Category: Edukacja przyrodnicza i ekologiczna


Trzeba sobie radzić z materią internetu na różne sposoby i omijać pułapki, jakie ta pomocna i przydatna skądinąd przestrzeń ze soba niesie. Od dość dawna nie  umieszczam na tej stronie zdjęć, bo wówczas dramatycznie szybko kurczy się ta przydzielona mi przestrzeń na „wordpress”, a tyle jeszcze mam nadzieję zapisać i „donieść” osobom zainteresowanym osadą pałacowo-parkową. Ale znalazlam, jak się wydaje relatywnie dobre rozwiązanie. Umieszczam  zdjęcia w tematycznych albumach na profilu „Park w Puławach” na facebook’u. I tam właśnie, można oglądać nowe zdjęcia Joanny Malińskiej, które udostępnia fanom puławskiego ogrodu historycznego ta utalentowana, wrażliwa fotografka. Zapraszam do śledzenia procesu zapelniania się albumu:

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1089797471040835.1073741861.545578988796022&type=1&l=5819c4b3ac

 

Zapraszam do zaglądania od czasu do czasu, bo Pani Joanna, co i rusz podsyła mi swoje piekne zdjęcia, z czego się ogromnie cieszę i jestem dumna, że mam taką możliwość by je na  stronie „PWP” zaprezentować. Gdy są to portrety roślin towarzyszy im informacja na temat gatunku, byśmy wiedzieli co podziwiamy 🙂

Wcześniejsze fotografie Pani Joanny Malińskiej u umieszczone są na stronie:

https://parkwpulawach.wordpress.com/foto-blog-parkowy-autorstwa-joanny-malinskiej-copyrightjoanna-malinska/

 

 

 

Reklamy

Trzymam kciuki za powodzenie tegorocznej akcji organizowanej przez Stowarzyszenie „Przeszlość-Przyszłości”. W ubiegłym roku organizatorom nie sprzyjała pogoda. Kolejne terminy wyznaczone na akcję społeczną w celu wyzbierania śmieci z terenu historycznego ogrodu, były odwoływane z uwagi na niesprzyjajacą aurę. Krótko mówiąc – lało jak z cebra, gdy tylko wybijała godzina zbiórki wolontariuszy. Organizatorzy dostali nagrodę za dobre chęci, ale, gdy doszło wreszcie do sprzątania śmieci były już skutecznie ukryte w bujnej wiosennej roslinności. Tym razem mam nadzieję- efekt starań wolontariuszy będzie choćby taki jak np w 2011 roku gdy harcerze zorganizowali sprzatanie. Tu relacja video z tamtej akcji: https://www.youtube.com/watch?v=7_QPJYOXUUw  W tym roku akcję zapowiedziano na 17 kwietnia (piątek) – to już za kilka dni!. Zbiórka wolontariuszy na Dziedzińcu Pałacu Czartoryskich o 11.00 Samo sprzatanie – to „zryw” społeczny zaplanoway na zaledwie 2 godziny-od 11:00 – 13:00. W nagrodę organizatorzy proponują udział w ognisku z występami muzycznymi – od 13:00 do 14:30.

Jak co roku, w przedostatni weekend stycznia odbyła się akcja liczenia ptaków. W tym roku skupiano się na tych gatunkach, które zimą można spotkać jak najbliżej człowieka. Dzięki wynikom dostarczanym przez uczestniczących w akcji wolontariuszy możemy tworzyć zestawienia najliczniej spotykanych o tej porze w parkach i ogrodach ptaków. Szczegóły organizacyjne, prawie identyczne co roku, można doczytać tu: http://www.otop.org.pl/obserwacje/wlacz-sie/zimowe-ptakoliczenie/
W Puławach w tę akcję od lat zaangażowany jest pracownik Biura Zieleni Miejskiej, pan mgr Jerzy Pawlas, oraz członek towarzystwa ornitologicznego -pracownik IUNG, pan mgr Piotr Safader.
Na tegoroczny spacer (25.02.2015r) po parku wybrało się tylko 12 osób (była paskudna aura). Mimo niesprzyjającej pogody zaobserwowano „łącznie 452 ptaki z 24 gatunków,
w tym: bogatka 51 szt., czyż 17 szt., dzwoniec 9 szt., dzięcioł duży 1 szt., gawron 121 szt., gil 49 szt., grubodziób 23 szt., kawka 62 szt., kos 18 szt., kowalik 1 szt., krzyżówka 1 szt., kwiczoł 14 szt., mazurek 18 szt., modraszka 7 szt., sójka 4 szt., sroka 3 szt., wrona siwa 12 szt.,dzięciołek 1 szt., kormoran 1 szt., mewa siwa 3 szt., perkoz dwuczuby 2 szt.,
sosnówka 1 szt., puszczyk 1 szt., zimorodek 1 szt.” Powyższe dane przekazał Jerzy Pawlas na stosownym formularzu on-line, na tzw „Elektronicznej Karty Obserwacji” do OTOP.
Ja żałuję, że się nie wybrałam bo np gili nie widziałam już dawno. Jak wyglądają i jak śpiewają zaobserwowane gatunki, można podejrzeć np tu: http://www.bird-watching.pl/index.php?/category/30

Organizatorzy tegorocznej akcji sprzątania parku wokół rezydencji Książąt Czartoryskich nie mieli szczęścia do pogody. W pierwszych dwóch terminach zbieranie śmieci uniemożliwiał całkowicie ulewny deszcz. Wyjątkowo mokry maj nie dawał większych szans na przeprowadzenie tego sprzątania w sensowny sposób. W efekcie akcja przesunięta została na 6-go czerwca. To zdecydowanie za późno. Mnóstwo śmieci nie zostało dostrzeżonych, przez skądinąd, imponującą liczbę, niezrażonych kolejnymi falstartami, wolontariuszy. Nie dziwię się. Pokrzywy i inne zielsko, w tym nawet niebezpieczny Barszcz Sosnowskiego, mają teraz dobrze ponad metr wysokości. Do tego, w dniu akcji było wilgotno, parno, no i na dodatek – wolontariuszy atakowało mnóstwo komarów! Tradycyjnie 😦 już, puławski Urząd Miasta, z „myślą o człowieku”, pomija tereny parku i Łachy, będącej przecież wylęgarnią tych uciążliwych owadów, w czasie akcji odkomarzania. Trudno wymagać, by w takich warunkach nurkować w agresywne zielsko, po ukryte w nim, zupełnie niewidoczne, butelki i puszki.

Wracając do terminu sprzątania. Jedyny sensowny termin na taką pracę, to po stopnieniu śniegów, a przed ruszeniem wegetacji roślin. Jak skutecznie można wtedy zebrać butelki i inne świństwa pozostawione w parku opisałam, gdy nadzorując wycinkę samosiewów w parku „mimowolnie” 🙂 „jednoosobowo” i z jednego miejsca – zebrałam chyba tyle śmieci, co chyba w czasie tej, spóźnionej w czasie, akcji. Tu mój „urobek” : https://parkwpulawach.wordpress.com/2012/03/01/usuwanie-samosiewow-z-terenu-dzikiej-promenady/ a tu, dla porównania, wynik pracy dziesiątek wolontariuszy: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=671870332849546&set=pcb.671870916182821&type=1&theater

Po prostu, tak jak z grzybami, trzeba wiedzieć gdzie zbierać (no i kiedy):-). Poza brzegami Łachy, to zaśmiecone są wszelkie ustronne miejsca, gdzie „biesiadują” z alkoholem, zwolennicy takiej rozrywki. Nad mostkiem przy Pałacu Marynki, na pniach powalonych drzew na Dzikiej Promenadzie i każdym innym pniaku, na którym można wygodnie przysiąść, nad Schodami Angielskimi, oraz za Domkiem Aleksandryjskim i na kamiennych ławeczkach przy Świątyni Sybilli. Pod murem Domku Greckiego i wzdłuż całej tamtej skarpy. Zwykle po wypiciu napoju, opakowanie jest wyrzucone „gdzieś dalej w krzaki” – przy czym zdaje się „fajne” są te miejsca, gdzie rzucić można bez wysiłku a „efektownie” czyli w tym wypadku: „z oczu”, daleko lub z hukiem. Tak więc, największy sens ma zbieranie śmieci w „promieniu rzutu” od takiej „miejscówki”.

Chwała organizatorom i jeszcze bardziej nauczycielom i dzieciakom, które w tym roku zbierały śmieci! Ale za rok, proponuję, by spotkać się wcześniej. Ostatecznym, rozsądnym terminem byłby Międzynarodowy Dzień Ziemi, który w przyszłym roku obchodzony 22 kwietnia 2015r. Jeśli zima wycofa się szybciej, warto o posprzątaniu parku pomyśleć już w marcu. Wtedy nawet bez dobrych chęci i nadzwyczajnie bystrych oczu wypatrzy się duuuużo więcej śmieci i realnie posprząta się park. Dwa lata temu, nauczyciele ze szkoły nr 10 przyprowadzili do pomocy w sprzątaniu parku swoich uczniów i właśnie w kwietniu sprzątali park -również z dobrym rezultatem: https://parkwpulawach.wordpress.com/2012/04/27/mlodziez-ze-szkoly-nr-10-w-pulawach/

Poza sprzątaniem śmieci – największą przysługą jaką można oddać parkowi, jest wyrywanie samosiewów. Z miękkiej po zimie ziemi nawet kilkuletnie dziecko z łatwością wyrwie siewkę drzewa. Dla każdego znajdzie się siewka na miarę jego sił i możliwości oraz ambicji. 🙂 A każda usunięta z korzeniem zbędna siewka, przybliża park do odzyskania właściwego wyglądu. Koszenie siewek, jest złym pomysłem, bo w przypadku wielu, żywotnych gatunków, to walka z Hydrą. Z jednego pnia, mamy 2-3, a za chwilę „małpi gaj” :-(. I do pomyślenia o zaangażowaniu szkolnej młodzieży w tego typu pracę zachęcam gorąco. To nie tylko sprzątanie po flejach, to coś daleko więcej- kształtowanie wyglądu parku. To realny wpływ na jego przyszły wygląd! Najmłodsi nie mają szans pamiętać, jak fantastycznie, przed laty, wyglądał śnieżnobiały dywan z kwiatów zawilca gajowego w naszym parku. Kilkadziesiąt lat temu, Instytut przeprowadził bardzo skuteczną akcję usuwania samosiewów i redukcję podszytu w całym parku.(Zdaje się wtedy, gdy w całym parku, łącznie z Dziką Promenadą, IUNG zainstalował latarnie.) Wiosenne rośliny runa, aby kwitnąć, potrzebują dostępu do dużej ilości na przedwiośniu. Po tamtej akcji, przez kilka lat, park w momencie kwitnienia zawilca, był iście zjawiskowy!

Jeszcze a pro po deszczowego maja.:-) bo to ciekawe i warte odnotowania. Kierownik instytuckiego zakładu agrometeorologi profesor Andrzej Doroszewski poinformował nas, że „W 143 letniej serii pomiarów meteorologicznych w Puławach nie odnotowano w maju aż tak wysokich opadów atmosferycznych. Tegoroczny rekordowy opad maja wyniósł 195,5 mm (mierzony tradycyjnie za pomocą menzurki przez obserwatora). Poprzedni maksymalny miesięczny opad atmosferyczny maja wynosił 170 mm, wystąpił on w 1897 roku.”(To nie był maksymalny opad miesięczny w Puławach. Ten rekord padł w sierpniu 2006 roku i wynosił aż 228 mm!) Profesor przy tej okazji, uświadomił nam, że „Tegoroczny opad z maja jest piątym co do wielkości opadem miesięcznym zanotowanym w Puławach od 1871 roku, większe opady zanotowano w lipcu: 197 mm w 1897 r., 199 mm w 1919 r., 222 mm w 2011 r. oraz w sierpniu 2006 roku.”

Z punktu widzenia  fenologii to wiosnę mamy w tym roku  praktycznie miesiąc wcześniej niż np w roku ubiegłym. Porównuję terminy rozwijania się pąków liści, początek kwitnienia roślin  takich jak przebiśniegi, miodunki, forsycje, migdałki czy np mahonie.  Magnolie w tym roku kwitną wyjątkowo pięknie – nie przemarzły pąki kwiatowe i teraz powalają pełnią swojej urody. Ogromna szkoda, że zakończyła swój żywot jedna z dwóch magnolii japońskich (Biało kwitnące drzewo w Dolnym Ogrodzie). Za to w mieście i w okolicznych wioskach w ogródkach prywatnych magnolie to bardzo popularne drzewa. Najczęściej widuję odmiany o różowych kwiatach, np. Magnolia liliiflora  odmiana ‚Betty’, czy Magnolia ×loebneri  np odmiana ‚Leonard Messel’ rzadziej  Magnolia ×soulangeana

O czym chciałam przypomnieć?

Warto obecnie patrolować drzewa i krzewy szczepione. Egzemplarze, które mają pnie z dzikiej podkładki,  muszą być poddane inspekcji. Jeśli zauważymy, że na pniu pojawiają się jakieś młode listki, czy wręcz gałązki, wyłamujemy je  ręcznie czym prędzej, aby nie zdążyły zdrewnieć. Takie minimalne uszkodzenie  pnia związane z pozbyciem się niechcianego ” dzikiego odrostu” jest dużo lepsze, niż późniejsze wycinanie sekatorem, lub nawet  piłą takiego „dzika” :-), który zwykle rośnie dużo silniej i szybciej, niż zaszczepiona  odmiana szlachetna i niezauważony w porę, może zdominować i zagłuszyć to, co w naszym drzewie było piękne i ozdobne.

Kto ma w ogrodzie lilie, powinien codziennie się im przyjrzeć, jak też szczypiorkom czosnków i cebul, porów oraz szachownicom. Jeśli zauważymy urocze. jaskrawo-czerwone chrząszcze, a często są to pary zajęte rozmnażaniem-to szybkim ruchem wyłapujemy owady. Szybkim, bo owady w chwili zagrożenia, natychmiast spadają z roślin i gdzieś się błyskawicznie chowają. Poskrzypka liliowa (Lilioceris lilii) zniszczy liście, ale co gorsza paskudnie uszkodzi pąki kwiatowe, tak, że powstałe z nich  kwiaty będą poważnie uszkodzone. Komu żal ślicznych owadów, niech koniecznie obejrzy ten filmik: https://www.youtube.com/watch?v=5m-dFRthl3o

O wiosennym dzieleniu i rozmnażaniu bylin, właściwie nie ma co wspominać, takie to wydaje się oczywiste.  Wybieramy  pochmurne dni na  rozmnażanie  wegetatywne naszych bylin. Dzielimy między innymi kępy liliowców czy astrów, krwawników i wielu innych bylin, z wyjątkiem tych, które obecnie kwitną. Trzeba sobie uświadomić, że zdecydowana większość wieloletnich roślin ozdobnych bardzo dobrze reaguje na odmładzanie kęp. Jeśli nawet nie zależy nam na powiększeniu ilości posiadanej odmiany danej byliny, to jeśli zauważymy, że roślina z wiekiem marnieje, robi się drobniejsza czy pozbawiona wigoru, to warto rozważyć wykopanie całej kępy, oderwanie części martwych korzeni i tak odmłodzoną roślinę sadzimy ponownie, wzbogacając przy okazji dołek na roślinę kompostem czy nawozem z torfem. Przykładem byliny, którą łatwo doprowadzić do agonii, przez zaniedbanie „odmładzania” są  np. odmiany ozdobne  krwawnika pospolitego Achillea millefolium.

Zimowe Ptakoliczenie  jest cykliczna akcją na wzór amerykańskich i brytyjskiej akcji.  Obserwacje ptaków prowadzone są na świecie od osiemnastego wieku.   W Polsce, w sposób zorganizowany -prowadzona jest już po raz dziesiąty.  Polska edycja, odbywa się, podobnie jak jego brytyjski odpowiednik, zawsze w ostatni weekend stycznia. Nie ma żadnych ograniczeń dla chcących uczestniczyć w liczeniu – każdy może notować i „donosić” :-).   W tym roku ornitolodzy pragną pozyskać szacunkowe dane na temat ptaków, towarzyszących ludziom w parkach, ogrodach,  zieleni osiedlowej czy placach zabaw.  Liczenie przeprowadzić można indywidualnie, w gronie znajomych, czy też podczas bezpłatnej wycieczki ornitologicznej z przewodnikiem. Właśnie taka wycieczka organizowana jest po raz trzeci w Puławach, przez duet – panów Jerzego Pawlasa i Piotra Safadera. Kto chce odbyć razem z panami 4 godzinny spacer po parku i przy okazji dowiedzieć się co nie co o dokarmianiu ptaków zimą, musi ciepło się ubrać, uzbroić się w lornetkę i stawić się na godzinę 10.00 na dziedzińcu paradnym Pałacu Książąt Czartoryskich – w okolice portierni.

Jeśli perspektywa tak długiego spaceru Was trochę zniechęca, to spieszę pocieszyć, że w akcji można wziąć udział obserwując przez minimum godzinę ptaki, nawet z okien swojego domu,, np żerujące w naszym karmniku.   Szczegóły podaję za  OTOP:

„Można liczyć m.in.:

  • przy karmniku
  • w ogrodzie,
  • na skwerze, podwórku,
  • w parku,
  • nad miejskim stawem, jeziorem czy nad miejskim odcinkiem rzeki

Podczas tej akcji nie liczymy ptaków poza miastami i wsiami – chcemy wspólnie sprawdzić, jak ptaki radzą sobie w zimie na terenach, na których są w ogromnej mierze zależnej od człowieka (przez kształtowanie zieleni miejskiej, rozkład budynków, specyficzne warunki klimatyczne właściwe dla terenów zabudowanych). „

Aby nasze obserwacje zostały uznane należy wypełnić  formularz „karty obserwacji. Od 24 stycznia jest dostępny pod linkiem:

https://activeforms.com/otop_polska/eko_zp2014/1?__af_appv=feb2&renderer.slotId=6t2d3y

 

 Można go wypełnić on-line, lub wydrukować i wysłać pocztą

http://www.otop.org.pl/aktualnosci/2014/01/10/605-25-26-aa-zimowe-ptakoliczenie-2-aa4-wez-udzial/

Na stronach OTOP jest także ściągawka ułatwiająca identyfikację obserwowanych ptaków

http://www.otop.org.pl/obserwacje/wlacz-sie/zimowe-ptakoliczenie/najczesciej-obserwowane-gatunki/

Przy okazji, gorąco polecam stronę, na której można zobaczyć fenomenalne zdjęcia, poczytać o ptakach i ich obserwowaniu, ale co dla mnie najbardziej atrakcyjne, można tam posłuchać głosów opisywanych gatunków. Kapitalne narzędzie do poszerzania swojej wiedzy na temat skrzydlatych braci mniejszych.

http://www.bird-watching.pl/index.php?%2Fcategory%2F109

Uroczysty pochód  „Trzech króli” po raz kolejny przeszedł, ulicami miasta. Kolędami rozbrzmiewał cały park, podejrzanie wiosenny jak na tę porę roku. Kulminacja wydarzenia miała miejsce na dziedzińcu honorowym Pałacu Czartoryskich. Fotorelacji z tego wydarzenia dużo pojawiło się już  sieci. M. in. ta: http://www.mmpulawy.pl/artykul/orszak-trzech-kroli-w-pulawach-tysiace-osob-koledowalo-na-ulicach-zdjecia-wideo

A przy okazji słów kilka o darach, jakie złożono w ofierze Dzieciątku Jezus. O złocie nie ma się co rozwodzić,  ale o tajemniczej „mirrze” i kadzidle można coś wspomnieć.  Jak podaje strona ogrodu botanicznego UW mirra to: „Gorzka, wonna gumożywica otrzymywana z Balsamowca mirry (Commiphora habessinica) który należy do rodziny Osoczynowatych (Burseraceae). Rośnie naturalnie na południu Półwyspu Arabskiego (Oman, Jemen) oraz w północno-wschodniej Afryce (Somalia, Etiopia, Dżibuti).  Mirra symbolizuje m.in. bogactwo, cierpienie, zmartwienie, gorycz, ofiarę. Mirra była używana przez starożytnych Egipcjan, wraz z natronem dla balsamowania mumii. Współcześnie jest stosowana w farmaceutyce jako środek antyseptyczny w płynach do płukania ust, pasty do zębów a także w profilaktyce i leczeniu chorób dziąseł. Dodaje się ją do w niektórych mazideł i maści leczniczych, które mogą być stosowane na otarcia skóry i inne drobne dolegliwości. Zalecana jest jako środek przeciwbólowy na bóle zębów występuje także w składzie maści na stłuczenia, bóle i skręcenia.” Zaś kadzidło to „Mieszanina aromatycznych żywic różnych drzew, (a także kory, drewna, owoców, kwiatów) często z domieszką ziół aromatycznych, spalana w obrzędach ludów pierwotnych w obronie przed złymi duchami lub jako forma oddawania czci dobrym mocom albo pobudzania aktywności leniwych bóstw urodzaju. Kadzidło symbolizuje m.in. kult ognia, świętą moc, czary, hołd, pokutę, oczyszczenie. ” Najczęściej stosowano do kadzidła gatunek: Kadzidla Cartera (Boswellia sacra), który należy do rodziny Osoczynowatych (Burseraceae). Rośnie naturalnie na południu Półwyspu Arabskiego (Oman, Jemen) oraz w północno-wschodniej Afryce (Somalia).”

Zima, taka którą rozpoznajemy po śniegu i innych symptomach tej pory roku, a nie po ustalonych astronomicznie datach (okres pomiędzy 22 XII -21 III) pojawiła się w tym roku przywiana orkanem, o nazwie Ksawery.  Śnieg jednak pojawił się na chwilę, zaraz bowiem temperatura znowu lekko wzrosła, na tyle by go rozpuścić. Rozczarowana krótkotrwałym zjawiskiem, odwołałam się do własnych wspomnień, sprzed 10 miesięcy, kiedy to robiłam inspekcję drzewostanu po śnieżnej nawałnicy. Ubiegła zima miała bowiem chwilami bajkowy charakter. A oto zdjęcia z tamtego spaceru:https://www.facebook.com/photo.php?v=134856056682231&set=vb.100004735119724&type=2&theater

Niby oczywiste.  Grabimy liście z trawników. Łatwiejszy i lżejszy sposób od grabienia, to przejazd (czasem wielokrotny) po trawniku kosiarką z koszem. Zostają czasem na trawniku jakieś przemielone szczątki liścia (minus w porównaniu z grabieniem), ale przy okazji mamy ostatnie koszenie trawnika przed zimą (ustawiamy ostrza na wys ok 4-5 cm). Przede wszystkim jednak, możemy w szybki sposób wyprodukować sobie kompost liściowy, kapitalny do ściółkowania rabat ozdobnych. Wystarczy zawartość kosza wsypać do czarnego worka plastikowego, (wypełnić go na maksa, ubijając poszatkowane liście wymieszane z trawą). Jeśli są bardzo suche, to można wlać do worka trochę wody. Po zawiązaniu worka, nakłuć  folię w wielu miejscach, aby odbywała się wymiana gazowa. Umieścić, gdzieś w dyskretnym, zacienionym miejscu, bo ozdobą nie są. 🙂 W sprzyjających warunkach, już na wiosnę, będziemy dysponować brązową biomasą, utrudniającą kiełkowanie chwastom, sprzyjającą utrzymaniu wilgoci w ziemi i z czasem dostarczającą próchnicy naszym roślinom na rabatach.

Co jakby mniej oczywiste, sądząc po obserwacjach zieleni miejskiej i przydomowej – otrząsamy i  zgrabiamy liście i zrzucone przez wielkie iglaki igły z krzewów zimozielonych. Pozostawienie warstwy martwych liści przed zimą na iglakach, niechybnie doprowadzi do „przyklejenia” się ich do prowadzącej zimową wegetację rośliny. Wystarczy, że wilgotne liście złapie przymrozek, już ich wiatr nie zrzuci z iglaka. Potem przygniecie te liście śnieg. Procesy gnilne ruszają przy wahaniach temperatur.  Przy niekorzystnych układach, takie jednorazowe zaniedbanie, może doprowadzić do wygnicia i utraty igieł na tak dużej powierzchni, że zadecyduje to o życiu rośliny, a nawet jeśli taki zasypany liśćmi iglak będzie żył wiosną jeszcze, to zapewniam, że tak straci na urodzie, że nie będziecie chcieli go więcej oglądać…

Nie tniemy już krzewów ani drzew – przypominam wykres z innego wpisu: https://parkwpulawach.wordpress.com/2012/10/16/ciecie-drzew/

Za to,  przyglądamy się trawnikom. Optymalna wysokość murawy przed zimą to ok 4-5 cm. Wyższa trawa, zwiększa prawdopodobieństwo pojawienia się pleśni śniegowej. Nie bójmy się, kosić możemy i w listopadzie i w grudniu – pod warunkiem, że po skoszeniu trawa nie będzie niższa niż te 4 cm, bo to z kolei zwiększy „szanse” na wymarzanie trawy, szczególnie tych szlachetniejszych i delikatniejszych gatunków.

Co ważne, jeszcze? Podlewamy i to w miarę obficie rośliny zimozielone. Różaneczniki, ostrokrzewy, bukszpany, laurowiśnie i iglaki. Szczególnie wtedy, gdy przed mrozami nie ma okresu jesiennej słoty. Pamiętajmy, że najczęstszą przyczyną utraty zimozielonej rośliny po zimie jest jej ususzenie, a nie przemarzniecie.  Związane jest to z tym, że zamarzniętej wody z gleby roślina nie jest w stanie pobrać, za to utrata wody poprzez transpirację z liści i igieł odbywa się całą zimę. Koniecznie więc, należy „napoić” zimozieloną roślinę „na zapas”.

O okrywaniu wrażliwych gatunków na zimę, nie będę pisać, bo to oczywiste i opisane w wielu miejscach…

To naprawdę niepokojące zjawisko,  to tempo w jakim rozrastają się siedliska Barszczu Sosnowskiego (Heracleum sosnowskyi Manden.) W wielu gminach w Polsce ta spontanicznie rozprzestrzeniająca się inwazyjna i niebezpieczna roślina stanowi już poważny problem.  U nas, pierwsze niechciane i słabo kontrolowane „ognisko” tej rośliny, było już wiele lat temu, tuż obok rezerwatu „Łęg na Kępie”.  Wcześniej, prowadzono pewne prace doświadczalno-naukowe w IUNG. Od kilku lat rozrasta się niestety, kolejne skupisko tej rośliny u podnóża sarkofagu w naszym parku. Roślina ta ma dość atrakcyjny wygląd (ach, to „odchylenie” ogrodnika! 🙂 ). Gigantyczne, sięgające 4 m łodygi, dźwigają ogromne „parasolki” białych  kwiatostanów  charakterystycznych dla nomen omen  rodziny Umbelliferae.  Problem tkwi w  „współczynniku rozmnażania” tej rośliny oraz realnym niebezpieczeństwie wynikającym z fizycznego kontaktu z tą rośliną.

Barszcz Sosnowskiego jest rośliną silnie zachwaszczającą teren, inwazyjną, a dodatkowo, włoski na liściach i łodygach tej ogromnej rośliny  wytwarzają parzącą substancję, która może powodować zapalenie skóry, oraz błon śluzowych, powstawanie pęcherzy i trudno gojących się ran. Jej parzące działanie nasila się podczas słonecznej pogody, wysokiej temperatury oraz dużej wilgotności powietrza. Szczególnie na szkodliwe działanie opisanej wyżej rośliny podatne są dzieci i osoby cierpiące na alergie. W parku jest kilka miejsc opanowanych przez tę roślinę. Rośnie w „kotlince” za sarkofagiem, za Domkiem Chińskim i na skraju rezerwatu łęgowego.  Z prawnego punktu widzenia, zwalczanie tej rośliny wygląda tak:

„W dniu 4 października 2011 r. (Dz. U. Nr 210, poz. 1260) zostało ogłoszone rozporządzenie ministra środowiska z dnia 9 września 2011 r. w sprawie listy roślin i zwierząt gatunków obcych, które w przypadku uwolnienia do środowiska przyrodniczego mogą zagrozić gatunkom rodzimym lub siedliskom przyrodniczym, w którym umieszczono m.in. barszcz Sosnowskiego. Został on wpisany na listę ze względu na swój inwazyjny charakter oraz niebezpieczeństwo, jakie może stanowić dla ludzi i zwierząt. Umieszczenie tego gatunku w ww. rozporządzeniu jest związane z objęciem go zakazami zawartymi w art. 120 ust. 1 i 2 ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 r. ochronie przyrody (Dz. U. z 2009 r. Nr 151, poz. 1220, z późn. zm.), tj. wprowadzania do środowiska przyrodniczego, przemieszczania w tym środowisku, sprowadzania do kraju, przetrzymywania (nie dotyczy dalszego przetrzymywania bez zmiany lokalizacji okazów przetrzymywanych w dniu wejścia w życie rozporządzenia), prowadzenia hodowli, rozmnażania i sprzedaży na terenie kraju. Przepisy te nie odnoszą się jednak do sposobu postępowania z osobnikami znajdującymi się już w środowisku przyrodniczym.

Należy zauważyć, że obecnie barszcz Sosnowskiego nie jest rośliną rozprzestrzenioną na terenie całego kraju, najliczniejsze stanowiska odnotowywane są w Polsce południowej. W związku z czym lokalne populacje tego gatunku powinny być kontrolowane na poziomie gminy, do czego uprawnione są samorządy lokalne. Zgodnie z art. 7 ust. 1 pkt 1 ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (Dz. U. z 2001 r. Nr 142, poz. 1591, z późn. zm.) do zadań własnych gminy należą m.in. sprawy związane z ochroną środowiska i przyrody oraz ochrony zdrowia.”   Cytat z http://www.sejm.gov.pl/sejm7.nsf/InterpelacjaTresc.xsp?key=0C9DFCD4

Ciekawe, jak to tym razem interpretuje nasz samorząd gminny… biorąc pod uwagę wieloletnie „umywanie rąk” od wszelkiej współodpowiedzialności za park, z którego korzysta całe miasto, ale, który nie jest własnością „samorządu gminnego”… może nie być „kolorowo”. Pracownicy IUNG, w miarę możliwości,  starają się wykaszać egzemplarze tej rośliny, przed zawiązaniem nasion, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się barszczu, ale z systematycznym chemicznym zwalczaniem, bywa „różnie”… czyli kiepsko.

Podziwiać imponujące giganty można z daleka, ale raczej nie należy się do nich zbliżać. W każdym razie, nie w upalne dni i z odsłoniętym ciałem! O toksyczności gatunku, doczytać można np na stronie z wikipedii:  http://pl.wikipedia.org/wiki/Barszcz_Sosnowskiego