistotna dla utrzymania parku decyzja. Przepisy mówią, że w takim miejscu nie wolno korzystać z  ciężkiego mechanicznego sprzętu, którego koła tworzą koleiny i ugniatają ziemię. Do usuwania powalonych drzew, czy wyciągania karp potrzebna jest siła przewyższająca ludzkie możliwości i dobra praktyka ogrodnicza jak i właśnie stosowne przepisy mówią, że w takich sytuacjach dozwolone jest korzystanie  tylko  z pomocy koni.  I w taki  właśnie sposób do dzisiaj  postępuje się w historycznych ogrodach  Europy Zachodniej. Gdy  na początku wieku,  po katastrofalnej wichurze,  nad Łachą  było dużo powalonych drzew, nikt nie próbował nawet upierać się na tym, jak to zgodnie ze sztuką trzeba zrobić, mimo,  że w zaleceniach konserwatorskich pojawił się stosowny akapit,  zignorowany niestety,  z opłakanymi dla parku skutkami.  Do akcji usuwania potężnych pni  zaangażowano dźwigi, które  rozwiązały problem wywiezienia wiatrołomów, ale zrujnowały zupełnie ziemne ścieżki wzdłuż Łachy, bo nie oglądano się na to, że wilgotna gleba, o takiej strukturze jaką tam mamy,  jest jak plastyczna glina – odkształcona pod ogromnym ciężarem samochodów, które wywiozły pnie drzew,  po wyschnięciu stwardniała w takiej bezładnej postaci, cała w koleinach, stwarzając idealne warunki do powstawania kałuż  i mało komfortowego dla spacerujących ” błocka”.  Niby nie na temat, ale daje to wyobrażenie o tym, jakie potrzeby pociąga za sobą prawidłowa pielęgnacja historycznego ogrodu i przed jakimi wyzwaniami staną ci, którzy chcieliby działać zgodnie ze sztuką i przepisami.

A wracając do meritum – IUNG w walce o przetrwanie, przez kolejne lata  pogłębiających się kłopotów finansowych, bilansuje swój budżet, stopniowo wyprzedając swój niegdyś wielki majątek. Dopiero w  ostatnich latach, produkcja rolna przynosi istotne zyski z dotacji unijnych i gdyby ziemi tej było tyle co niegdyś, można by prawdopodobnie,  z kontrybucji z poszczególnych zakładów doświadczalnych, mieć fundusze na utrzymanie historycznego ogrodu.   W ubiegłym roku pieniądze pozyskane w ten sposób IUNG przeznaczył na sfinalizowanie rozliczeń z firmą budowlaną, która przeprowadziła prace na dziedzińcu przednim. To oczywiste, że nieodwracalnie kończą się czasy, gdy instytut będzie stać na luksus bycia bezinteresownym patronem zespołu pałacowo-parkowego. tym bardziej, że społeczne oczekiwania są coraz większe. Najwyższa pora by myśleć o jakiejś nowej formule, która zapewni nie tylko przetrwanie obiektu, ale też przywrócenie i trwałe utrzymanie jego świetności. Nie chcę, znowu robić za Kasandrę, ale może tak być, że park  już definitywnie ma za sobą swoje „lepsze czasy” i prawdziwe kłopoty dopiero nadejdą.   Dobrze byłoby, gdyby udało nam się teraz,  póki większość trudnych do utrzymania obiektów jest w dobrym stanie , (co w przypadku zabytkowych budowli,  w naszym klimacie, nie trwa przesadnie długo) znaleźć dobre rozwiązanie.  Dobrze by było, gdyby ta „forma” potrwała jak najdłużej, bo społecznie można park sprzątać, ale remontu konserwatorskiego już raczej się nie przeprowadzi. Dlatego warto zrobić wszystko, by nie pozwolić wandalom zmarnować tego, co już zostało zrobione i z korzyścią dla miasta spożytkować  jak najlepiej ten moment, gdy nie wszystko wymaga ratunku i natychmiastowych gigantycznych funduszy. Należy się uczyć się na cudzych błędach, patrząc chociażby na los Hiszpanii, która roztrwoniła dotacje unijne na utopijne, przeinwestowane projekty,  a obecnie topi w długach  całe społeczeństwo, i  nie iść taką samą drogą.

Z niepokojem patrzę na Pałacyk Marynki, który, jako mniejszy – teoretycznie byłby mniejszym wyzwaniem dla nowego właściciela, ale choć kolejny raz wystawiany na sprzedaż, nie znajduje nabywcy, choć pozornie, wydawałoby się oczywiste, że powinien być wykupiony na własność dla  „miasta”. Ten zabytek po wyremontowaniu, właściwej iluminacji i ogarnięciu zieleni byłby najlepszą z możliwych reklam całego kompleksu pałacowo-parkowego, który sprowokowałby turystów jadących obok niego  tłumnie do Kazimierza,  do zatrzymania się i przechadzki po parku. I tu dochodzimy,  do zarzuconej koncepcji, „odwrócenia ruchu turystycznego” autorstwa  pierwotnego składu ekipy pracującej nad powołaniem Fundacji Wspierania Historycznego Ogrodu Puławskiego, która zakładała, że strefa parkingowa dla autobusów i samochodów osobowych, powstanie właśnie obok Pałacu Marynki, na placu, który zresztą wg obecnie obowiązującego planu zagospodarowania miasta, przeznaczony jest na cele turystyczne, a który zajmują jakieś składy, szopy etc.  Stamtąd turyści mieli rozpoczynać spacer w kierunku pałacu i po zrobieniu pętli w czasie której „zaliczaliby” kolejne obiekty,  wracaliby do aut i podążali dalej do Kazimierza czy Warszawy. Ten plan miał „ręce i nogi”.   Tu mógłby być  zlokalizowany punkt sprzedaży biletów z mapką z trasą do przejścia, razem  z poborem opłat parkingowych, zapleczem sanitarnym czy sklepik z pamiątkami itp.   Namiastką tego projektu jest parking dla autobusów przy Samotni i kuriozalna lokalizacja publicznych szaletów nieomal vis a vis  Pałacu Marynki. Turyści, w licznych „autobusowych”  grupach zmuszeni są do wędrówki wąziutkim chodnikiem w górę ulicy Głębokiej, co nie jest dla nich ani wygodne, ani bezpieczne i jest czystą stratą czasu i energii,  bo powinni iść już przez historyczny ogród.

Kawa na ławę:

Wbrew sugestiom komentujących „sceptyków” niepotrzebny jest drut kolczasty pod napięciem i inne „śmiałe” pomysły. O finansowaniu utrzymania parku pora zacząć trzeźwo myśleć i nie bać się rozmawiać, jeśli do  znienawidzonych, bo przymusowych „prac społecznych”  nikt nie chce wracać.

Tu  nie ma co „wyważać otwartych drzwi”. Trzeba skorzystać z istniejących i działających na świecie rozwiązań i skompilować z nich taki wariant, który najlepiej się sprawdzi w naszej sytuacji. Na przykład, można by tak to zorganizować, że na każdym oficjalnym wejściu wisiałaby tablica z  informacją o godzinach otwarcia parku uwzględniającą okres , gdy zmierzch zapada wcześniej oraz informacja, że bezpłatny wstęp jest dla okazicieli identyfikatorów, (które byłyby wydrukowaną kartą wstępu, ze zdjęciem i kodem prążkowym przysługującą każdemu mieszkańcowi Puław). Informacja  przy wejściu precyzowałaby, że  tak jak w pociągu – bilet w kasie kosztuje tyle a tyle, lecz może być tez wydany w parku, jednak w odpowiednio wyższej cenie. (Powyższe informacje, wraz z mapką z rozmieszczeniem zabytków i wytyczoną trasą do przejścia musiałyby być opublikowane na stronie internetowej muzeum – aby nikt nie był zaskoczony po przyjeździe i był uprzedzony gdzie może postawić samochód  i co robić dalej. Teraz przecież każdy planujący zwiedzania zaczyna od sprawdzenia takich informacji przed wyjazdem w internecie.)  Do kontrolowania posiadania biletu lub karty upoważnieni byliby pracownicy muzeum, strażnicy i ewentualnie wolontariusze z identyfikatorami, oni też mogliby wypisać w parku taki droższy bilet, dla tych, którzy spacerowaliby bez takowego.  Wprowadzić, nauczyć i egzekwować – kontrolować wyrywkowo spacerujących po parku, niestosujących się do reguł gry, próbujących się wycwanić  turystów  „kasować” z tą nieco wyższą kwotą, a miejscowi  nauczą się przychodzić z identyfikatorem do parku by uniknąć tłumaczenia się przed „kontrolerem”. Oczywiście pierwszym krokiem, musi być uszczelnienie ogrodzenia ogrodu. Normalni turyści przecież nie będą się z dziećmi i babciami przedzierać przez płoty czy mury. Wprowadzić i egzekwować regulaminowe  kary, dla tych, którzy znajdą się po zamknięciu ogrodu na terenie parku, nawet, jeśli nie zostali złapani na „gorącym uczynku” niszczenia czegokolwiek, aby oduczyć hulaszczych zachowań.  Na początek, trzeba wyciąć trochę samosiewów by otworzyć zarośnięte „okna widokowe” czyli przywrócić to co najistotniejsze w ogrodzie krajobrazowym, wytyczyć  trasy i o te trasy zadbać w pierwszej kolejności. Tam gdzie trzeba,  wyrównać ziemne alejki, by nie było drastycznie nierównych odcinków, na których potykaliby się spacerujący. Trzeba wykonać takie niezbędne prace, jak odmalowanie  zasmarowanych bazgrołami ścian Bramy Rzymskiej, czy oczyszczenie z napisów ceglanych murów. Gdy park będzie zamknięty i skutecznie kontrolowany, nie będzie w nim tyle co dzisiaj śmieci, zresztą  spacerujący kontroler, może być wyposażony w  chwytak do śmieci i worek, by na bieżąco zbierać po flejtuchach. Teraz, w walce o stypendium, pracę,  młodym zależy by mieć co wpisać w swoje C.V,  a  praca w charakterze wolontariusza jest mile przez pracodawców widziana. Należałoby  więc stworzyć  takie warunki, by móc skorzystać i z takiej pomocy w nadzorowaniu  i utrzymaniu parku. Muszą być też większe ilości  koszy na trasach, aby nie dawać pretekstu do rzucenia śmieci w krzaki, gdy nie będzie kosza. Ławki też oczywiście. Gdy nie będą non stop niszczone, będą służyły dłużej i będą wyglądały lepiej. O resztę Dzikiej Promenady będzie można zadbać trochę później, gdy park zacznie na siebie zarabiać. Jeśli okaże się, że potrafimy wyeliminować nieproszonych gości i kontrolować  zachowanie tych, którzy są w ogrodzie, można przejść do kolejnego etapu,   tworzenia punktów z zielenią ozdobną  w miejscach, w których docelowo powinny stanąć elementy małej architektury obecnie pochowane przed wandalami. Jeśli zieleń będzie rosła bez „przygód”, to znaczy nikt nie będzie jej niszczył ani rozkradał,  można zaryzykować i rozpocząć proces relokacji  elementów  małej architektury w miejsca, skąd zostały zabrane,  by uchronić je przed chuliganami. Rozpocząć ten proces, należy  od tych  zabytków, które potencjalnie najmniej będą zagrożone aktem wandalizmu, z od razu instalowaną, ukrytą, przenośną kamerą, Gdyby system już działał i nie było żadnych incydentów świadczących o grożącym ruchomemu zabytkowi niebezpieczeństwie, stopniowo przywracać ogrodowi kolejne elementy. Jeśli nie, to zakładając zarejestrowanie przestępstwa nagłośnić sprawę, jeśli udałoby się sprawcę schwytać na gorącym uczynku i tak do skutku, do wyeliminowania takich incydentów.

Sposobów finansowania utrzymania parku trzeba szukać na wszelkie sposoby. Kiedyś IUNG, wykonywał własnymi środkami jakieś prace, remonty, później zwracał się o refundację do instytucji zajmujących się opieką nad zabytkami i z reguły dostawał te kwoty, o które wnioskował. Ostatnie lata to pozyskane granty z UE. Jeśli przyjdzie się zmierzyć z samodzielnym finansowaniem to musimy być na to jak najlepiej przygotowani i dobrze byłoby, żebyśmy nie musieli znowu zaczynać od zera,  jak wtedy gdy podpalono Domek Aleksandryjski. Trzeba pamiętać, że podatnicy,  w ciągu kilkunastu lat, dwa razy zapłacili za nowy dach do tego pawilonu. Dlatego tak ważne jest skuteczne wyeliminowanie wpływu wandali na utrzymanie zabytkowego ogrodu. A im więcej pieniędzy będzie do dyspozycji tym więcej dla parku będzie można zrobić, więc docelowo to właśnie mieszkańcy Puław skorzystają na tym najwięcej, gdy będą mieć do dyspozycji zadbany obiekt.

Na koniec, trochę „prywaty”.

Dla uspokojenia zirytowanych moimi propozycjami,  spieszę zapewnić, że to moje prywatne przemyślenia, za które ani IUNG, ani tym bardziej nikt inny mi nie płaci. 🙂 ani nikt mnie do ich przedstawiania nie nakłania, (wręcz przeciwnie nawet …) a jedyne co mną powoduje, to autentyczna troska i chęć zahamowania procesu niekończącej się degradacji  puławskiego parku. Taki zarzut padł, w anonimowych komentarzach w Dzienniku.  Zgodnie zresztą z moimi oczekiwaniami, komentarze w różnych miejscach umieszczane są różne. Jedne rozsądne, drugie mniej, inne zupełnie „od czapy” . Wiem, że niektórym cięzko będzie zrozumieć,  że  można „myśleć i pracować po godzinach” w dodatku za darmo, dla idei. Przyznam, że  przykro mi, gdy czytam zarzuty, że uzurpuję sobie prawa do poruszania  sprawy historycznego ogrodu.  Powinna to robić głośno i wydajnie Fundacja, ale nie mogę się jakoś tego doczekać.  Z mocy stosownych ustaw, właściciel obiektu zabytkowego jest zobowiązany do upowszechniania wiedzy na temat zabytku,  co IUNG przez lata realizował m. in. za pomocą logo z Sybillą, które prowokowało do pytań o jego znaczenie, na całym świecie. Ponieważ zauważam niski poziom wiedzy na temat puławskiego ogrodu krajobrazowego, nawet wśród naukowców z IUNG, nawet wśród tych, którzy z obowiązku, ze względu na podejmowane decyzje powinni posiadać elementarną wiedzę na temat stosownych praw i wymogów historycznego ogrodu krajobrazowego,   całodobowo poszukuję sposobu  jak zainteresować tym tematem lokalną społeczność, upowszechnić wiedzę na ten temat i wyjaśnić komu i co  można,  czego nie powinno się oczekiwać w zabytkowym założeniu ogrodowym i w którym kierunku powinny iść zmiany. Posty na  założonej i prowadzonej przez mnie facebook’owej stronie „Park w Puławach”  docierają  czasami nawet do  20 tysięcy osób, strona ta ma  ponad 2400 fanów , choć tylko ponad 700 osób jest z Puław; to reszta rekrutuje się aż z 42 (sic!) krajów świata. Nie wiem,  czy udałaby mi się ta sztuka, gdybym patrzyła,  ile mi  płacą, bo nijak się ma moja pensja do mojego zaangażowania w sprawę parku.  By zarejestrować FWHOP też nie pytałam, czy ktoś zwróci mi poniesione na  zorganizowanie wielu spotkań  prywatne koszty. Od kilku lat, społecznie pracuję na rzecz parku, a efekty mojej pracy „po godzinach pracy w IUNG” i pracy  przyciągniętych do parku innych wolontariuszy,  widać w Dolnym Ogrodzie i da się już przeliczyć na tysiące złotych. Faktem jest również to, że poza czasem spędzonym w  pracy, o tym jak rozwiązać problem rewitalizacji ogrodu Księżnej Izabeli myślę nieustannie. Czasem  przypominam sobie słowa Friedrich’a Oetinge’a: „Panie, daj mi siłę, abym zmieniła to, co zmienić mogę; daj mi cierpliwość, abym zniosła to, czego zmienić nie mogę i daj mi mądrość, abym odróżniała jedno od drugiego.”  Cierpliwości niestety mi brakuje; a i tak czekałam prawie 20 lat. Mam jeszcze nadzieję, że nie pomyliłam się, co do oceny sytuacji, bo parkowe problemy  okradają mnie i moją rodzinę z czasu, który zamiast im, parkowi poświęcam, zubażają mój portfel i rujnują zdrowie i jeśli nic dobrego ta moja „krucjata” nie przyniesie,  to znaczy, że zmarnowałam  dużo.

Wiem jedno; IUNG jako właściciel obiektów, zrobił co mógł w  sprawie utrzymania zabytków w osadzie pałacowo-parkowej, ale wobec wymuszonego całodobowego otwarcia ogrodu  nie jest w stanie spełnić niczyich oczekiwań jeśli chodzi o estetykę parku. Przekonałam dyrekcję IUNG, by wystąpić z pisemną, oficjalną prośbą do Rady Miasta Puławy i (podobno) nie pomyliłam się co do przewidywań, że radnym musi  zależeć na polepszeniu sytuacji w parku. Radny Kwapiński i Maj zadeklarowali przecież publicznie, że realne jest pierwsze od wielu lat finansowe wsparcie ze strony Miasta,   więc nadzieja na realną współpracę dla dobra parku,  nie jest być może płonna.

Tak dla pamięci, dodaję tu link do wypowiedzi dyrektora Oleszka na temat sposobu użytkowania parku https://www.youtube.com/watch?v=Jz1j14tANiA

 

 

 

Reklamy

Ponad 900 osób przeczytało moją „Ponurą wyliczankę…”  Liczyłam na to, że problemem zainteresują się szerzej w Puławach, dlatego zasadniczo dobrze się stało, że temat podjęła redaktorka z pisemka „24Wspólnota.pl”  Nie jestem pewna jednak, czy „niedźwiedziej przysługi” sprawie ochrony zabytków i rewitalizacji parku nie wyświadczyła pani Justyna Popiołek-Osińska, autorka opartego na mojej wyliczance artykułu z celowo podnoszącym ciśnienie czytelników tytułem „Do parku tylko z biletem?”

https://24wspolnota.pl/pl/pulawy/wydarzenia/20278/do-parku-tylko-z-biletem.htm

Najważniejszą zmianą w sposobie użytkowania parku proponowaną przeze mnie jest skuteczne ogrodzenie ogrodu i kontrola zachowań spacerujących, poprzez monitorowanie i dozór oraz system rejestracji osób przebywających na terenie parku. Zamykanie po zmierzchu i uniemożliwienie nieuprawnionych wtargnięć na teren ogrodu.

Wg mnie, fakty pokazują dobitnie, że niczego dobrego dla historycznego ogrodu całodobowe otwarcie nie przyniosło. Nikt odpowiedzialny prawnie za zabytki nigdy nie zaryzykuje relokacji w pierwotne położenie ruchomych zabytków, co stanowi istotę rewaloryzacji ogrodu Księżnej Izabeli, bo tym samym czynnie narazi je na zniszczenie, co jest delikatnie mówiąc niefrasobliwością, przekraczającą niegospodarność, do której tak przywykliśmy, że nikt już się nie oburza.  Złodzieje bezkarnie zdemontowali i bez problemu wynieśli z otwartego nocą parku  wszystkie miedziane rury spustowe, gdy IUNG ogromnym wysiłkiem finansowym remontował  cały dach pałacu i zdobył miedzianą blachę na jego pokrycie i orynnowanie. Podejmowane  próby sukcesywnych nasadzeń roślin ozdobnych na terenie innym, niż intensywnie nadzorowany dziedziniec honorowy, prawie w 100 % kończyły się fiaskiem, bo rośliny również zostały rozkradzione. Jest tylko i wyłącznie  kwestią czasu, kiedy mury odnowionych za ciężkie pieniądze zabytków będą wyglądać  znowu tak, jak mur zewnętrzny tarasów przy Domku Greckim i jak wyglądały przed remontem.

Najważniejsze zatem  zadane pytanie,  nie powinno dotyczyć tego,  czy ktokolwiek, kiedykolwiek zechce płacić za to, że wnętrze ogrodu będzie sukcesywnie porządkowane, wzbogacane o nowe rośliny ozdobne i że docelowo będzie pełne atrakcyjnych elementów małej architektury rozlokowanych zgodnie z intencją twórców ogrodu. Tylko, czy godzimy się na to, że będzie tylko gorzej niż dzisiaj?  Bo to pewne jak w banku, że wolniej lub szybciej wrócimy do stanu sprzed wydanych już na renowację milionów, a drugi raz na to samo nie dostaniemy pieniędzy z Unii.  Jednym słowem, czy podobało nam się jak wszystkie zabytki były zniszczone przez wandali i czy chcemy obserwować jak wandale dewastują znowu to miejsce?   W tym momencie, jakiekolwiek pretensje,  że jest i będzie tylko gorzej, a nie lepiej,  skierujmy do siebie, nie do odpowiedzialnych za zabytkowy ogród, którzy skazując inwestycje na krótkotrwałość, narażają się na zarzut niegospodarności. Każdy podmiot państwowy, dysponujący prawem do tego obiektu, nawet jeśli nie byłby to instytut naukowy, tylko  bezpośrednio Miasto, byłby odpowiedzialny przed podatnikami za świadome wyrzucanie pieniędzy w błoto.

Dziękuję dziennikarce Wspólnoty, za zainteresowanie tematem losu zabytków w historycznym ogrodzie, bo zawsze jest nadzieja, że przy tej okazji szersze gremium zechce dotrzeć do mojej „wyliczanki”  by poznać całe spektrum problemu,  a nie jedynie jego wycinek. Przyznam, że choć spodziewałam się podniesienia, zawsze bulwersującego opinię publiczną tematu ewentualnych opłat,  nie sądziłam, że może ten aspekt  trafić na tytuł, jakby rzeczywiście był meritum problemu, choć rozumiem, że kierując się nie tyle dobrem sprawy i chęcią  wdrożenia zmian, które  mogą  odmienić los parku,  ile poczytnością wydawnictwa, zdecydowano się na taki ruch.  Mało tego, autorka dodaje podtytuł,  który kompromituje pewien sposób myślenia „To nie żart, to pomysł, który powraca”.

Co do ankiety, którą zaproponowała 24Wspólnota.pl to przyznam, że przydałaby się inna formuła i inne pytanie podstawowe, bo ja nie pisałam o konieczności opłat dla mieszkańców Puław, lecz o konieczności zamykania i kontrolowania dostępu. Jeśli ktoś zna lepszy, skuteczniejszy,  trwalszy i tańszy sposób to proszę, śmiało objawić go światu!  Oby inni się mogli w przyszłości od nas uczyć- jeśli będzie się można pochwalić lepszym rezultatem! Bo od tego, czy rozwiążemy problem ciągłych aktów wandalizmu,  zależy przyszłość tego miejsca, obecna sytuacja jest zaś gwarancją, że zmian na lepsze nie będzie.

Ankieta z pytaniem, „Czy jesteś za „kontrolowaniem dostępu” poprzez uniemożliwienie wejścia do parku po zmierzchu?” złożona z kilku pytań wstępnych, weryfikujących, czy dany głos, brać w ogóle pod uwagę przydałaby się chociażby do oceny skuteczności programów edukacyjnych i  promujących znaczenie Puław w historii Polski. Jednak do zweryfikowania, czy wypowiada się ignorant, czy osoba, której zdanie  powinno być brane pod uwagę,  ankieta taka musiałaby być  poprzedzona minimum dwoma pytaniami. Po pierwsze poprosiłabym o wymienienie minimum 3 zabytków ruchomych i ich pierwotnej lokalizacji w naszym parku, po drugie, poprosiłabym o wymienienie nazwisk minimum trzech postaci historycznych o innym nazwisku niż Czartoryscy związanych z Puławami i jako kto weszli do historii Polski. Tak sobie wyobrażam absolutne minimum poziomu wiedzy adwersarzy. Może jeszcze jedno; Jaka jest najważniejsza cecha ogrodów angielskich?

I na koniec,  kwestia odpowiedzi na  najważniejsze wg autorki tekstu pytanie, kierujące dyskusję o przyszłości parku na manowce. „Czy wstęp do parku powinien być płatny?”

Na  tak postawione pytanie, spodziewać się należy odpowiedzi negatywnej od  kilku rodzajów obywateli . Od typowego „Kiepskiego”, czy amatora „Mamrota” na świeżym powietrzu, który bez namysłu kliknie „nie”, bo nie chce,  by ominął go  luksus popijania w byłym książęcym ogrodzie,  ale i od każdego nieświadomego tego, czego  tym sposobem nigdy się nie doczeka w tym ogrodzie,  i od naiwnych i całkowicie obojętnych na historię i piękno ignorantów, amatorów tandetnych gratisów.  Ci powiedzą: „Nie!”  Krzywa Gausa dotycząca przekroju demograficznego, każdego społeczeństwa,  nie pozostawia w tej materii złudzeń. Tylko, nie miejmy pretensji, że gdy tacy podejmują decyzje, to jest jak jest i tak też będzie!  Jedynie  odpowiedzialni, światli  i doceniający kulturowe dziedzictwo obywatele, esteci i docierający tu ludzie z całego cywilizowanego, zachodniego  świata, z którego wykluczył nas PRL a którzy, bez złudzeń,  pozostają w mniejszości powiedzą: „tak” .

A propos. Czy wstęp na Górę Trzech Krzyży w Kazimierzu Dolnym powinien być płatny?  Czy ktoś zadał  to pytanie mieszkańcom okolicznych gmin? Gdyby je zadał, jak myślicie, jaki procent byłby z odpowiedzią „tak”? Mimo tego od paru lat, trzeba za wdrapanie się na tą górkę płacić. Konkretnie, wspinaczkę mamy „za friko”, można zawsze zawrócić spod szczytu, ale ponieważ tam też idzie się tylko po widok, zwykle mało kto, koniec końców nie wysupła tych paru złotych,  za możliwość rozejrzenia się po krajobrazie. Można dyskutować, czy to dobry pomysł, czy nie, ale ktoś jednak poniósł koszty ucywilizowania sposobu wspinaczki na tę gorkę, przygotowując wygodne dla piechurów schodki.  Ci, co przyjeżdzają po coś innego do Kazimierza i mają inne  priorytety niż podziwianie widoków, wolą za te pieniadze kupić np. jedno wiecej piwo w knajpce– wybiorą się gdzie indziej i tyle.

W Puławach jest tyle, coraz ładniejszych terenów zielonych, calodobowo dostępnych dla mieszkańców, że  trudno  zaakceptować niezbędność otwartego nocą parku.  Jest jedna istotna różnica między tamtymi miejscami, a parkiem i zdaje się że  dla większości gardłujących przeciwko zamykaniu po zmierzchu parku najistotniejsza. W parku ma się pewność, że nie zestresuje się tu nikt pijący alkohol nadchodzącym policjantem, czy strażnikiem,  tylko czy tak powinno być?

Oczekiwania Puławian względem  ogrodu  Księżnej Izabeli  w dużej mierze rozmijają się z jego zdefiniowanym,  krajobrazowym charakterem i tu też leży „spory kamień niezgody”. Po widoki kwietnych kobierców sadzonych pod linijkę wybierajmy się do ogrodów barokowych, francuskich lub parków zdrojowych i miejskich,  nie oczekujmy ich w ogrodzie romantycznym, angielskim. Nie będzie tu tez nigdy, bo nie wyrazi na to zgody konserwator, brukowanych alejek, ani placów zabaw dla dzieci, tego po prostu nie oczekujcie. Pewnie będzie to oburzające dla licznych, ale zgodnie z prawem, nie może prowadzić przez teren parku ścieżka rowerowa. Szok? Tylko dla tych,  którzy  nie rozumieją, że w tego typu historycznym ogrodzie chroni się ziemną nawierzchnię alejki przed koleinami jakie się tworzą podczas jazdy.

Jeśli tylko populiści czy politycy, którzy kierują się wolą większości, bo są zależni od swojego wyborcy,  będą mieli o decydować o losie parku w Puławach,  nie ponosząc jednocześnie żadnej odpowiedzialności za podejmowane decyzje i wydane publiczne pieniądze, to w tym miejscu należy zaprzestać starań o jakąkolwiek rewitalizację. Przegapiony dla parku  został czas rozdawnictwa z unijnych funduszy,  a prywatni sponsorzy, myślący logicznie, pieniędzy tu nie utopią. Jak hojnie wspiera wspólny, otwarty  park bezpośrednio same  społeczeństwo,  można samemu naocznie zweryfikować zerkając do żałośnie pustej transparentnej skrzynki na dobrowolne datki na utrzymanie parku.

Gdy angażowałam się w proces rejestracji fundacji FWHOP, zaniepokoiły mnie skromne kwoty na fundusz założycielski fundacji wyłożone przez najistotniejsze w Puławach instytucje. Pan dr Janusz Nowakowski, osobiście związany silnie z pałacem i Puławami, jako jedyna osoba prywatna,  wpłacił relatywnie dużą sumę,  na fundusz założycielski FWHOP, upatrując w powstaniu fundacji, której głównym zadaniem miało być doprowadzenie do rewaloryzacji i utrzymania ogrodu i zdobycia na te cele środków – realny sposób rozwiązania problemu.  Przez nieomal 20 lat – poza jednym znaczącym datkiem ze strony miasta – partnera, co faktycznie zawdzięczamy programowi partnerskiemu Miasta Puławy z holenderskim Nieuwegein,  nie udało się pozyskać większych darowizn. Ponad połowę brakującej na rewitalizację dziedzińca przedniego kwoty pokryły ze swoich zysków zakłady doświadczalne IUNG, 30 tys. dorzuciły Azoty.  IUNG ma  laur konserwatorski za remont pałacu, odnowione obecnie są kolejne trzy ważne obiekty w zespole pałacowo –parkowym, (plus Kościół i Domek Grecki)  i pozyskaliśmy kopię rzeźby „Tankreda i Kloryndy” którą można było postawić w parku i zaryzykować jej zniszczenie, co się zresztą stało, chociaż stoi w najmniej odludnej części parku.  I obawiam się, że to by było na tyle. Teraz pogódźmy się z tym, co nieuniknione,  jeśli nie życzymy sobie żadnych zmian.  Odnowione dzisiaj zabytki będą znowu pokrywały się liszajami z barwnych bazgrołów, niczego nie posadzimy, bo po co i za czyje pieniądze, pchać amatorom kradzionych roślin ozdobnych „prezenty” w  bezkarne łapy?

Na koniec, chciałam jeszcze zapytać o „jakiej wizytówce miasta” mówimy? O żywej ilustracji powszechnego przekonania, że co państwowe to niczyje, że prawo w Polsce nie działa, że mamy gnuśne społeczeństwo,  nieskuteczną edukację,  nieudolną policję,  co doprowadza do tego, że można być bezkarnym, „nieznanym sprawcą”, zamalować bazgrołami zabytkowe mury, a nawet i rozwalić w publicznym miejscu, na ulicy patrolowanej przez opłacaną przez podatników straż miejską i policję?  Wizytówkę tego, jak my, w Puławach, nie dbamy o narodowe, kulturowe dziedzictwo, jak je sobie lekceważymy,  jeśli nie chcemy zapewnić mu skutecznej ochrony i jak go, nomen omen, nie cenimy, skoro  za darmo udostępniamy? Jeśli to „wizytówka”- to żenująca.

Dotarło do mnie sporo głosów ludzi, ( różną drogą – mailową, telefoniczną… ) , którzy przyznali mi rację,  często oświadczając,  że  zmienili  dotychczasowe przeciwne  nastawienie do rygorystycznego, totalnego zamykania parku po zmierzchu. Wielu, których głos byłby w tej dyskusji ważny, się nie wypowiada, choć zaiste gdy milczą,   nie sposób zweryfikować, czy mamy do czynienia z niezabierającym głosu tchórzliwym mędrcem, czy  milczącym głupcem. Zapraszam do otwartej dyskusji na temat przyszłego wyglądu historycznego ogrodu. Może ktoś ukrywa się z genialnym pomysłem, jak inaczej niż na całym świecie,  poradzić sobie skutecznie z ochroną przed złodziejami i wandalami, tak dużego terenu z cennymi obiektami  Przykra prawda jest taka, że gdy zostawimy te sprawy w rękach samych polityków, którzy przeliczają głosy na ilość nie jakość, to znajdziemy się tam, gdzie nikt z nas nie chciałby być. Razem z  innymi „akuszerami” FWHOP myślimy, o zorganizowaniu otwartego forum dla  wszystkich zainteresowanych mieszkańców Puław, na którym przedstawilibyśmy wizualizacje możliwych do zrewaloryzowania fragmentów ogrodu, które można będzie zrealizować wyłącznie wtedy, gdy problem wandalizmu zostanie  zniwelowany do nieistotnego problemu. Zdefiniujemy i zobrazujemy w przystępny sposób, jak mógłby  wyglądać ogród Księżnej po przeprowadzonej rewitalizacji zgodnie z wytycznymi konserwatorskimi.   Zaprosilibyśmy także  opiekunów innych zabytkowych ogrodów w Polsce by przedstawili swoją drogę do osiągnięcia przewagi nad wandalami i przywrócenia świetności ogrodowi.

Można zrobić nawet niemożliwe, ale jeśli niezabezpieczone efekty takiej pracy znikną z powierzchni ogrodu równie szybko i bezkarnie  jak działają w Puławach wandale, to nadzieja,  że kiedyś park będzie perełką turystyczną w województwie i w Polsce  zniknie równie szybko jak posadzone niegdyś w parku setki cebulek wiosennych kwiatów wydłubanych z ziemi przez spacerujących po parku  w ciągu jednego sezonu, gdy po raz pierwszy i ostatni w historycznym ogrodzie zakwitły.