Wczesna wiosna to dobry termin na sadzenie drzew w naszych ogrodach. Wtedy też, można sadzić tańsze a większe drzewa, produkowane w specjalistycznych szkółkach drzew parkowych i alejowych. Obecnie ciężko się zdecydować, jaki gatunek, jaką odmianę wybrać, bo oferta w coraz liczniejszych szkółkach potrafi przyprawić o zawrót głowy, a przecież przydomowe ogrody zwykle nie są gigantyczne, a tym bardziej nie są z gumy. Jeśli za kilka lat, nie chce się głowić nad tym, jakie rośliny zechcą nam rosnąć w cieniu ogromniejącego z roku na rok drzewa, albo ubiegać się o zgodę urzędnika na jego wycięcie, to trzeba się dobrze nagłowić, zanim dokona się właściwego wyboru.

Chcemy, żeby wybrane drzewo było przede wszystkim piękne, mniej może myślimy o tym, żeby było „pożyteczne”.  Rezygnowaliśmy w ostatnich latach z sadzenia drzew owocowych, no bo „się nie opłaca” gdy owoce są tanie i łatwo dostępne. Potem pojawił się problem, wprowadzenia na rynek takich odmian jabłoni czy grusz, które wymagają tyle specjalistycznych oprysków, cięcia i innych zabiegów, że mało komu, kto nie przykładał się specjalnie do terminowości i fachowości zabiegów, udało się doczekać satysfakcjonujących plonów, a to zniechęcało do ich uprawy. Innym problemem była tzw „klęska urodzaju”, którą zapracowani gospodarze przeklinali, gdy nie byli zdeterminowani by  swój wolny czas przeznaczyć na robienie przetworów, czy nie mieli aż takiego apetytu, by zjadać na potęgę, szybko psujące się przecież,  dojrzewające jednocześnie owoce. Obecnie, gdy świadomość konsumentów jest nieco wyższa w temacie szkodliwości dla zdrowia całej tej chemii, która towarzyszy kupowanym w supermarketach owocom, powoli trend ten się odwraca i znowu łaskawszym okiem patrzymy na drzewka owocowe, najchętniej o kolumnowym czy innym kompaktowym pokroju, tak by zbyt dużo miejsca w naszym ogrodzie jednak nie zajmowały.

Inny rodzaj „pożyteczności” drzewa w ogrodzie to jego funkcja cieniująca i co za tym idzie dająca ochłodę i wytchnienie w upalne dni, no i wówczas mile widziane byłoby, żeby drzewo było jak najdłużej atrakcyjne, stąd moda na drzewa o ozdobnych, kolorowych liściach, ciekawym pokroju czy ładnie i obficie kwitnących. Wśród tych ostatnich, lipa jest zdecydowanie gatunkiem, który w naszym klimacie nigdy nie zawodzi jeśli chodzi o coroczne wytwarzanie kwiatów. Czy po srogiej zimie, czy w suszy czy w ulewach, lipa kwitnąć będzie niezawodnie.

A  po pierwsze, gdy kwitnie, to nie tylko jest ślicznie obsypana seledynowo złotymi kwiatami, ale też pachnie wspaniale. Ale to nie koniec jej zalet.

Po drugie, kwiaty lipy są bezcennym surowcem w leczeniu. Porównajcie raz moc i działanie własnoręcznie zebranych ziół, z tymi z apteki, a zobaczycie jak diametralna jest między nimi różnica! Działanie przeciwzapalne kwiatów lipy wiąże się z obecnością  związków śluzowych. Związki te wykazują działanie osłaniające, powlekające, ochronne i zmiękczające. Dzięki temu łagodzą bóle gardła i silny kaszel. Gorące napary z kwiatów lipy powinno się pijać w trakcie przeziębienia, w stanach gorączkowych, anginie, zapaleniu gardła, krtani i oskrzeli. Ten sam napar jest jednocześnie środkiem napotnym w chorobach, którym towarzyszy podwyższona temperatura a zwiększona ilość wydzielanego potu, przyspiesza wydalanie toksyn z organizmu. Dodatkowo kwiaty lipy mają działanie moczopędne (za co odpowiadają  olejki eteryczne) co też sprzyja detoksykacji organizmu.

Podobne lecznicze działanie jak naparów z kwiatów lipy, ma miód lipowy, który bez kwiatów lipy, nie powstanie, to jasne! No, właśnie bo po trzecie, różne gatunki i odmiany lip, kwitną w różnych terminach, a przez cały ten czas są bardzo ważnym źródłem pożytku dla pszczół,  a dbanie o ich dobrostan, leży w życiowym interesie wszystkich bez wyjątku ludzi. I to nie tylko ze względu na będący fenomenalną, zdrową żywnością miód, czy inne „skarby” przez te owady wytwarzane, jak propolis, mleczko pszczele, pyłek kwiatowy (w postaci obnóży i pierzgi) ratujące zdrowie ludzi w wielu chorobach. Pszczoły odgrywają bezcenną rolę w naszej cywilizacji opartej na uprawie roślin wymagających zapylenia przez owady, by wytworzyły się nasiona i owoce, które są naszym, lub naszych zwierząt hodowlanych pokarmem. Ciągle spotykam cytowane jedno zdanie, przypisywane  genialnemu Albertowi  Einsteinowi : „Jeśli zginie ostatnia pszczoła na kuli ziemskiej, ludzkości pozostaną tylko cztery lata życia.”  Mądrego warto posłuchać.

Otóż to moi kochani! Trzeba więc znaleźć miejsce na sadzenie lip, nie tylko przy ulicach, bo jeśli tylko tam będą rosły, to nasz miód lipowy, ziołowa, lecznicza herbatka z kwiatów lipy, będzie zawsze zawierała również wszystko to, co z rur wydechowych aut się wydziela. Idealnie byłoby, obsadzanie lipami wiejskich dróg z minimalnym natężeniem ruchu kołowego bo takie aleje są nie tylko piękne, ale i nad wyraz pożyteczne. Lipa gdzieś w miedzy, czy na skraju wsi czy zagajnika, byłaby po prostu skarbem. W miastach, pomijając przestrzenie dużych parków, unika się sadzenia lip, bo duże drzewa to strach przed potencjalnym ryzykiem związanym z łamaniem się gałęzi i kwestia brudzenia chodników.

Lipy nie były faworytkami dla Księżnej Izabeli, która wprawdzie przyznawała, że starą lipę szkoda wycinać, lepiej wokół niej zrobić klomb z drzew i krzewów, sama pisała ” nie radzę nikomu sadzić Lipy dla tego, że powoli rosną, że forma ich czasem do stu lat zawsze obojętna i gałkowata, że na ostatek późno się rozwijają, a wcześnie opadają.” Mimo tego, do pałacu XX Czartoryskich monumentalnie długa droga obsadzona była (i jest) czterema rzędami lip i te same lipy rosły nie byle gdzie, tylko na dziedzińcu paradnym w każdym z rogów sadzawki.

Mała lipa może i nie jest najpiękniejszym drzewem świata, ale 100 letni, czy starszy okaz otuli swym głębokim cieniem w upalne dni nasze wnuki i prawnuki, upoi zapachem i relaksującą muzyką tysięcy pracujących pszczół, czy szelestem milionów liści.

Bliska nam Księżna Izabela Czartoryska, zachęcała do sadzenia takich długowiecznych drzew „Szczęśliwy  ten,  który  zastanie  na  gruncie  swoim  drzewa  stare. Łatwiej  mu  czekać  skutku  swojej  pracy,  swojego  starania.   Siedząc pod  ich  cieniem,   układa  dalsze  roboty,   błogosławiąc  Ojca  czyli Dziada,  ze  je  posadził.   Dobrze by  było  dla  Pokoleń  przyszłych, gdyby  każdy  gotował  im  też  same  uszczęśliwienia.   Fałszywy  to  jest argument:  już  ja   za  stary,  żebym   drzew a  sadził,  a  dopieroż  żebym  je  siał!  Każdy  się  czegoś  doczeka,  a  każdy  przy  tem  powinien  dla  dzieci  pracować. (…) Szczęśliwy  ten,  kto  drzewa  u  siebie  zastanie;   ale szczęśliwy  i  ten,  który  je  sadząc,  w  przyszłości  dla  innych  i  dla  siebie pracuje”

A Rabindranath Tagore, indyjski poeta i prozaik, laureat literackiej nagrody Nobla, powiedział, że jeśli sadząc drzewa zdajemy sobie sprawę, że nigdy nie siądziemy w ich cieniu, to znaczy że zaczynamy rozumieć sens życia. A co tam, do indyjskich filozofów się odwoływać!

Lepiej niż mistrz Jan z Czarnolasu lipy wychwalić się nie da! Pamiętacie ze szkoły,  jak to zrobił Kochanowski we fraszce „Na lipę” ?

„Gościu, siądź pod mym liściem, a odpocznij sobie!

Nie dójdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie,

Choć się nawysszej wzbije, a proste promienie

Ściągną pod swoje drzewa rozstrzelane cienie.

Tu zawżdy chłodne wiatry z pola zawiewają,

Tu słowicy, tu szpacy wdzięcznie narzekają.

Z mego wonnego kwiatu pracowite pszczoły

Biorą miód, który potym szlachci pańskie stoły.

A ja swym cichym szeptem sprawić umiem snadnie,

Że człowiekowi łacno słodki sen przypadnie.

Jabłek wprawdzie nie rodzę, lecz mię pan tak kładzie

Jako szczep napłodniejszy w hesperyskim sadzie. ”

Zniechęca Was do sadzenia lipy myśl, że po latach taki gigant, jakim jest dorosła lipa, zdominuje cały ogród i będzie groźny dla domostwa w razie powalenia przez wichurę? Wówczas też jest rozwiązanie! Zainteresujcie się polską, karłową odmianą Tilia cordata ‘Komsta Minima’ – której nazwa pochodzi od nazwiska hodowców – Kazimierza i Stanisława Komstów, z pobliskich Klementowic (sic!) i której szukać możecie kilka km od Puław

Reklamy