Przyznaję się,  bez bicia, że ten wpis  jest w dużej mierze,  powtórzeniem poprzedniego wpisu na blogu, który powstał sprowokowany faktem, ujawnienia w lokalnej prasie i Internecie,  niezrozumienia elementarnych prawd, na temat puławskiego ogrodu historycznego.  Nie zagłębiając się, w tamtą historię, na okoliczność kapitalnego obrotu sprawy, jakim jest zakup przez „miasto”  Pałacu Marynki, zdecydowałam się ponowić cześć wpisu, dotyczącą  właśnie tego Pałacu, jako dźwigni przedsięwzięcia,  docelowo spójnego, dochodowego i prestiżowego, jakim może być, zrewitalizowany historyczny ogród puławski.  Najcenniejszy turystycznie skarb, jaki posiadają Puławy, który od wyjazdu Książąt Czartoryskich nie jest należycie  zarządzany, utrzymywany ani wykorzystywany,  ma ogromny, niespożytkowany dotąd potencjał „koła zamachowego” napędzającego  turystykę, na skalę, która  może wreszcie generować istotne budżetowo wpływy.

Parę truizmów tytułem usprawiedliwienia, czemu publicznie głos zabieram. Ludzie różnią się wiekiem, wiedzą, doświadczeniem.  Odwiedzamy różne miejsca na świecie, odnosimy  inne wrażenia. Dzięki temu, nasze myśli są unikalne.  Możliwość wyrażenia naszych idei i skonfrontowania ich z pomysłami innych jest jedną z najcenniejszych zdobyczy cywilizacyjnych ludzkości. Co dwie głowy, to nie jedna, a co dopiero, gdy tych mądrych głów będzie więcej?  Czasem, samemu trudno wpaść na rewolucyjnie proste rozwiązanie, a po rozmowie, wysłuchaniu argumentów innych,  pojawia się … Eureka! Czasem, przeciwnie, ktoś nam uświadomi istnienie przeszkody, której w naszych spekulacjach nie uwzględniliśmy. Nie mam patentu na nieomylność, to oczywiste. Co więcej, pewne jest,  że nikt jej nie ma, ale lepiej 10 razy coś  przedyskutować, wysłuchać opinii dziesiątej i setnej osoby, niż podejmować działania, pakować publiczne pieniądze w nieprzemyślane projekty, które nie mają prawa sprawdzic się w praktyce.  Poza tym, z racji obowiązków służbowych, świadoma jestem,  nie zawsze powszechnie oczywistych ograniczeń,  jakie stoją na drodze planów i projektów, które zawsze docelowo muszą mieć zgodę od konserwatora zabytków. Wiem, jakie pomysły nie mogą być w naszym parku zrealizowane. Ponadto, że sprawa rewitalizacji parku, spędza mi sen z oczu od wielu lat,  poświęciłam już na modelowanie różnych wariantów  organizacyjnych dla parku i analizę sposobów rozwiązań wynikających z nich trudności, setki godzin. Mocną stroną moich przemyśleń, jest to, że zwiedziłam wiele słynnych historycznych ogrodów, w których na bieżąco porównywałam i odnosiłam zastosowane tam rozwiązania, do naszego parku,  więc może warto wziąć pod uwagę, moje doświadczenia i wnioski.

Powtarzam przy każdej okazji, że wg wytycznych konserwatorskich, puławski kompleks pałacowo -parkowy powinien być, ze względu na rangę zabytków, jakie się w nim znajdują, udostępniany jedynie na zasadzie „ograniczonego i kontrolowanego dostępu”. Inaczej być nie może, bo tak też stanowi tzw. „Karta Florencka”,  jeden z doktrynalnych dokumentów Narodowego Instytutu Dziedzictwa  -czyli „Międzynarodowa karta ogrodów IFLA-ICOMOS”.  Szerzej na temat fatalnych konsekwencji zamiany ogrodu Księżnej Izabeli w ogólnodostępny park miejski pisałam już wcześniej, w sumie większość z nas jest tego świadoma,  więc nie ma sensu tego powtarzać.   Teza, że skuteczne ogrodzenia nic nie dadzą,  jeśli „społeczeństwo jest niedostatecznie wyedukowane” przeczy faktom i statystyce. Wystarczy spojrzeć na otoczenie Domku Greckiego,  zamykane od wielu lat, po godzinach pracy biblioteki miejskiej. Tak jaskrawego dowodu na to, jak skuteczne ogrodzenie terenu, wpływa na stan zachowania inwestycji, nie da się zignorować i negować.  Gdyby w istocie, szczelne i trudne do sforsowania ogrodzenia nic nie dawały,  to nikt by płotów, ani też systemów alarmowych i monitoringu nie zakładał, licząc na „wyedukowanie” nieedukowalnych.  Ten, być może nawet niewielki procencik społeczeństwa, zawsze jednak w nim obecny,  zepsuć potrafi całej reszcie,  przyjemność życia w  estetycznym otoczeniu.  O niedostatecznej skuteczności tejże edukacji i uświadamianiu ogółu społeczeństwa nie warto w tym miejscu dyskutować. Jeśli  chodzi o wandalizm w Puławach, to jest  jak jest i  jak  drzewiej było i nie zanosi się na istotne zmiany w tym temacie. Nie bez przyczyny Księżna zmuszona była instalować dodatkowe kraty w Sybilli i furtki na mostkach!  Fakty są bezdyskusyjne i niezaprzeczalne,  szkoda wręcz czasu na miałkie dywagacje,  Mamy porażająco  niski (porównywalny chyba  z krajami w Afryce) czas tzw. „utrzymania w dobrostanie”, jakichkolwiek inwestycji publicznych, pozostawionych bez nadzoru, do nieograniczonej dyspozycji społeczeństwa. Z tym problemem musimy się zmierzyć.

Korzystając z tego, że kilka osób zechce zapoznać się z tym tekstem, pragnę Państwu przedstawić wynik własnych przemyśleń,  propozycję pod rozwagę,  na nową formułę dla puławskiego „parku”, która w mojej ocenie, ma realną szansę zapewnić nie tylko przetrwanie obiektu, ale też przywrócenie i trwałe utrzymanie jego świetności, z korzyścią dla mieszkańców Puław.  Staram się uwzględnić.  przy tym rozsądny, „rynkowo-biznesowy”  wymóg  jakiegoś  zwrotu  nakładów publicznych pieniędzy, bo utopijne socjalistyczne podejście do tematu, jak wiemy nie sprawdziło się przez ostatnie dziesięciolecia i należy z tym definitywnie skończyć.  Jaskrawą konsekwencją  niefrasobliwości i przesadnego optymizmu była konieczność dwukrotnego wydania pieniędzy podatników w skandalicznie krótkim czasie, na kolejny remont dachu Domku Aleksandryjskiego, po tym jak,  z dymem poszła gotówka na  generalny remont tegoż samego dachu na budynku, znajdującym się w całodobowo dostępnym parku. W konsekwencji braku realnego, ciągłego nadzoru  i praktycznie  nieograniczonego dostępu, Domek jak wiemy, został podpalony przez meneli i w sprawie restauracji zabytku wrócono do punktu wyjścia, a nawet cofnięto się dalej. Na takie wydawanie naszych pieniędzy nie powinno być zgody!

Niewypowiedzianą radość sprawiła mi  decyzja Rady Miasta o  wykupieniu od Instytutu Ogrodnictwa Pałacu Marynki.  Oczywistym było, że dotychczasowy właściciel nie był zainteresowany rewitalizacją pałacyku, ani wykorzystaniem jego fantastycznego położenia jako najefektywniejszej, turystycznej reklamy puławskiego zespołu pałacowo-parkowego.  Nie mam pretensji, bo nie jest to statutowym zadaniem Zakładu Pszczelnictwa, z którego dotychczasowi właściciele – naukowcy byliby  „rozliczani”.         Gdyby doszło do tego, że Pałacyk zostałby wykupiony przez prywatnego inwestora, dużo trudniej byłoby „przymusić go” do działań dla dobra lokalnej społeczności, a tak, mamy raczej gwarancję, że to będzie priorytetem nowego właściciela.

Jak od dawna powtarzałam, wykupiony na własność dla  „miasta” Pałacyk Marynki stanowi jedyną logiczną podstawę stworzenia spójnego, turystycznego programu w obrębie osady pałacowo-parkowej.  Szczęśliwie doczekałam tej chwili i mam nadzieję, zobaczyć  spełniającą się wizję przywróconego do świetności ogrodu krajobrazowego, którego sława, w czasach Księżnej Czartoryskiej, miała zasięg światowy!

Rockefeller mawiał, że trzy czynniki decydują o powodzeniu przedsięwzięcia. Po pierwsze, drugie i trzecie to… lokalizacja! A tą, Pałacyk Marynki ma wymarzoną, To obok niego, tysiące potencjalnych „klientów” suną jak zaprogramowane zombie do Kazimierza, jak dotąd nie dostrzegając zapuszczonej perły architektonicznej, z niesamowitą historią w tle. Wyjątkowej urody zabytek, po wyremontowaniu, właściwej iluminacji i ogarnięciu zieleni będzie najlepszą z możliwych reklam całego kompleksu pałacowo-parkowego.

Jadący tłumnie do Kazimierza Dolnego ludzie, w „trybie weekendowo- urlopowym”,  gdy na swojej trasie nieomal „potkną się” o tablicę z informacją-  „TU jest parking, TU jest miejsce, z którego możesz zacząć zwiedzanie ogrodu Księżnej Izabeli Czartoryskiej, ” gdy nie wymaga się od nich, wysiłku, błądzenia, kluczenia, szukania miejsc postoju i wejścia,  w 9 przypadkach na 10, staną, Jeśli oczywiście bez kłopotu zaparkują. Bo cóż tracą?  Widoczna z samochodu tablica,  z kilkoma najpiękniejszymi ujęciami z parku, zabytkowych wnętrz,  kolejna bardziej szczegółowa na parkingu, z historią o związku Puław z najgłośniejszą kolekcją muzealną Polski i konkretna oferta turystyczna, zrobi swoje.

I tu dochodzę,  do  koncepcji, „odwrócenia ruchu turystycznego” autorstwa  pierwotnego składu ekipy pracującej nad powołaniem Fundacji Wspierania Historycznego Ogrodu Puławskiego, która zakładała, że strefa parkingowa dla autobusów i samochodów osobowych, powstanie właśnie obok Pałacu Marynki, na placu, który zresztą wg obecnie obowiązującego planu zagospodarowania miasta, przeznaczony jest chyba na cele turystyczne, a który od dawna zajmują jakieś składy, szopy etc.  Na szczęście nie wybudowano tu niczego, co byłoby problematyczne z punktu widzenia  konieczności stworzenia tu kompleksowego  centrum obsługi turysty, a przede wszystkim dużego parkingu. Co więcej, na tym obszarze, jesli doczekamy się boomu turystycznego jest możliwość rozszerzenia w razie potrzeby strefy parkowania  o drogę dojazdową do RZD -Kępa. Teren należy do IUNG, a jego władze też są zainteresowane dobrostanem całego zabytkowego kompleksu, którego lwiej części są właścicielem, Wspólnota interesów, powinna wreszcie doprowadzić do konsensusu w sprawie ponoszenia współodpowiedzialności za utrzymanie i zabezpieczanie przestrzeni zabytkowego ogrodu i znajdujących się w nim zabytków. Zgoda buduje, niezgoda rujnuje, to wiedzą nawet dzieci!

Stąd, z parkingu za Pałacem Marynki,  po zakupieniu biletów, turyści będą mogli rozpoczynać spacer w kierunku pałacu – najlepiej widokową trasą wzdłuż Łachy, po stronie Kępy, (pierwszy oficjalny,  biletowy checking point- na moście)  bo warto najpierw rozbudzić zainteresowanie niezwykłymi budowlami pokazanymi z daleka i dać szansę przyjezdnym  docenić krajobrazowy charakter ogrodu.   W oznakowanych punktach widokowych – koniecznie ławeczki do kontemplacji urody miejsca! (vis a vis Marynek, mostku, sarkofagu, Sybilli, grot, pałacu)  Po zrobieniu pętli, w czasie której, turyści  „zaliczaliby” kolejne obiekty: Domek Chiński, Pasaż Angielski, Domek Aleksandryjski, Kaplicę (z widokiem na Górę Puławską), Pałac (obowiązkowo z widokiem z Sali Gotyckiej na pradolinę Wisły), z rzuceniem okiem na dziedziniec przedni z fosą i Kordegardami. Dalej spacer wzdłuż skarpy z kontemplacją widoków, a następnie Świątynia Sybilli, Dom Gotycki, Brama Rzymska, (z widokiem na Głęboką Drogę i Domek Grecki). Potem zeszliby w kierunku sarkofagu  i przez mostek na Dzikiej Promenadzie, wracaliby do  Pałacu Marynki.   Trasa obfitująca w atrakcje, spacer długi, to jest i szansa na pobudzenie apetytu, z czego skorzystać mogłaby rozwinięta na terenie osady działalność kawiarniano-gastronomiczna. Czy to na bazie istniejących już knajpek i restauracji, czy w miarę wzrostu zapotrzebowania, w nowych punktach powstałych w niewykorzystanych zabytkowych wnętrzach.  O punktach sprzedaży pamiątek, obrazów, książek etc. tylko wspomnę…

Po „zaliczeniu” całej trasy, potencjalnie nakarmieni, turyści  wracaliby do aut i podążali dalej do Kazimierza czy Warszawy. Zwiedzać drugi raz nie będą tak szybko, (chyba, że uda nam się stworzyć bezpieczną przestrzeń dla czasowych  wystaw plenerowych) ale na sam spacer, pyszną zupę w Samotni czy szarotkę w innym klimatycznym miejscu mogą chcieć wpaść ponownie czy polecić innym. Tym bardziej,  że właśnie i tak po drodze! Zwłaszcza, przy cenach tak różnych od Kazimierza czy Warszawy.   Uważam, że z punktu widzenia logistyki ten plan ma „ręce i nogi”.   W okolicach Pałacu Marynki,  razem  z poborem opłat parkingowych, powinien być  zlokalizowany punkt sprzedaży biletów z mapką z trasą do przejścia, (z zaznaczonymi pobliskimi knajpkami etc.) z biurem przewodników, z zapleczem sanitarnym czy sklepikiem z pamiątkami itp.   Namiastką tamtego zarzuconego projektu, jest obecny parking dla autobusów przy Samotni i kuriozalna lokalizacja publicznych szaletów nieomal vis a vis  Pałacu Marynki. Obecnie, turyści, w licznych „autobusowych”  grupach zmuszeni są do wędrówki wąziutkim chodnikiem w górę ulicy Głębokiej, co nie jest dla nich ani wygodne, ani bezpieczne i jest czystą stratą czasu i energii,  bo powinni iść już przez historyczny ogród. Co najgorsze, przez brak spacerowej trasy widokowej wzdłuż Łachy, tracą to co stanowi kwintesencję puławskiego ogrodu Księżnej Izabeli- niezapomniane widoki!

Contra facta non valent argumenta! 

Wbrew sugestiom komentujących „sceptyków” niepotrzebny jest drut kolczasty pod napięciem i inne „śmiałe” pomysły. O finansowaniu utrzymania parku pora zacząć trzeźwo myśleć i nie bać się rozmawiać, jeśli do  znienawidzonych, bo przymusowych „prac społecznych”  nikt nie chce wracać. Nie było dotąd, ani nie zanosi się na to byśmy mieli w Puławach wieczystego sponsora do nieustannego usuwania śladów działalności wandali  i  ani finansowania ogrodniczej pracy na takim areale.

Tu  nie ma co „wyważać otwartych drzwi”. Trzeba skorzystać z istniejących i sprawnie działających na świecie rozwiązań i skompilować z nich taki wariant, który najlepiej się sprawdzi w naszej sytuacji. Na przykład, można by tak to zorganizować, że na każdym oficjalnym wejściu wisiałaby tablica z  informacją o godzinach otwarcia parku uwzględniającą okres, gdy zmierzch zapada wcześniej oraz informacja, że bezpłatny wstęp jest dla okazicieli identyfikatorów, które byłyby wydrukowaną kartą wstępu, ze zdjęciem i kodem prążkowym przysługującą każdemu mieszkańcowi Puław.  „Miasto” przećwiczyło już  wydawanie elektronicznej „puławskiej karty dużej rodziny” – to i z tym problemem sobie doskonale poradzi!  Informacja na tablicach przy wejściu, precyzowałaby,  że  tak jak w pociągu – bilet w kasie kosztuje tyle a tyle, lecz może być tez wydany w parku, jednak w odpowiednio wyższej cenie. (Powyższe informacje, wraz z mapką z rozmieszczeniem zabytków i wytyczoną trasą do przejścia musiałyby być opublikowane na stronie internetowej muzeum – aby nikt nie był zaskoczony po przyjeździe i był uprzedzony gdzie może postawić samochód  i co robić dalej. Teraz przecież każdy planujący zwiedzania zaczyna od sprawdzenia takich informacji przed wyjazdem w Internecie.)  Do kontrolowania posiadania biletu lub karty upoważnieni byliby pracownicy muzeum, strażnicy i ewentualnie wolontariusze z identyfikatorami, oni też mogliby wypisać w parku taki droższy bilet, dla tych, którzy spacerowaliby bez takowego.  Chcemy i tak nastawiać się na zyski wyłącznie z turystów, tak? Więc jedna bramka z oficjalną kontrolą biletów na mostku na Łasze, druga, np. przy wyjściu z parku na dziedziniec Pałacu Marynki.  Do samochodów turyści jakoś wrócić muszą :-).  Puławianie wchodzą jak dotychczas, przez wszystkie inne wejścia w godzinach otwarcia parku, lecz mają zawsze przy sobie identyfikator –kartę do wyrywkowej kontroli. Tyle niedogodności dla miejscowych! Wprowadzić, nauczyć i egzekwować – kontrolować wyrywkowo spacerujących po parku, niestosujących się do reguł gry, próbujących się wycwanić  turystów  „kasować” z tą nieco wyższą kwotą, a miejscowi  nauczą się przychodzić z identyfikatorem do parku by uniknąć tłumaczenia się przed „kontrolerem”. Oczywiście pierwszym krokiem, musi być uszczelnienie ogrodzenia ogrodu. Normalni turyści przecież nie będą się z dziećmi i babciami przedzierać przez płoty czy mury. Wprowadzić i egzekwować regulaminowe  kary, dla tych, którzy znajdą się po zamknięciu ogrodu na terenie parku, nawet, jeśli nie zostali złapani na „gorącym uczynku” niszczenia czegokolwiek, aby oduczyć hulaszczych  zachowań.  Oczywiście by mieć statystycznie istotną wykrywalność takich przypadków, podstawową inwestycją będzie zainstalowanie skutecznego monitoringu (kontrola  obrazu z monitorów on-line i ekipa krzepkich w nogach, cichych, silnych  i niestrachliwych ochroniarzy, premiowanych za schwytanie chuligana).

Na początek, trzeba wyciąć trochę samosiewów by otworzyć zarośnięte „okna widokowe” czyli przywrócić to co najistotniejsze w ogrodzie krajobrazowym, wytyczyć  trasy i o te trasy zadbać w pierwszej kolejności. Tam gdzie trzeba,  wyrównać ziemne alejki, by nie było drastycznie nierównych odcinków, na których potykaliby się spacerujący. Trzeba wykonać takie niezbędne prace, jak odmalowanie  zasmarowanych bazgrołami ścian Bramy Rzymskiej (jak nas stać będzie – remont konserwatorski)  czy oczyszczenie z napisów ceglanych murów, remont ceglanej kładki na Dzikiej Promenadzie.  Gdy park będzie zamknięty i skutecznie kontrolowany, nie będzie w nim tyle co dzisiaj śmieci, zresztą  spacerujący kontroler, może (i powinien) być wyposażony w  chwytak do śmieci i worek, by na bieżąco zbierać po flejtuchach. Teraz, w walce o stypendium, pracę,  młodym zależy by mieć co wpisać w swoje C.V,  a  praca w charakterze wolontariusza jest mile przez pracodawców widziana. Należałoby  więc stworzyć  takie warunki, by móc skorzystać i z takiej pomocy w nadzorowaniu  i utrzymaniu parku. I promować i nagradzać takie zaangazownie młodych w lokalnych mediach oraz  ich szkołach. Muszą  też pojawić się większe ilości  koszy na trasach, aby nie dawać pretekstu do rzucenia śmieci w krzaki, gdy nie będzie kosza. Ławki też oczywiście. Gdy nie będą non stop niszczone, będą służyły dłużej i będą wyglądały lepiej. O resztę Dzikiej Promenady będzie można zadbać trochę później, gdy park zacznie na siebie zarabiać. Jeśli okaże się, że potrafimy wyeliminować nieproszonych gości i kontrolować  zachowanie tych, którzy są w ogrodzie, można przejść do kolejnego etapu –   tworzenia punktów z zielenią ozdobną  w miejscach, w których docelowo powinny stanąć elementy małej architektury obecnie pochowane przed wandalami. Jeśli zieleń będzie rosła bez „przygód”, to znaczy nikt nie będzie jej niszczył, ani rozkradał,  można zaryzykować i rozpocząć proces relokacji  elementów  małej architektury w miejsca, skąd zostały zabrane,  by uchronić je przed chuliganami. Rozpocząć ten proces, należy  od tych  zabytków, które potencjalnie najmniej będą zagrożone aktem wandalizmu, z od razu instalowaną, ukrytą, przenośną kamerą, Gdyby system już działał i nie było żadnych incydentów świadczących o grożącym ruchomemu zabytkowi niebezpieczeństwie, stopniowo przywracać ogrodowi kolejne elementy. Jeśli nie, to zakładając zarejestrowanie przestępstwa nagłośnić sprawę, jeśli udałoby się sprawcę schwytać na gorącym uczynku i tak do skutku, do wyeliminowania takich incydentów i nauczenia miejscowych przygłupów, że chuligańskie ekscesy w tym miejscu nie są bezkarne.

Sposobów finansowania utrzymania parku trzeba szukać na wszelkie sposoby. Kiedyś IUNG, wykonywał własnymi środkami jakieś prace, remonty, później zwracał się o refundację do instytucji zajmujących się opieką nad zabytkami i z reguły dostawał te kwoty, o które wnioskował. Ostatnie lata to pozyskane granty z UE. Jeśli przyjdzie się zmierzyć z samodzielnym finansowaniem to musimy być na to jak najlepiej przygotowani i dobrze byłoby, żebyśmy nie musieli znowu zaczynać od zera,  jak wtedy gdy podpalono Domek Aleksandryjski. Dlatego tak ważne jest skuteczne wyeliminowanie wpływu wandali na utrzymanie  dobrostanu zabytkowego ogrodu. A im więcej pieniędzy „z turystów” będzie do dyspozycji, tym więcej dla parku będzie można zrobić, więc docelowo to właśnie mieszkańcy Puław skorzystają na tym najwięcej, gdy będą mieć do dyspozycji zadbany obiekt.

To oczywiście, jedynie propozycja do rozważenia, przedstawione rozwiązania mają jednak tę zaletę, że poszczególne elementy tego planu widziałam już wdrożone w życie, w różnych krajach,  niektóre nawet w Polsce i działały bez problemów i niosły za sobą oczekiwane efekty, których sobie i wszystkim zainteresowanym przywróceniem świetności historycznych Puław, życzę. Mam nadzieję, że w niejednej „mądrej głowie” udało mi się uruchomić  wyobraźnię i lawinę przemyśleń,  której owocem będzie wypracowany spójny projekt rewitalizacji osady pałacowo-parkowej i  przyszłego rozwoju turystycznego Puław.

PS

Jeśli zainteresował Cię temat, lecz jesli masz wątpliwości co do tez zawartych w tym tekście, to proszę zerknąć też na wpis: Trudna sztuka czytania ze zrozumieniem.

 

 

 

 

 

 

Reklamy