5 kwietnia, 1979 roku na dziedzińcu Pałacu XX Czartoryskich, zmarł mój Ojciec, stąd w 40 rocznicę jego nagłej śmierci pozwalam sobie na tę odrobinę prywaty, by ocalić od „wykluczenia informatycznego” jego osobę.  Biogramy kilkunastu naukowców z IUNG są wprawdzie opublikowane pod linkiem: http://biper.iung.pulawy.pl/intra/index.php?option=com_content&view=article&id=157&Itemid=102&fbclid=IwAR2hrdWEMNRonfoAKsF_dp_b-DBepMpvtIT8DDY3gxAoESGMDkvXOzOB6BI
ale, poprzez skorzystanie z typowych wyszukiwarek internetowych, nie sposób do nich dotrzeć.

Edmund Kazimierz Nowacki Urodzony 24 grudnia 1930 roku w Ostrzeszowie. Rozpoczętą naukę w szkole podstawowej przerwał wybuch II wojny światowej. Podczas okupacji uczył się samodzielnie, osiągając bezpośrednio po wojnie taki poziom edukacji, że w 1945 r. został przyjęty do gimnazjum oo. Salezjanów w Ostrzeszowie, mając wg egzaminatorów poziom wiedzy humanistycznej oraz z biologii i historii umożliwiający zdawanie bezpośrednio na studia. Maturę zdawał w 1951r. w Gimnazjum Męskim w Ostrowie Wlkp. gdyż władze komunistyczne zlikwidowały szkołę prowadzoną przez zakonników. W latach 1951-1953 studiował na Uniwersytecie Wrocławskim, a następnie specjalizował się u prof. F. Górskiego, na wydziale Biologii i Nauk o Ziemi Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. W 1956 r. uzyskał tytuł magistra biologii za pracę: „Łubin – fizjologia i morfologia gatunku”. W tym samym roku rozpoczął pracę w Zakładzie Hodowli Roślin Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu, podejmując się jednocześnie organizacji Pracowni Fizjologii Roślin. Już w rok po rozpoczęciu pracy ukazała się Jego pierwsza publikacja na temat przekształcania sparteiny wprowadzonej do łubinu wąskolistnego w lupaninę. W 1959 i 1960 roku przebywał na stażach naukowych w Instytucie Biochemii Roślin Niemieckiej Akademii Nauk w Halle- Saale. Badania prowadzone tam pod kierunkiem prof. K. Mothesa pozwoliły mu dowieść, że lizyna i produkt jej dekarboksylacji – kadaweryna są prekursorami alkaloidów: lupaniny i sparteiny. Była to jedna z pierwszych biosyntez alkaloidów ze znakowanych prekursorów i pierwsza biosynteza alkaloidów łubinowych ze znakowanym węglem. Po powrocie do kraju, pracę swoją rozszerzył o genetykę i dziedziczenie. W oparciu o dużą kolekcję gatunków i odmian łubinu, doprowadził do powstania wielu krzyżówek między formami różniącymi się zawartością alkaloidów. Na podstawie stosunku rozszczepień określił kolejność przemian alkaloidów. Tytuł doktora uzyskał w 1960 roku. Praca „Dziedziczenie i metabolizm alkaloidów w łubinie”została obroniona na Wydziale Rolniczym AR w Poznaniu. W 1961 roku uzyskał roczne stypendium Rockefellera i wyjechał do USA, na Uniwersytet Michigan, gdzie pracował pod kierunkiem prof. R.U. Byerruma na wydziale Biochemii. Następnie uzyskał grant finansowany przez National Institute of Health, który umożliwił mu pracę na stanowisku adiunkta na Uniwersytecie East Lansing przez kolejne 8 miesięcy, prowadząc badania nad biosyntezą związków toksycznych. Ze względów rodzinnych i patriotycznych powrócił do Polski i w 1963 roku został kierownikiem Laboratorium Fizjologii Roślin w Zakładzie Genetyki PAN w Poznaniu. Mając 35 lat habilitował się, a wyniki jego badań weszły, do podręczników z zakresu genetyki, jako (dziś) klasyczny przykład dziedziczenia cech biochemicznych. Tytuł docenta po obronie pracy habilitacyjnej pt. „Droga biosyntezy alkaloidów chimolizydynowych i działanie genu niskiej alkaloidowości w łubinie” uzyskał na AR w Poznaniu w 1965r. W 1966 rozpoczął pracę w IUNG na stanowisku kierownika Pracowni Fitochemii w Przebędowie. W latach 1968-1969 pracował jako ‘visiting profesor’ na Wydziale Biochemii na Uniwersytecie Stanowym w Stillwater w USA. Prowadził tam wykłady w studium doktoranckim i jednocześnie kontynuował pracę naukową. W 1970 roku przeniósł się wraz z Pracownią Fitochemii do Puław. Miał 45 lat, gdy Rada Państwa mianowała go profesorem nadzwyczajnym. Był promotorem prac doktorskich: prof. Andrzeja Anioła, dr Themistoklesa Weznikasa, dr Witolda Święcickiego i prof. Wiesława Prus-Głowackiego. „Około połowę prac i opracowań, które wydał drukiem poświęcił genezie, budowie i metabolizmowi oraz toksyczności alkaloidów. Badał także rozprzestrzenianie alkaloidów chinolizydynowych charakterystycznych dla Genisitae, alkaloidów występujących w trawach, tytoniu, ziemniakach i innych roślinach. Te szeroko zakrojone badania i otrzymane wyniki „sprawiły, że stał się jednym z nielicznych naświecie specjalistów w tej dziedzinie.” (Przegląd hodowlany nr 23, 1979). W monografii „ALKALOID BIOLOGY AND METABOLISM IN PLANT” napisanej wspólnie z amerykańskim uczonym prof. G.R. Wallerem podsumował dotychczasową wiedzę w tej dziedzinie. Książka została wydana jednocześnie w USA i Wielkiej Brytanii przez Plennum Press w 1978r. i miała doskonałe recenzje, uważana za najszersze kompendium ówczesnej wiedzy na temat alkaloidów. W Puławach, jako kierownik Zakładu Biochemii i Fizjologii Roślin Uprawnych, (który zajmował się rozprzestrzenieniem, biosyntezą, rolą i metabolizmem różnych metabolitów wtórnych) zajmował się głównie zagadnieniami biochemii genetycznej roślin; metabolizmem azotu w roślinach, ze szczególnym uwzględnieniem wpływu nawożenia mineralnego na syntezę i nagromadzenie w roślinach związków chemicznych. Jednym z ostatnich zagadnień, którymi się pasjonował był wpływ metabolitów wtórnych na rozwój organizmów patogenicznych oraz 45 możliwości segregacji genomów u mieszańców roślinnych. Prof. Nowacki włączył się w szalenie istotny dla rolnictwa nurt badań, jakim był problem białkowy. Realizował badania w rządowym programie PR-4 „Optymalizacja produkcji i konsumpcji białka roślinnego”. Przedmiotem jego prac była wartość żywieniowa i jakość białka roślinnego, a także efektywność jego produkcji. W „Przeglądzie hodowlanym” (nr 11 1983r) kilka lat po jego nagłej śmierci, pojawił się wywiad z Januszem Mościckim, zatroskanym jakością paszy. Przestrzegał on przed zjawiskiem bezkrytycznego, stosowanego w ciemno i bez kontroli nawożenia mineralnego roślin i wskazywał na ujemne skutki nawożenia potasowego i azotowego na jakość produkowanych z nich pasz. Przed laty w sukurs Mościckiemu przyszedł prof. Nowacki, potwierdzając zachodzące w roślinach przemiany biochemiczne prowadzące do nadmiernej kumulacji potasu i azotanów. „Wzajemne windowanie do góry azotanów i potasu w roślinach” nazywał mgr Mościcki „spiralą Nowackiego” gdyż to on opisał mechanizm tych przemian. „Nadmiar potasu pobranego przez roślinę powoduje zwiększona koncentrację azotanów, które wywołują u niej sztuczny głód potasu, prowadząc do jego pobierania kilkakrotnie przekraczającego rzeczywiste zapotrzebowanie”.

Poszukując możliwie obiektywnych metod wyceny paszy dla przeżuwaczy zainteresował się „sztucznym żwaczem” produkowanym w NRD. Konsultował i pomagał w udoskonaleniu tego narzędzia tak, aby otrzymywane wyniki były obszerne i miarodajne. W dziedzinie hodowli roślin profesor, pozostawił po sobie szereg nieskończonych, ale wyjątkowo ciekawych prac badawczych, oraz wiele obiecujących mieszańców, z których po latach, wywodziły się zarejestrowane odmiany grochów, mieszaniec z rodzaju Brassica „Brachina” oraz pionierskie zboże o trzech genomach – żyta, pszenicy i perzu. Polscy hodowcy wdzięczni byli mu za to, że gdy dość gwałtownie „pojawił się problem podjęcia na szeroką skalę hodowli odpornościowej łubinu na fusarium, jako pierwszy i w bardzo krótkim czasie opracował metodę zakażania prowokacyjnych pól hodowlanych zarodnikami tego grzyba i nie czekając na jej opublikowanie – udostępnił ją hodowcom.” W ocenie znanego hodowcy, dr W. Święcickiego „Szczególnie charakterystycznym rysem Profesora była inspiracja badawcza, zachęcanie innych do badań (…) a pomimo wrodzonej pasji badawczej (..)(miał) ogromny praktycyzm i talent w odróżnianiu problemów istotnych, ważnych, od może nieraz bardziej błyskotliwych, ale mniej ważnych lub nawet utopijnych. (..) Był wybitnie mądry i życzliwy”. Na pofolgowanie utopijnej fantazji pozwalał sobie pisząc artykuły typu „science-fiction”, publikowane w „Młodym Techniku”. Jego opowiadanie „Ostatnia mucha” znalazło się w zbiorze „Perełek polskiej fantastyki” dostępnym również w wydaniu elektronicznym. Jak wspomina jego współpracownik, prof. Marian Jurzysta, profesor Nowacki kształcił nową kadrę pracowników naukowych. „Kierował dużym zespołem młodych pracowników znajdując zawsze czas na udzielanie im rad i wskazówek. Jego wprost encyklopedyczna wiedza pomagała w wyjaśnieniu problemów i znajdowaniu właściwych dróg ich rozwiązania”. Pracował do późna, często do rana. Spał 4-5 godzin na dobę. W ocenie międzynarodowego środowiska naukowego był „osobowością przerastającą swoim intelektem przeciętność”, jako taki w oczach tych przeciętnych, miał czasem opinię „człowieka o trudnym charakterze, ciężkim do współpracy”. Jak pisze prof. T. Kazimierski „takie przekonanie, żywili jednak jedynie ci, którzy nierzetelnie albo nieumiejętnie traktowali pracę naukową”. O roli jaką odgrywał w świecie nauki, świadczyć może fakt, że jego biogramy zostały zamieszczone w takich encyklopediach jak „World Who is Who in Science” („A biographical dictionary of notable scientists from antiquiity to the present”) wydanej w Ameryce oraz „Men of Achievement” wydanej w Anglii. Jeśli prawdziwym jest stwierdzenie, że „wielkość mistrza mierzy się wielkością jego uczniów” to należy wspomnieć, o jego doktorantach. Prof. A. Anioł, ceniony genetyk, był długoletnim dyrektorem IHiAR w Radzikowie, prof. Wiesław Prus- Głowacki był kierownikiem zakładu genetyki na Uniwersytecie Poznańskim, a dr Witold Święcicki odnoszącym sukcesy hodowlane wieloletnim kierownikiem Stacji Hodowli Roślin. W opinii profesora Tadeusza Kazimierskiego „był biologiem o bardzo szerokim, rzadko dziś spotykanym wachlarzu zainteresowań. Główną jego pasją (…) było dążenie do obiektywnego poznania procesów przebiegających w komórce, organie i całym organizmie żywym i prawidłowości jakie im towarzyszą… (…) Miał dużą wiedzę i chłonny umysł na wszystko co się wokół działo. Można było z nim rozmawiać o geografii i etnografii… (…) nieobce były mu zagadnienia cybernetyki, literatury czy historii. Wszystko Go interesowało i o wszystkim miał zawsze coś ciekawego do powiedzenia. Chociaż młody, należał do zanikającego już typu przyrodników – humanistów starego pokolenia.(…) Charakteryzowało go duże poczucie humoru. Na sprawy poważne i błahe umiał spojrzeć z przymrużeniem oka i ironicznym uśmiechem. Miał swój sposób wartościowania spraw, zawsze głęboki, niezależny i możliwie wszechstronny, (…) cieszył się dużym autorytetem, który ugruntował wyłącznie swoją wszechstronną wiedzą i umiejętnością posługiwania się nią.” Otwarcie demonstrował swoją religijność i nigdy nie należał do żadnej organizacji partyjnej, ani nie współpracował z żadnymi służbami PRL. Jego życiorys i osiągnięcia zawodowe zadają kłam częstym twierdzeniom, że za „komuny” była to jedyna droga osiągnięcia w tych czasach wysokiej pozycji zawodowej i międzynarodowej kariery naukowej. Wyróżniała go fenomenalna pamięć i biegła znajomość kilku języków obcych. Publikował w języku niemieckim i angielskim. Rozmawiał po hiszpańsku i rosyjsku. Znał łacinę i esperanto. Miał niezwykłą umiejętność przystępnego tłumaczenia najbardziej zawiłych problemów. Zaowocowało to nagrodami w dorocznym konkursie Kuriera Polskiego dla najlepszego popularyzatora nauki „Wiedza-Technika-Postęp”- III-cią w 1977 r., a II-gą w 1978r. za szereg artykułów w „Młodym Techniku” „Kalendarzu Nauczycielskim”, „Problemach” i „Wszechświecie” i „Wiadomościach Botanicznych”. Pojawiał się w radio i telewizji we frapujących, naukowych dyskusjach i z interesującymi wykładami. Na dorobek naukowy prof. E. Nowackiego, w ok. połowie napisany we współpracy z innymi autorami, składa się 110 oryginalnych prac naukowo-badawczych, 76 artykułów i komunikatów naukowych, 73 prac popularno-naukowych, 9 książek. Recenzował wiele prac doktorskich i habilitacyjnych. Córkom pozostawił klasery ze znaczkami z całego świata – z listów nadsyłanych jeszcze długo po jego śmierci, z prośbami o nadbitki jego prac.

Tablica ze zdjęciem mojego Taty, w towarzystwie fotografii kilku innych wybitnych, zmarłych uczonych związanych z Instytutem Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach, przez dziesięciolecia stała na głównej klatce schodowej pałacu XX Czartoryskich, tuż przed wejściem na Salę Rycerską. Zlikwidowana w czasie generalnego remontu na początku tego milenium.

Reklamy