Category: Edukacja ogrodnicza


Po dzisiejszym dniu zdecydowanie bardziej optymistycznie patrzę w przyszłość parku w Puławach. Historyczny Ogród zyskał nowych pracowników i jednocześnie opiekunów – brygadę wolontariuszy zwerbowanych na Uniwersytecie III Wieku. Z jednej strony, mój umiarkowany, po doświadczeniach ostatnich lat, optymizm, szepcze mi „nie mów hop”, ale po tym, czego byłam świadkiem w piątek, jestem tak nabuzowana entuzjastyczną wizją, że trudno mi o powściągliwość i sceptycyzm. Marzeniem moim, było znaleźć w Puławach grupkę ludzi podobnych do siebie, niepytających: „Za ile ?”, ale: „Co trzeba zrobić ?” I… Alleluja! Znalazłam i to ilu naraz! 🙂 W piątek, w Dolnym Ogrodzie, pracowało z niezwykłym zaangażowaniem kilka pań i dwóch panów z Uniwersytetu Trzeciego Wieku. W efekcie wykonali tego dnia, pracę, która ma ogromne znaczenie dla zdrowego i estetycznego wyglądu krzewów iglastych.
W poniższym linku, zdjęcia z tego dnia:
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.831111426909442.1073741841.545578988796022&type=3

Przez kilka lat, gdy wycofano z Dolnego Ogrodu pracowników IUNG, rosnące tam iglaki marniały po każdej zimie, gdyż rosną one pod koronami ogromnych drzew. Takie nasadzenia zalecała księżna Izabela Czartoryska, w swoim poradniku „Myśli różne o sposobie zakładania ogrodów”. Zestawienie roślin liściastych z iglastymi daje efektowny, urozmaicony widok, ale stwarza poważny problem w utrzymaniu. Opadające jesienią liście z drzew, czasami nawet całkowicie przysypują krzewy iglaste, szczególnie te o niskim, poduchowatym pokroju, nie mówiąc już o tych płożących. Gdy martwych liści jest dużo i nie zostaną szybko usunięte z zimozielonych roślin, będą blokować dostęp światła do organów asymilacyjnych tych krzewów, a trzeba pamiętać, że u tego typu roślin, wegetacja trwa non-stop. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że „zagłodzimy i udusimy” roślinę w ciągu zimy. Zmoczone jesiennymi deszczami liście oblepiają gałęzie, a wiatr nie jest w stanie ich zrzucić. Gniją więc, leżąc na krzewach. Zostaną później przywalone śniegiem, lub po prostu przymarzają do gałęzi i tak stają się dla iglaków wyrokiem śmierci, gdyż takie gałęzie obumierają. Na wiosnę, jedyne co możemy zrobić, to wyciąć je sekatorem. Przez ostatnie dwa lata starałam się wraz z wolontariuszem, panem Wolskim zrzucić z iglaków tyle liści, ile we dwoje zdążymy, przed zasypaniem krzewów śniegiem. Część tej pracy dwa lata temu, po raz pierwszy wykonali też uczniowie szkoły mieszczącej się w Dolnym Ogrodzie. Ale, jak mówi przysłowie: „Z niewolnika nie masz pracownika” – często po tej ich pracy krzewy miały połamane gałęzie, lub były oczyszczone tylko „z grubsza”. Od bardzo dawna, iglaki w Dolnym Ogrodzie nie były tak starannie przygotowane do zimy. Krzewy cieszą teraz różnorodnymi odcieniami zieleni. Panie szybko wyplewiły najbardziej zaniedbane krzewy płożące, których prawie nie było widać spod chwastów. Zmiana w wyglądzie jest ogromna i cieszy oko. Chwała za to studentom- wolontariuszom!

Jest nadzieja, że nie była to jednorazowa akcja, lecz, że jest to początek trwałej współpracy. Powstała bowiem na Uniwersytecie grupa hobbystów- ogrodników, której ja będę udzielać wsparcia merytorycznego na zasadzie „wolontariat -za wolontariat”. Planujemy wspólne zajęcia teoretyczne i praktyczne z ogrodnictwa, tak aby towarzystwo nabierało wiedzy i praktyki ogrodniczej, a park zyskał zaangażowanych i lubiących ogrodnicze prace wolontariuszy. Do tej pory nie mogliśmy ruszyć z miejsca. Szkółkarze obiecywali przekazać za darmo rośliny do parku, lecz nie mogliśmy ich przyjąć, bo nie było komu ich posadzić i pielęgnować. Za to, trzeba z bólem przyznać, w nienadzorowanym parku wszelkie nowo posadzone rośliny były przez „nieznanych sprawców” wykopywane. Zarówno drobne, ozdobne rośliny cebulowe, które niegdyś dostał park w prezencie od angielskich studentów, jak i całkiem duże krzewy cisów sadzone przed laty w parku. Może jak jednorazowo posadzimy dużo roślin tego samego gatunku, to starczy dla złodziei i dla parku… A nasadzić dużo i zadbać o to, by były wyplewione i w razie potrzeby podlane, mogą tylko ludzie, których do tej pory park nie miał. Lepszych pracowników zaś, niż ochotników – w tym przypadku nie ma. Motywacja do pracy u wolontariuszy nie jest przecież wprost proporcjonalna do wielkości pensji, lecz siły charakteru, wielkoduszności, chęci współdziałania i zaangażowania. Ludźmi, których poznałam wczoraj jestem oczarowana. Zapał do pracy mieli ogromy i chyba wielką satysfakcję, a także radość z wykonanej dla naszego parku pracy. Z takimi wolontariuszami możemy naprawdę dużo! Różnica w wyglądzie Dolnego Ogrodu już po jednej ich wizycie jest ogromna, a z czasem, jeśli mnie nie opuszczą- myślę, że i w innych częściach historycznego ogrodu będzie widać efekty naszej działalności. W najbliższych tygodniach, jeśli tylko mróz nie zetnie ziemi, a kolejne spotkania z wolontariuszami dojdą do skutku, będziemy wyrywać młode samosiewy w parku. To taka praca, która nie wymaga niczego poza siłą, a jest jedynym skutecznym sposobem przeciwdziałania spontanicznemu „dziczeniu” drzewostanu. Gdy samosiewy są koszone, w efekcie sytuacja się tylko pogarsza. Bo z jednego uciętego pnia wyrosną 2-3 nowe, a młodą siewkę można bezpowrotnie wyrwać z wilgotnej gleby, bez ogromnego wysiłku. To dobra pora na taką pracę, choć najłatwiej się wyrywa, po obfitych opadach deszczu, lub po stopnieniu grubej warstwy śniegu. Zbieranie śmieci, również najlepiej przeprowadzać w okresie bezlistnym. Wbrew pozorom, nie tylko o grabienie liści jesienią chodzi.

Pomysł jest taki, by po przepracowaniu określonej liczby godzin na rzecz parku wolontariusz dostawał statut np. „Społecznego Opiekuna” Parku w Puławach. Nabywał pewnych przywilejów. (Jakich, będziemy wspólnie ustalać.) Mam nadzieję, że na bazie tych pierwszych ochotników deklarujących chęć stałej pracy na rzecz puławskiego parku, stworzymy armię ludzi opiekujących się naszym historycznym ogrodem, czujących współodpowiedzialność, za los i wygląd, tego co najcenniejsze w naszym mieście.

Reklamy

Dzisiaj wskazówka dla posiadaczy takich bylin jak: astry jesienne (nowo-belgijskie, nowoangielskie, krzaczaste),chryzantemy bylinowe, dzielżany, floksy wiechowate, rumiany rzymskie, rozchodniki okazałe, nawłocie, a nawet jeżówki. Te odmiany, które silnie rosną i zwykle trzeba je podpierać gdy kwitną, aby nie rozkładały się brzydko na boki, można ściąć teraz, redukując ich wysokość od 1/3 do nawet 1/2. Rośliny zakwitną kilka dni później, lecz za to będą sztywniejsze, niższe, a kwiaty liczniejsze, (choć może drobniejsze), bo przycięte rośliny wytworzą je na nowych, bocznych przyrostach. Na mateczniku bylinowym w Dolnym Ogrodzie przycięliśmy tak większość astrów, pozostawiając jedynie część nieprzyciętą, aby mieć trochę wcześniej kwitnących, na dłuższych łodygach, roślin. Dobrym rozwiązaniem, jest też przycinanie „asymetryczne” kęp danej byliny, tak aby przód był niższy a tył wyższy. W ten sposób nie tylko uzyskujemy lepszą ekspozycję kwitnącej kępy, ale też przedłużamy okres kwitnienia. Część rośliny, która pozostanie nieprzycięta zakwitnie wcześniej, a te przycięte, później. Warto też, za jakiś czas udać się z sekatorem na rabatę, na której kwitną obecnie kocimiętki czy szałwie omszone. gdy przekwitną, należy szybko wyciąć przekwitłe kwiatostany. gdy zrobimy to nie ociągając się, byliny te zakwitną nam jeszcze drugi raz w tym roku. Zwykle mniej obficie, ale i tak uzyskamy lepszy efekt estetyczny, niż pozostawiając zasychające, przekwitłe kwiecie.
Obfite deszcze poniewierają trochę nasze piwonie w Dolnym Ogrodzie. Szczególnie rozwinięte kwiaty, są tak ciężkie, że opadają na ziemię. I tak, choć pąków sporo, to kwiatów widać niewiele :-(.

Z punktu widzenia  fenologii to wiosnę mamy w tym roku  praktycznie miesiąc wcześniej niż np w roku ubiegłym. Porównuję terminy rozwijania się pąków liści, początek kwitnienia roślin  takich jak przebiśniegi, miodunki, forsycje, migdałki czy np mahonie.  Magnolie w tym roku kwitną wyjątkowo pięknie – nie przemarzły pąki kwiatowe i teraz powalają pełnią swojej urody. Ogromna szkoda, że zakończyła swój żywot jedna z dwóch magnolii japońskich (Biało kwitnące drzewo w Dolnym Ogrodzie). Za to w mieście i w okolicznych wioskach w ogródkach prywatnych magnolie to bardzo popularne drzewa. Najczęściej widuję odmiany o różowych kwiatach, np. Magnolia liliiflora  odmiana ‚Betty’, czy Magnolia ×loebneri  np odmiana ‚Leonard Messel’ rzadziej  Magnolia ×soulangeana

O czym chciałam przypomnieć?

Warto obecnie patrolować drzewa i krzewy szczepione. Egzemplarze, które mają pnie z dzikiej podkładki,  muszą być poddane inspekcji. Jeśli zauważymy, że na pniu pojawiają się jakieś młode listki, czy wręcz gałązki, wyłamujemy je  ręcznie czym prędzej, aby nie zdążyły zdrewnieć. Takie minimalne uszkodzenie  pnia związane z pozbyciem się niechcianego ” dzikiego odrostu” jest dużo lepsze, niż późniejsze wycinanie sekatorem, lub nawet  piłą takiego „dzika” :-), który zwykle rośnie dużo silniej i szybciej, niż zaszczepiona  odmiana szlachetna i niezauważony w porę, może zdominować i zagłuszyć to, co w naszym drzewie było piękne i ozdobne.

Kto ma w ogrodzie lilie, powinien codziennie się im przyjrzeć, jak też szczypiorkom czosnków i cebul, porów oraz szachownicom. Jeśli zauważymy urocze. jaskrawo-czerwone chrząszcze, a często są to pary zajęte rozmnażaniem-to szybkim ruchem wyłapujemy owady. Szybkim, bo owady w chwili zagrożenia, natychmiast spadają z roślin i gdzieś się błyskawicznie chowają. Poskrzypka liliowa (Lilioceris lilii) zniszczy liście, ale co gorsza paskudnie uszkodzi pąki kwiatowe, tak, że powstałe z nich  kwiaty będą poważnie uszkodzone. Komu żal ślicznych owadów, niech koniecznie obejrzy ten filmik: https://www.youtube.com/watch?v=5m-dFRthl3o

O wiosennym dzieleniu i rozmnażaniu bylin, właściwie nie ma co wspominać, takie to wydaje się oczywiste.  Wybieramy  pochmurne dni na  rozmnażanie  wegetatywne naszych bylin. Dzielimy między innymi kępy liliowców czy astrów, krwawników i wielu innych bylin, z wyjątkiem tych, które obecnie kwitną. Trzeba sobie uświadomić, że zdecydowana większość wieloletnich roślin ozdobnych bardzo dobrze reaguje na odmładzanie kęp. Jeśli nawet nie zależy nam na powiększeniu ilości posiadanej odmiany danej byliny, to jeśli zauważymy, że roślina z wiekiem marnieje, robi się drobniejsza czy pozbawiona wigoru, to warto rozważyć wykopanie całej kępy, oderwanie części martwych korzeni i tak odmłodzoną roślinę sadzimy ponownie, wzbogacając przy okazji dołek na roślinę kompostem czy nawozem z torfem. Przykładem byliny, którą łatwo doprowadzić do agonii, przez zaniedbanie „odmładzania” są  np. odmiany ozdobne  krwawnika pospolitego Achillea millefolium.

Przedwiośnie jest porą dobrą do cięcia pnączy ozdobnych.

Największy polski autorytet w temacie pnączy ozdobnych, pan Stefan Marczyński, udziela swoich bezcennych porad na kanale youtube „Clematis Żródło Dobrych Pnączy”.  To kompendium na temat cięcia wiciokrzewów, powojników, wisterii. Gorąco polecam!

Ciecie wisterii: https://www.youtube.com/watch?v=YDtDgYWQog4

Cięcie wiciokrzewów: https://www.youtube.com/watch?v=xqKe4sfx1wk

Cięcie powojników: https://www.youtube.com/watch?v=xI1bG5LvD8w

 

Tniecie już krzewy? To jeśli lubicie się bawić w samodzielne rozmnażanie roślin, to podpowiem, co warto, zupełnie od niechcenia wetknąć w ziemię, ze sporą szansą na wyhodowanie sobie nowych roślinek. Taki „patyczek” obcięty w czasie przedwiosennych zabiegów, minimum 3 oczkowy, zwykle ok 20 cm długości, należy obciąć tak, aby linia cięcia przebiegała tuż pod dolnym oczkiem i tuż nad górnym, zgodnie ze sztuką – czyli tak aby sok z rany nie spływał na oczko poniżej. Wbijamy naszą zdrewniałą sadzonkę „po uszy” – czyli tak, aby wystawało nad ziemię tylko jedno (bądź para naprzeciwległych) oczek. Tak na szybko, przychodzi mi do głowy kilka gatunków, które w ten sposób można z łatwością rozmnożyć. Oczywiście pospolity, żywopłotowy ligustr i porzeczki. Ale to chyba każde dziecko wie 🙂  Co jeszcze? Derenie białe – wszelkie odmiany, wierzby – przeróżne gatunki i odmiany. Często udaje się z forsycją ta sztuczka, lub czarnym bzem czy jaśminowcem. Ale co powinno ucieszyć miłośników hortensji – to równie łatwo w ten sposób można rozmnożyć wszelkie odmiany hortensji bukietowej (Hydrangea paniculata) i krzewiastej (H. arborescens). Te hortensje zawiązują kwiatostany na wytworzonych w danym roku gałązkach, więc należą do krzewów, które takim przedwiosennym cięciem pobudzamy do wytwarzania nowych pędów, a na nich olbrzymich kwiatostanów. Niecięte corocznie hortensje bukietowe czy krzewiaste, kwitną czasem może obficiej niż te cięte, ale ich kwiatostany są zdecydowanie drobniejsze, a przez to mniej efektowne. Dla tych krzewów, zaleca się wycinanie wszystkich drobnych pędów, które nie wytworzą kwiatostanów, oraz skrócenie o połowę, a nawet o 2/3 wszelkich mocnych, prostych pędów, jeśli przy okazji chcemy mieć pod kontrolą rozmiary krzewu. Oczywiście cięcie ma przebiegać nad oczkiem skierowanym na zewnątrz krzewu. Trzeba się chwilę zastanowić nad miejscem, w którym wbijemy w ziemie nasze „patyczki”. Dobre są takie miejsca, gdzie latem będzie półcień, lub nawet cień. Bo w takich miejscach, nawet gdy zupełnie o tych wiosennych eksperymentach zapomnimy – utrzyma się jako taka wilgotność podłoża, która ułatwi ukorzenianie się naszym sadzonkom.

Luty, marzec  – najlepsze miesiące do cięcia drzew i krzewów, które kwitną latem.

Wybieramy dni słoneczne i suche. Prowadzimy cięcia formujące – na tawułach japońskich, kwitnących w lecie , w tym odmiany o ozdobnych liściach, takie jak „Magic carpet”. Przycinamy mocno derenie , szczególnie te, które w nowoczesny sposób- posadzone są bardzo gęsto. Te gatunki i odmiany derenia, które  są ozdobne z kolorowej kory  młodych, jaskrawo wybarwionych pędów. Podobnie traktujemy wierzby – których ozdobą nie są „kotki” (te tniemy dopiero wtedy, gdy kotki zbrzydną i  zaczynają opadać). Mocno – czyli nisko tniemy, tuż nad oczkiem, te odmiany wierzb, których ozdobą są  barwne liście i ładnie wybarwione młode pędy jak Salix integra ‚Hakuro-nishiki’.

Gdy już będzie  mniejsze ryzyko, że przyjdą jeszcze solidne mrozy, zdejmujemy stroiszcze z budlei, perowski, (http://zojalitwin.wordpress.com/2011/10/19/perowskia-lobodolistna/) czy lawendy,  i zabieramy się do przycinania. „Motyle krzewy” i perowskię tniemy bardzo mocno, pozostawiając tylko niskie karpy, a lawendę zwykle traktujemy tylko cięciem formującym. Luźno posadzone krzewinki tniemy na półkule, a te rosnące gęsto obok siebie, skracamy poziomym cięciem nożyc żywopłotowych, pozbywając się resztek ubiegłorocznych kwiatów, ale także przycinając wierzchołki wzrostu wszystkich gałązek i pędów. Jeśli roślina wygląda na martwą, bo np przemarzła w czasie mrozów, tniemy coraz niżej pędy, aż w przekroju pędów zobaczymy zielone tkanki, a nie szaro-brązowe. Lawenda pięknie regeneruje po silnym cięciu, ma wtedy wiele drobnych, srebrzysto ulistnionych pędów, które będą obficie kwitły latem. Nie dopuszczamy do tego, aby krzewinka lawendy miała nieliczne, grube zdrewniałe pędy -a takie rośliny  często widać w miejscach, gdzie nie są cięte. Bardzo stare oczka „śpiące”  na takim „pniu” nie są w stanie się obudzić, gdy po jakiejś ekstremalnie mroźnej zimie, umrze cała młodsza, najwyższa część rośliny. Kto ma wrzosy pod opieką, musi też pamiętać o przycięciu całej „czuprynki” wrzosów – tak aby pozbyć się resztek przekwitłych ubiegłorocznych kwiatów, ale także aby stymulować, krzewienie się tych roślin.

Tniemy też krzewuszki, hibiskus, zaniedbane jaśminowce wonne, forsycje i lilaki (które prawidłowo, powinny być przycinane tuż po przekwitnięciu). Tu głównie wycinamy u podstawy najstarsze, najwyższe i najgrubsze gałęzie (zwykle 1/3 wszystkich takich pędów co dwa lata)- to tzw. cięcie odmładzające. Wpuszczamy do wnętrza krzewu powietrze i światło, które umożliwia rozwój nowych, młodych gałęzi u podstawy i przedłuża życie roślinie oraz zapewnia schludny wygląd krzewu oraz trzyma w ryzach jego rozmiar. Wycinamy także u samej podstawy wszelkie cieniutkie gałązki, które nie mają szansy na rozwinięcie się w dorodne pędy. Badamy wnętrze krzewu – eliminując wszelkie martwe lub chore pędy. Wycinamy ocierające się i krzyżujące gałęzie, bo w ten sposób nie dopuszczamy do powstawania ran, będących wrotami dla patogenów. Jeśli krzew derenia rośnie jako soliter – fundujemy mu tylko cięcie odmładzające – eliminując tylko najgrubsze gałęzie. Tniemy też teraz,  Pięciorniki krzewiaste  –  usuwamy całkowicie pędy najstarsze i słabe. Pozostałość skracamy nożycami żywopłotowymi, o około 20 cm, formując przy tym zgrabną półkulę. Tamaryszek pięciopręcikowy też teraz tniemy, skracając mu pędy i wymuszając powstawanie większej ilości młodych przyrostów, które będą kwitły latem – w przypadku tamaryszka drobnokwiatowego, który kwitnie przed rozwojem liści, z cięciem wstrzymujemy się, a przekwitnie.  Przeglądamy kępy Złotlinu. Zwykle trzyletnie pędy są już martwe po zimie – są suche, brązowe, łatwo jest je odróżnić od soczyście zielonych młodych pędów. Trzeba wyciąć wszystkie martwe pędy i ewentualnie skrócić, te najbardziej wybujałe, zielone. 

Dwa lata temu, wiosną opublikowałam wpis o cięciu tawuł japońskich, oraz udostępniłam tam też poglądowy rysunek, przypominający o zasadach cięcia pędów – tuż nad oczkiem, tak aby wypływające z rany soki, nie spływały na pączek liściowy, który wybieramy w ten sposób, aby pęd, który z niego wyrośnie był skierowany na zewnątrz krzewu. Unikniemy w ten sposób zagęszczania wnętrza krzewu. Link do tamtego wpisu:

https://parkwpulawach.wordpress.com/2012/04/02/ciecie-tawul-japonskich-pieciornikow/

Jaki krzew powinien jeszcze trafić „pod nóż” o tej porze roku? Koniecznie hortensja bukietowa i krzewiasta. Te popularne krzewy zawiązują kwiatostany na nowych, tegorocznych przyrostach. Im ich więcej i silniejsze, tym kwiatostany dorodniejsze. Pamiętacie zasadę wytwarzania silnych przyrostów? Im mocniej (niżej) przycięty, mocny gruby pęd, tym grubsze i dłuższe nowe  przyrosty powstaną po jego przycięciu. Nie mylcie tylko Hydrangea paniculata z Hydrangea macrophylla. Te drugie, kwitnące na niebiesko, różowo i fioletowo – zawiązały pąki kwiatowe już w zeszłym roku. Jak nie przemarzły w zimie, to właśnie z nich doczekamy się kwiatostanów. Tu tylko wycinamy- jak zwykle, martwe i słabe gałązki z wnętrza krzewu.

Wiosna to też czas na przycinanie pnączy. Jak ciąć powojniki dowiemy się np tu : https://www.pracowniaogrodnicza.pl/-1922012-jak-przycinac-powojniki-.html , a jak glicynię: tu: http://www.swiatkwiatow.pl/glicynia-slodlin–wisteria-id438.html W przypadku wiciokrzewów,  wycinamy tylko martwe lub chore gałązki.

Dla tych co wolą  słuchać niż czytać polecam materiał o cięciu roślin:  https://www.youtube.com/watch?v=aRNqBgZ3NRU

Niby oczywiste.  Grabimy liście z trawników. Łatwiejszy i lżejszy sposób od grabienia, to przejazd (czasem wielokrotny) po trawniku kosiarką z koszem. Zostają czasem na trawniku jakieś przemielone szczątki liścia (minus w porównaniu z grabieniem), ale przy okazji mamy ostatnie koszenie trawnika przed zimą (ustawiamy ostrza na wys ok 4-5 cm). Przede wszystkim jednak, możemy w szybki sposób wyprodukować sobie kompost liściowy, kapitalny do ściółkowania rabat ozdobnych. Wystarczy zawartość kosza wsypać do czarnego worka plastikowego, (wypełnić go na maksa, ubijając poszatkowane liście wymieszane z trawą). Jeśli są bardzo suche, to można wlać do worka trochę wody. Po zawiązaniu worka, nakłuć  folię w wielu miejscach, aby odbywała się wymiana gazowa. Umieścić, gdzieś w dyskretnym, zacienionym miejscu, bo ozdobą nie są. 🙂 W sprzyjających warunkach, już na wiosnę, będziemy dysponować brązową biomasą, utrudniającą kiełkowanie chwastom, sprzyjającą utrzymaniu wilgoci w ziemi i z czasem dostarczającą próchnicy naszym roślinom na rabatach.

Co jakby mniej oczywiste, sądząc po obserwacjach zieleni miejskiej i przydomowej – otrząsamy i  zgrabiamy liście i zrzucone przez wielkie iglaki igły z krzewów zimozielonych. Pozostawienie warstwy martwych liści przed zimą na iglakach, niechybnie doprowadzi do „przyklejenia” się ich do prowadzącej zimową wegetację rośliny. Wystarczy, że wilgotne liście złapie przymrozek, już ich wiatr nie zrzuci z iglaka. Potem przygniecie te liście śnieg. Procesy gnilne ruszają przy wahaniach temperatur.  Przy niekorzystnych układach, takie jednorazowe zaniedbanie, może doprowadzić do wygnicia i utraty igieł na tak dużej powierzchni, że zadecyduje to o życiu rośliny, a nawet jeśli taki zasypany liśćmi iglak będzie żył wiosną jeszcze, to zapewniam, że tak straci na urodzie, że nie będziecie chcieli go więcej oglądać…

Nie tniemy już krzewów ani drzew – przypominam wykres z innego wpisu: https://parkwpulawach.wordpress.com/2012/10/16/ciecie-drzew/

Za to,  przyglądamy się trawnikom. Optymalna wysokość murawy przed zimą to ok 4-5 cm. Wyższa trawa, zwiększa prawdopodobieństwo pojawienia się pleśni śniegowej. Nie bójmy się, kosić możemy i w listopadzie i w grudniu – pod warunkiem, że po skoszeniu trawa nie będzie niższa niż te 4 cm, bo to z kolei zwiększy „szanse” na wymarzanie trawy, szczególnie tych szlachetniejszych i delikatniejszych gatunków.

Co ważne, jeszcze? Podlewamy i to w miarę obficie rośliny zimozielone. Różaneczniki, ostrokrzewy, bukszpany, laurowiśnie i iglaki. Szczególnie wtedy, gdy przed mrozami nie ma okresu jesiennej słoty. Pamiętajmy, że najczęstszą przyczyną utraty zimozielonej rośliny po zimie jest jej ususzenie, a nie przemarzniecie.  Związane jest to z tym, że zamarzniętej wody z gleby roślina nie jest w stanie pobrać, za to utrata wody poprzez transpirację z liści i igieł odbywa się całą zimę. Koniecznie więc, należy „napoić” zimozieloną roślinę „na zapas”.

O okrywaniu wrażliwych gatunków na zimę, nie będę pisać, bo to oczywiste i opisane w wielu miejscach…

Obiecałam, że będę pomagać w prawidłowymi i terminowym cięciu krzewów ozdobnych, umieszczając wskazówki na tej stronie, kiedy i jak i co ciąć.  Nie wyrabiam się z czasem i przeróżnymi obowiązkami, z których jedne pilne, a drugie… pilniejsze :-).    No i wyszło na to, że po czasie, przypominam, kto nie zdążył z cięciem przed Świętem  Matki Boskiej Zielnej, teraz już nic nie powinien ciąć.  Szczególnie dotyczy to roślin zimozielonych, ale generalnie jest to słuszna zasada dla wszelkich krzewów i drzew. Dlaczego? Otóż każde cięcie stymuluje powstawanie nowych przyrostów, ale te, jeśli nie zdążą zdrewnieć przed pierwszym przymrozkiem, są skazane na przemarznięcie. Powiecie, strata niewielka, są przecież te pędy, które zdrewniały wcześniej. Owszem, „szkielet” rośliny pozostanie nienaruszony, ale właśnie  utraciliśmy pączki, które miały być zaczątkiem nowych, przyszłorocznych, wiosennych pędów. Roślina będzie musiała to „odchorować” wiosną, wytworzone nowe pędy będą rachityczne, bo jeśli w ogóle powstaną, to z „zapasowych” oczek, a nie tych „właściwych”  – bo te przemarzły nam wraz z tamtymi młodymi przyrostami, które zafundowaliśmy sobie niefrasobliwym cięciem, wykonanym po 15 sierpnia. Zdarza się, że młode rośliny zimozielone, po takim późnym cięciu i następnie po przemarznięciu przyrostów są w tak złej kondycji, że trochę bardziej siarczysta zima wykańcza je ostatecznie. Oczywiście, może się nam czasami takie późne cięcie „upiec bezkarnie”, wtedy gdy będzie wyjątkowo długa i ciepła jesień bez typowych dla naszej strefy klimatycznej wyskoków z minusową temperaturą, już na początku października.  Ale schludny wygląd krzaczka w tych ostatnich tygodniach wegetacji, nie jest wart ryzyka.

Po świecie chodzą niezwykli ludzie. Jednego z nich, który bezinteresownie oddał dla parku cenny dar,  spotkałam na „dniach otwartych” w Rykach, w pięknym ogrodzie państwa Majów. Przywiodła mnie tam fascynacja trawami ozdobnymi, trwająca już ponad 20 lat.  Miałam to szczęście, że zwiedzałam wtedy, późnym latem i jesienią ogród botaniczny w Kew w Londynie. Nic nie zrobiło chyba na mnie wtedy, bardziej piorunującego wrażenia, niż kwatera z roślinnością trawiastą. O trawach pampasowych nie marzę,  bo nie radzą sobie w naszej strefie klimatycznej, ale tyle lat przyszło mi czekać w Polsce, na miskantusy, piórkówki, trzęślice i turzyce… Szkółka państwa Majów w Rykach, jest jednym z nielicznych jeszcze miejsc w Polsce, gdzie można „obłowić się” w sadzonki traw ozdobnych.

Pan, poznany w ogrodzie w Rykach, okazał się być zapalonym kolekcjonerem miskantusów, pięknych bylinowych traw ozdobnych, na które obecnie jest moda, gdyż to niekłopotliwa roślina, kapitalnie „wpisująca” się w różne style ogrodowe. Ozdobna prawie cały rok, bo zaleca się pozostawienie jej na zimę, gdyż nawet wtedy, zupełnie wyschnięta „fontanna” złotych wąskich liści wygląda malowniczo. Jedyna praca jakiej ta roślina wymaga, to radykalne, wiosenne przycięcie zeszłorocznych liści. Potem wystarczy tylko patrzeć jak wyrasta zielona czupryna z ziemi. Po paru miesiącach pojawią się też atrakcyjne kwiatostany, mieniące się w słońcu białe, różowe, bordowe czy rude, które po kilku dniach zmieniające się w puszyste wiechy. ..

Pewną trudność przedstawia rozmnażanie miskantusów. Szczególnie te odmiany, które rosną w bardzo zwartych kępach wymagają wykopania całej kępy z ziemi i odpiłowania” fragmentu karpy. „Licytowałam” się z panem Markiem, ile narzędzi zepsułam usiłując podzielić kępę miskantusa, bez wykopywania go z ziemi. Złamałam  drewniany trzonek od łopaty, po zaangażowaniu męża, straciłam ergonomiczny metalowy szpadel firmy Fiskars. Zirytowany mąż użył więc siekiery- pękł jej drewniany trzonek. Pan Marek zaś, nie tylko połamał trzonki od łopat i siekier, ale nawet metalowe ostrze siekiery mu pękło, gdy walił weń młotem, by odrąbać komuś kawałek upatrzonej odmiany 🙂 . Piszę tu o rozmnażaniu tego gatunku, gdyż pragnę się wytłumaczyć, dlaczego teraz, a nie w dogodniejszej chwili przyjęłam do nas te rośliny. Otóż pan Marek Synowiec, obdarował swoją kolekcją traw Arboretum w Wojsławicach. To z myślą o tym arboretum, przygotował wiosną sadzonki traw. i zostało mu ich trochę.  Nie mogłam nie skorzystać z tej okazji, gdyż na jesiennych, astrowych rabatach nie ma chyba wdzięczniejszego roślinnego towarzysza, od traw ozdobnych.  Przekonać się o tym mogą Ci, którzy wybiorą się na  Festiwal Traw Ozdobnych (http://arboretumwojslawice.pl/event/festiwal-traw-ozdobnych-i-kwiatow-jesieni/) do Wojsławic położonych ok. 50 km od Wrocławia. W tym ogrodzie botanicznym, na powierzchni 65 ha,  można obejrzeć kolekcję blisko 6000 gatunków i odmian roślin, w tym Polskie Kolekcje Narodowe bukszpanów i liliowców.

O tym, jak operacja rozmnażania miskantusów wygląda, można się przekonać oglądając np taki filmik : http://www.youtube.com/watch?v=idulkCUtqcg

A oto zestaw odmian, które pan Marek Synowiec ofiarował w tym roku parkowi w Puławach. Poza tu podanymi odmianami miskantusów, dostaliśmy też parę innych traw ozdobnych. Mam nadzieję, że przyjmą się wszystkie na mateczniku i już niebawem, będą tworzyły wraz z astrami piękną, bylinową rabatę.

Dobromierz

Dixieland

Gold und Silber

Henan

Kleine Fontane

Kleine Silberspine

Puenktchen

Roland

Roter pfeil

Silberfeder

Strictus

Veitshochheim (Veilshochheim?)

Zwerg zebra

Jaka szkoda, że zdjęcia te nie powstały na rabatach w naszym parku.  Może z czasem…kto wie? Choć niestety w założeniu, „ogród historyczny” nie może być obsadzony roślinami, których rodowód nie jest równie stary co założenie ogrodowe. Wstęp więc surowo wzbroniony ogrodniczym nowinkom… :-(.  Na pocieszenie pozostaje nam delektować się kwiatowymi „perełkami” na pokazowych  rabatach w puławskim Centrum Ogrodniczym państwa Sójków.

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.182922791875557.1073741831.100004735119724&type=1&l=260ce087e1

Co ciekawe, zakaz wprowadzania ogrodniczych nowości jest generalnie ignorowany przez wykonawców nasadzeń z roślin ozdobnych. W Łańcucie, na rabatach, królują współczesne mieszańce lilii orientalnych z azjatyckimi; w „historycznym, barokowym” ogrodzie różanym w Wilanowie, rosną róże z zaledwie kilkunasto- i kilkudziesięcioletnim rodowodem, żyjącego hodowcy, Davida Austina.  Na Wzgórzu Wawelskim, to już (wg mnie: na szczęście!”) zdecydowanie kierowano się zasadą „najładniejsze” a nie „historyczne” o czym, można się przekonać oglądając zdjęcia umieszczone na profilu facebook’owym :

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.213409618826874.1073741835.100004735119724&type=1&l=2753f1a557

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.213425658825270.1073741836.100004735119724&type=1&l=f06306f4f0