Category: Prace prowadzone w parku


Rozumiem prawną zasadę, która mówi, że o jakichkolwiek zmianach wpływających na wygląd zabytku decyduje Wojewódzki Konserwator Zabytków. Nie rozumiem jednak, czym się kieruje ten urząd. bo wynik wielu tych decyzji, bywa opłakany, a co gorsza, często nieodwracalny. I tak, aby wybudować wielki budynek  Puławskiej Szkoły Wyższej na ul.4-go Pułku Piechoty konieczna była zgoda urzędników z WUOZ. Budynek stoi, czyli akceptacja była. Tego samego urzędu,  który wcześniej domagał się w wytycznych konserwatorskich  „likwidacji ogródków działkowych ” na tej samej ulicy, ze względu na wprowadzającą chaos w krajobrazie „architekturę” mniej lub bardziej  prowizorycznych altanek działkowych w otaczającej historyczny ogród przestrzeni i będących dysonansem dla zabytkowych budowli w krajobrazie. Niemniej, altanek działkowców nie było widać przynajmniej z poziomu Dolnego Ogrodu, a wybudowane  niedawno gmaszysko  dominuje nad całym Dolnym Ogrodem i stanowi zupełnie niekompatybilne  dla Domku Chińskiego tło. Jeszcze gorzej wygląda to od stony Wisły. Gdy jesteśmy odpowiednio daleko, ze szczytu Góry Puławskiej , Pałac Książąt Czartoryskich nadal stanowi wyraźną dominantę, zanurzony w zieleni parkowych drzew. Niestety, gdy zbliżymy się do rzeki  nie da się ukryć faktu, że władze, które mają obowiązek chronić krajobraz kulturowy dla przyszłych pokoleń, odpowiednimi decyzjami wpływając na zahamowanie rozwoju chaotycznej, prywatnej zabudowy,  zawiodły na całej linii. Pozwalano bowiem, na powstawanie kolejnych prywatnych domów, a na końcu  zezwolono na wybudowanie nawet tak dużego obiektu. Gdyby w Puławach nie było innych terenów na tego typu inwestycje, można by to usprawiedliwić, lecz że jest zupełnie inaczej, wina jest ewidentna i wiadomo konkretnie czyja. Jesli potrzebuję do czegoś „władzy”, to do myślenia w „szerszych, perspektywicznych planach” i dbania o „dobro ogółu” ponad interes poszczególnych jednostek. To dziwne,  jak „urzędnicy – władcy” ulegają łatwo wobec partykularnych interesów poszczególnych, indywidualnych inwestorów. Ta sama władza, potrafi zablokować inwestycję podmiotowi państwowemu, który  nie ma możliwości skorzystania ze „wszelkich sposobów perswazji” w tym,  tych mniej legalnych też.  Ostatnio, skierowaliśmy do WUOZ pismo z prośbą o akceptację nasadzeń uzupełniających, w miejscu martwych jałowców przed Domkiem Chińskim. Wydawało nam się, że posadzenie w takim osłoniętym od wiatru miejscu różaneczników będzie idealnym rozwiązaniem, tym bardziej, że od lat w tym miejscu  rosną tylko pokrzywy wymieszane z podagrycznikiem.  Konserwator Zabytków nie wyraził zgody na posadzenie zimozielonych, ozdobnych krzewów w tym miejscu,  w parku. Dlaczego? Bo jak napisano,  kiedyś, (gdy stanie się cud i znajdziemy sponsora na kompleksową rewitalizację parku), różaneczniki nie będa pasowały do starej/nowej koncepcji. Tak tak, pokrzywy „pasują” do zabytku, różaneczniki mniej, wedle logiki Konserwatora. Ale, ale…. rozgadałam się nie na temat 🙂   Revenons à nos moutons!

Przy okazji prowadzonych  w 2015 roku prac na dziedzińcu przednim, gdy zlikwidowano  istniejące tam miejsca parkingowe i zerwano asfalt, by w to miejsce  ułożyć  nawierzchnię nawiązującą do zastosowanej przed laty, na dziedzińcu paradnym,  cegły klinkierowej, pomyślano, by jakoś uatrakcyjnić  zieleń na tym obszarze.  Przygotowałam kilka wersji projektowych, z których jedna została zaakceptowana przez WUOZ. Chcieliśmy wzdłuż chodników z piaskowca zastosować pas z  zimozielonej Trzmieliny Fortune’a . Jednak w naszej parkowej skali, wszystko jest w rozmiarze XXL. Ilość potrzebnych sadzonek do zrealizowania tego nasadzenia, a co za tym idzie, kwota, za jaką trzeba by zrealizować takich zakup, przekraczała możliwości IUNG.  FWHOP też ma pustki w kasie po opłaceniu prac „budowlanych” na dziedzińcu przednim.

Zwróciliśmy się z prośbą do Pana Lucjana Kurowskiego, który od lat utrzymywał kontakty z opiekunami parku, podarował parkowi między innymi kolekcję pnączy, rosnących od wielu lat w Dolnym Ogrodzie i wiele innych roślin ozdobnych. Pan Lucjan nie wyczarował dla nas całej potrzebnej ilości sadzonek, ale sprezentował nam kilkadziesiąt dorodnych trzmielin w odmianie „Emerald Gaiety”, starannie wybranych, „sztuka w sztukę” najładniejszych. Niestety, to tylko ułamek całej potrzebnej ilości. Jednak kiedyś Pan Kurowski powiedział nam, że „daje nam wędkę, a nie rybę” – w tym przypadku, pozyskane za darmo trzmieliny wolontariusze wysadzili „tymczasowo” w Dolnym Ogrodzie, gdzie będą przez nich „zaopiekowane” – tj. podlane i oplewione, a z czasem, będziemy mogli na bazie tych roślin dokonać podziału na wiele, wiele ukorzenionych sadzonek. Jeśli zimy będą tak łagodne, jak do tej pory, jest nadzieja, że za kilka lat ten plan nasadzeń na terenie dziedzińca przedniego uda się zrealizować. Ze szczerego serca podarowane, powinny rosnąc jak na drożdżach!

Tu link do strony internetowej naszego Ofiarodawcy

http://kurowski.pl/

Reklamy

To już kolejny rok, gdy w parku działają wolontariusze – emeryci. Cześć członków Klubu Ogrodnika na Uniwersytecie Trzeciego Wieku  wykruszyła się po roku uczestnictwa , ale mamy „nowe dusze”, a ilość chętnych do społecznej pracy na rzecz parku zdecydowanie przeszła z ilości chętnych do pracy  w intensywność zaangażowania w pracę. Ci, którzy przychodzą pracować, zadziwiają stopniem oddania pracy, precyzją, dpowiedzialnością i wkladanym w każdą wykonywaną pracę wysiłkiem oraz poświęceniem. Najbardziej „wkręceni” w projekt,   pracuja coraz więcej i intensywniej.. Na profilu „Park w Pulawach” na facebook’u  staram się dokumentować fotografiami obecnośc i  postępy w wykonywanych przez wolontariuszy prac oraz  piszę krótkie komentarze do tych zdjęć. Śledzić więc na bieżąco ich działalność w parku można zaglądając od czasu do czasu na poniższy, stale aktualizowany album: Staram się pokazać wszystko i wszystkich, ale nie zawsze udaje mi się wszystko zrejestrować, bo pracują w różnych miejscach ogrodu w tym samym czasie, a często sami, bo to tego typu pracownicy, ktorych nie tylko nie trzeba opłacać,  ale nawet nie ma potrzeby kontrolować., bowiem pracują tak dlugo jak mogą i mają siłę i czas,  zawsze najlepiej jak potrafią.

Tu link do prac wykonywanych przez wolontariuszy w tym roku:

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1035986649755251.1073741856.545578988796022&type=1&l=b18de982bc

Na facebooku’u jest też taki album dotyczący  tego co zdziałali wolontariusze w ubiegłym roku, a działo się sporo. Wolontariusze przepracowali w 2014 i 2015 r łącznie blisko 600 „roboczo-godzin” na rzecz parku i dzięki nim Dolny Ogród, ( bo tam skupiamy swoją pracę),  zmienia się na lepsze.

Link do fotorelacji z ubiegłorocznych prac społecznych:

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.915589165128334.1073741849.545578988796022&type=1&l=a1f7b501b7

 

 

Jak mówi bodajże chińskie przysłowie  „Ci  którzy twierdzą, że coś jest niemożliwe nie powinni przeszkadzać tym, którzy właśnie to robią”.  Ileż ja się nasłuchałam, że jestem ciężko naiwna, sądząc, że znajdę takich podobnych do siebie „szaleńców i głupców” , którzy poświęcą swój czas, pieniądze i wysiłek by w parku było ładniej. Sceptycyzm – to najdelikatniej ujmując reakcja ludzi na moje wizje, że Puławiacy sami będą dbać o park, że mogą to zrobić, że potrafią i że efekt może być docelowo porównywalny z zadbanymi historycznymi ogrodami. Że jestem z natury marzycielką, to myślę sobie, że z czasem, gdy efekty  pracy naszej małej grupy wolontariuszy, zaczną być widoczne, może znajdą się „poważni” (tzn. z duża gotówką 🙂 ) sponsorzy, którzy pomogą zrealizować większe wyzwania finansowe  (np. zakup kosiarki) czy nawozów, a potem systemu nawadniania, czy monitoringu  etc.. Wśród okolicznych szkółkarzy wiem, że znajdą się potencjalni hojni darczyńcy, gotowi  nieodpłatnie przekazać parkowi materiał szkółkarski do nasadzeń. Brakowało do tej pory możliwości wykorzystania takich obiecanych darów. Bo ktoś musi przygotować miejsce do sadzenia, ktoś musi te rośliny posadzić, potem zadbać o nie po posadzeniu, by ich chwasty nie zarosły lub by po prostu nie uschły. Musimy zapewnić darczyńców, że ich  rośliny nie zostaną zmarnowane i by w kolejnych latach, ofiarodawcy czy sponsorzy, czuli satysfakcję patrząc na upiększony ich roślinami zakątek,  a nie żałowali  swego gestu patrząc na zmarnowane  rośliny.  Osobiście, poważnie obawiam się,  że  świeżo posadzone rośliny  pozbawione chociażby ochrony w postaci zamkniętych furtek i bram po zmierzchu, bez nadzoru zostaną przez naszych miejscowych zwolenników pozyskiwania roślin za darmo rozkradzione.  Może jak posadzi się jednorazowo kilkaset egzemplarzy to starczy i dla złodziei i dla parku?   Przytoczę tu  historię nasadzenia publicznego, po wymianie  nawierzchni chodników  na ul  Piłsudskiego, Jeżdżąc  codziennie  tą ulicą patrzyłam ze zgrozą, jak giną i znikają  w oczach  posadzone wzdłuż  chodnika krzewy ozdobne. Tam to była złotolistna odmiana Pęcherznicy kalinolistnej, której nie zapewniono podlewania po  posadzeniu. Sama widziałam nobliwego pana, który w biały dzień wyrwał i włożył sobie do torby taki mały krzaczek. Że mam naturę, jaką mam, zahamowałam  z piskiem opon i wrzasnęłam do mężczyzny, co czyni!? On mi na to  odparł, że „ratuje ten krzew przed uschnięciem” . Zamilkłam, bo przyznałam mu ze smutkiem rację.  Dziś nie ma na tej ulicy (odcinek od skrzyżowania z ul. 4-go Pułku Piechoty i ul. Piaskową)  tych krzewów, chociaż my jako podatnicy zapłaciliśmy za upiększenie jej poboczy. „Świadectwem”  tego nasadzania  jest kilka tych krzewów, które przetrwało na wysokości parkingu przy „Biedronce” – tam najtrudniej było dyskretnie „podprowadzić”  młode krzewy.  Bo tam ludzi najwięcej i najdłużej oświetlone po zmroku.

Gdy przestano wreszcie blokować  inicjatywę, by zwerbować wolontariuszy  na Uniwersytecie Trzeciego Wieku,   widać , że jest to „strzał w dziesiątkę”.  To jest środowisko ludzi, którzy już od dawna udzielają  się społecznie. Są tam ludzie wspomagający pracę Hospicjum, Domów Opieki.  Ludzie mający chęć poświęcenia swojego czasu  dla innych. Nie ma „najemnego” pracownika, który by pracował z podobnym zaangażowaniem, starannością i wysiłkiem jak wolontariusz.  Na razie skupiamy swój wysiłek na Dolnym Ogrodzie, bo to fragment parku, który jest najmniej „zapuszczony”, gdyż  dopiero od kilkunastu  lat zaniechano jego pielęgnacji. Przez  długi czas, największa ilość  pracowników IUNG  pracowała właśnie w tym  rejonie, a odgrodzenie tego terenu od złodziejaszków  chroniło długi czas sadzone tam rośliny ozdobne. I teraz ten teren traktujemy jak matecznik roślin ozdobnych, które z czasem pojawią się (mam nadzieję)  w terenach otwartych dla spacerujących po parku.

A oto zdjęcia z ostatniej „akcji”  studentek. Pani Alicja, Bożena, Jadwiga i Maria –  posadziły 60 krzewów róż. Przedtem musiały przekopać, oczyścić  ze śmieci i chwastów ziemię. Nauczyły się przy okazji, jak ciąć krzewy róż w trakcie sadzenia.

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.908330779187506.1073741848.545578988796022&type=1&l=fb7ece935b

Od tygodnia ,w sumie, w Dolnym Ogrodzie pojawiło się 90 krzewów róż, które ofiarowała parkowi pani Eliza Wojczakowska. I to podobno, jeszcze nie ostatnie słowo tej Pani w sprawie róż :-). Wypada tylko podziękować i się cieszyć !

Trochę to potrwało, zanim pomysł wdrożenia w Puławach systemu opieki nad historycznym ogrodem stosowanym z powodzeniem od ponad wieku w krajach zza Żelaznej Kurtyny mógł stać się „ciałem” w Puławach. Do pełnego sukcesu pewnie jeszcze daleko, ale mamy juz pierwsze „jaskółki”, że jesteśmy na dobrej drodze. Większość najpiekniejszych i nasłynniejszych historycznych ogrodów Wielkiej Brytanii udostępnionych publiczności jest w rękach i pod opieką fundacji „National Trust” – działającej od ponad wieku, w oparciu o darowizny, składki czlonkowskie oraz pracę wolontariuszy. Fakt, że Wielka Brytania to kraj, słynny z tradycji ogrodniczych, o wysokiej kulturze społeczeństwa, w którym najczęściej deklarowanym przez obywateli hobby jest ogrodnictwo, ułatwia niewątpliwie utrzymanie ogrodów na poziomie nie tylko satysfakcjonującym, ale zwykle wręcz zachwycającym, wszystkich zwiedzających tamtejsze ogrody. W Polsce, wielu młodych ludzi uważa, że praca za darmo, dobra jest dla „frajerów”, część starszych mówi, że „swoje musieli już odpracować” w ramach przymusowych prac społecznych epoki socjalizmu. Na szczęście są jednak wśród nas ludzie, którzy nie szukają argumentów „przeciw”, lecz gotowi są zaangażować swoje siły i czas w prace porządkowe i ogrodnicze w parku. Zrekrutowani w środowisku ludzi, którzy z założenia, chcą być aktywni, chcą się rozwijać i są panami własnego czasu – bo naszymi pierwszymi stałymi wolontariuszami są  studenci Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Od lat zresztą, najwięcej prac na terenie parku wykonywali emeryci-wolontariusze. Latami nie potrafili się rozstać z pracą w parku pracownicy IUNG, pan Adam Wołk i pan  Bogumił Rembowski, którzy długo, po przejściu na emeryturę, przychodzili do Dolnego Ogrodu, by pielęgnować kolekcję krzewów, pnączy  i bylin ozdobnych. Po raz kolejny wspomnieć muszę, o najstarszym wolontariuszu w parku, człowieku o najdłuższym stażu społecznego pracownika historycznego ogrodu, który od tak wielu lat pomaga w pracach ogrodnyczych w Dolnym Ogrodzie, że już chyba nikt nie pamięta ile to już lat. Pielęgnował rosliny w palmiarni i  rozsadę kwiatów na rabaty w szklarniach i w Dolnym Ogrodzie. To aż niewiarygodne, jak wiele potrafi zdziałać jeden starszy Pan. Pan Władysław Wolski.

Wolontariusze – studenci UTW, po dopełnieniu formalności zwiazanych z uzgodnieniem i podpisaniem  porozumiena dwustronego z IUNG w sprawie prac społecznych na terenie parku już drugi raz „potrząsneli robotą”  w parku. Tym razem przyszło nam wycinać, martwe (z powodu  braku wlaściwej jesiennej pielegnacji) gałęzie jałowców, rosnących w okolicach Chińskiego Domku. Gigantyczna sosna wejmutka zrzuca na rosnące u jej stóp iglaki igły w takich ilościach, że blokują one dostęp światła do płożących iglaków, a w konsekwencji  – po ustaniu fotosyntezy- do ich śmierci. Wolontariusze przygotowali te miejsce pod nowe nasadzenia, oraz przycięli duży odcinek żywopłotu z irgi. Po świętach wielkanocnycch  mam nadzieję ruszymy z nimi dalej z pracą

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.899972853356632.1073741846.545578988796022&type=1&l=f1b59f4334

Nowym wolontariuszom – życzę co najmniej tylu lat pracy dla puławskigo parku w zdrowiu i kondycji, jaką ma Pan Wolski  i ogromnej z tej pracy satysfakcji.  Oby efekty naszej wspólnej pracy stły się widoczne dla wszystkich. Amen 🙂

Trzymam kciuki za powodzenie tegorocznej akcji organizowanej przez Stowarzyszenie „Przeszlość-Przyszłości”. W ubiegłym roku organizatorom nie sprzyjała pogoda. Kolejne terminy wyznaczone na akcję społeczną w celu wyzbierania śmieci z terenu historycznego ogrodu, były odwoływane z uwagi na niesprzyjajacą aurę. Krótko mówiąc – lało jak z cebra, gdy tylko wybijała godzina zbiórki wolontariuszy. Organizatorzy dostali nagrodę za dobre chęci, ale, gdy doszło wreszcie do sprzątania śmieci były już skutecznie ukryte w bujnej wiosennej roslinności. Tym razem mam nadzieję- efekt starań wolontariuszy będzie choćby taki jak np w 2011 roku gdy harcerze zorganizowali sprzatanie. Tu relacja video z tamtej akcji: https://www.youtube.com/watch?v=7_QPJYOXUUw  W tym roku akcję zapowiedziano na 17 kwietnia (piątek) – to już za kilka dni!. Zbiórka wolontariuszy na Dziedzińcu Pałacu Czartoryskich o 11.00 Samo sprzatanie – to „zryw” społeczny zaplanoway na zaledwie 2 godziny-od 11:00 – 13:00. W nagrodę organizatorzy proponują udział w ognisku z występami muzycznymi – od 13:00 do 14:30.

Po dzisiejszym dniu zdecydowanie bardziej optymistycznie patrzę w przyszłość parku w Puławach. Historyczny Ogród zyskał nowych pracowników i jednocześnie opiekunów – brygadę wolontariuszy zwerbowanych na Uniwersytecie III Wieku. Z jednej strony, mój umiarkowany, po doświadczeniach ostatnich lat, optymizm, szepcze mi „nie mów hop”, ale po tym, czego byłam świadkiem w piątek, jestem tak nabuzowana entuzjastyczną wizją, że trudno mi o powściągliwość i sceptycyzm. Marzeniem moim, było znaleźć w Puławach grupkę ludzi podobnych do siebie, niepytających: „Za ile ?”, ale: „Co trzeba zrobić ?” I… Alleluja! Znalazłam i to ilu naraz! 🙂 W piątek, w Dolnym Ogrodzie, pracowało z niezwykłym zaangażowaniem kilka pań i dwóch panów z Uniwersytetu Trzeciego Wieku. W efekcie wykonali tego dnia, pracę, która ma ogromne znaczenie dla zdrowego i estetycznego wyglądu krzewów iglastych.
W poniższym linku, zdjęcia z tego dnia:
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.831111426909442.1073741841.545578988796022&type=3

Przez kilka lat, gdy wycofano z Dolnego Ogrodu pracowników IUNG, rosnące tam iglaki marniały po każdej zimie, gdyż rosną one pod koronami ogromnych drzew. Takie nasadzenia zalecała księżna Izabela Czartoryska, w swoim poradniku „Myśli różne o sposobie zakładania ogrodów”. Zestawienie roślin liściastych z iglastymi daje efektowny, urozmaicony widok, ale stwarza poważny problem w utrzymaniu. Opadające jesienią liście z drzew, czasami nawet całkowicie przysypują krzewy iglaste, szczególnie te o niskim, poduchowatym pokroju, nie mówiąc już o tych płożących. Gdy martwych liści jest dużo i nie zostaną szybko usunięte z zimozielonych roślin, będą blokować dostęp światła do organów asymilacyjnych tych krzewów, a trzeba pamiętać, że u tego typu roślin, wegetacja trwa non-stop. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że „zagłodzimy i udusimy” roślinę w ciągu zimy. Zmoczone jesiennymi deszczami liście oblepiają gałęzie, a wiatr nie jest w stanie ich zrzucić. Gniją więc, leżąc na krzewach. Zostaną później przywalone śniegiem, lub po prostu przymarzają do gałęzi i tak stają się dla iglaków wyrokiem śmierci, gdyż takie gałęzie obumierają. Na wiosnę, jedyne co możemy zrobić, to wyciąć je sekatorem. Przez ostatnie dwa lata starałam się wraz z wolontariuszem, panem Wolskim zrzucić z iglaków tyle liści, ile we dwoje zdążymy, przed zasypaniem krzewów śniegiem. Część tej pracy dwa lata temu, po raz pierwszy wykonali też uczniowie szkoły mieszczącej się w Dolnym Ogrodzie. Ale, jak mówi przysłowie: „Z niewolnika nie masz pracownika” – często po tej ich pracy krzewy miały połamane gałęzie, lub były oczyszczone tylko „z grubsza”. Od bardzo dawna, iglaki w Dolnym Ogrodzie nie były tak starannie przygotowane do zimy. Krzewy cieszą teraz różnorodnymi odcieniami zieleni. Panie szybko wyplewiły najbardziej zaniedbane krzewy płożące, których prawie nie było widać spod chwastów. Zmiana w wyglądzie jest ogromna i cieszy oko. Chwała za to studentom- wolontariuszom!

Jest nadzieja, że nie była to jednorazowa akcja, lecz, że jest to początek trwałej współpracy. Powstała bowiem na Uniwersytecie grupa hobbystów- ogrodników, której ja będę udzielać wsparcia merytorycznego na zasadzie „wolontariat -za wolontariat”. Planujemy wspólne zajęcia teoretyczne i praktyczne z ogrodnictwa, tak aby towarzystwo nabierało wiedzy i praktyki ogrodniczej, a park zyskał zaangażowanych i lubiących ogrodnicze prace wolontariuszy. Do tej pory nie mogliśmy ruszyć z miejsca. Szkółkarze obiecywali przekazać za darmo rośliny do parku, lecz nie mogliśmy ich przyjąć, bo nie było komu ich posadzić i pielęgnować. Za to, trzeba z bólem przyznać, w nienadzorowanym parku wszelkie nowo posadzone rośliny były przez „nieznanych sprawców” wykopywane. Zarówno drobne, ozdobne rośliny cebulowe, które niegdyś dostał park w prezencie od angielskich studentów, jak i całkiem duże krzewy cisów sadzone przed laty w parku. Może jak jednorazowo posadzimy dużo roślin tego samego gatunku, to starczy dla złodziei i dla parku… A nasadzić dużo i zadbać o to, by były wyplewione i w razie potrzeby podlane, mogą tylko ludzie, których do tej pory park nie miał. Lepszych pracowników zaś, niż ochotników – w tym przypadku nie ma. Motywacja do pracy u wolontariuszy nie jest przecież wprost proporcjonalna do wielkości pensji, lecz siły charakteru, wielkoduszności, chęci współdziałania i zaangażowania. Ludźmi, których poznałam wczoraj jestem oczarowana. Zapał do pracy mieli ogromy i chyba wielką satysfakcję, a także radość z wykonanej dla naszego parku pracy. Z takimi wolontariuszami możemy naprawdę dużo! Różnica w wyglądzie Dolnego Ogrodu już po jednej ich wizycie jest ogromna, a z czasem, jeśli mnie nie opuszczą- myślę, że i w innych częściach historycznego ogrodu będzie widać efekty naszej działalności. W najbliższych tygodniach, jeśli tylko mróz nie zetnie ziemi, a kolejne spotkania z wolontariuszami dojdą do skutku, będziemy wyrywać młode samosiewy w parku. To taka praca, która nie wymaga niczego poza siłą, a jest jedynym skutecznym sposobem przeciwdziałania spontanicznemu „dziczeniu” drzewostanu. Gdy samosiewy są koszone, w efekcie sytuacja się tylko pogarsza. Bo z jednego uciętego pnia wyrosną 2-3 nowe, a młodą siewkę można bezpowrotnie wyrwać z wilgotnej gleby, bez ogromnego wysiłku. To dobra pora na taką pracę, choć najłatwiej się wyrywa, po obfitych opadach deszczu, lub po stopnieniu grubej warstwy śniegu. Zbieranie śmieci, również najlepiej przeprowadzać w okresie bezlistnym. Wbrew pozorom, nie tylko o grabienie liści jesienią chodzi.

Pomysł jest taki, by po przepracowaniu określonej liczby godzin na rzecz parku wolontariusz dostawał statut np. „Społecznego Opiekuna” Parku w Puławach. Nabywał pewnych przywilejów. (Jakich, będziemy wspólnie ustalać.) Mam nadzieję, że na bazie tych pierwszych ochotników deklarujących chęć stałej pracy na rzecz puławskiego parku, stworzymy armię ludzi opiekujących się naszym historycznym ogrodem, czujących współodpowiedzialność, za los i wygląd, tego co najcenniejsze w naszym mieście.

Organizatorzy tegorocznej akcji sprzątania parku wokół rezydencji Książąt Czartoryskich nie mieli szczęścia do pogody. W pierwszych dwóch terminach zbieranie śmieci uniemożliwiał całkowicie ulewny deszcz. Wyjątkowo mokry maj nie dawał większych szans na przeprowadzenie tego sprzątania w sensowny sposób. W efekcie akcja przesunięta została na 6-go czerwca. To zdecydowanie za późno. Mnóstwo śmieci nie zostało dostrzeżonych, przez skądinąd, imponującą liczbę, niezrażonych kolejnymi falstartami, wolontariuszy. Nie dziwię się. Pokrzywy i inne zielsko, w tym nawet niebezpieczny Barszcz Sosnowskiego, mają teraz dobrze ponad metr wysokości. Do tego, w dniu akcji było wilgotno, parno, no i na dodatek – wolontariuszy atakowało mnóstwo komarów! Tradycyjnie 😦 już, puławski Urząd Miasta, z „myślą o człowieku”, pomija tereny parku i Łachy, będącej przecież wylęgarnią tych uciążliwych owadów, w czasie akcji odkomarzania. Trudno wymagać, by w takich warunkach nurkować w agresywne zielsko, po ukryte w nim, zupełnie niewidoczne, butelki i puszki.

Wracając do terminu sprzątania. Jedyny sensowny termin na taką pracę, to po stopnieniu śniegów, a przed ruszeniem wegetacji roślin. Jak skutecznie można wtedy zebrać butelki i inne świństwa pozostawione w parku opisałam, gdy nadzorując wycinkę samosiewów w parku „mimowolnie” 🙂 „jednoosobowo” i z jednego miejsca – zebrałam chyba tyle śmieci, co chyba w czasie tej, spóźnionej w czasie, akcji. Tu mój „urobek” : https://parkwpulawach.wordpress.com/2012/03/01/usuwanie-samosiewow-z-terenu-dzikiej-promenady/ a tu, dla porównania, wynik pracy dziesiątek wolontariuszy: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=671870332849546&set=pcb.671870916182821&type=1&theater

Po prostu, tak jak z grzybami, trzeba wiedzieć gdzie zbierać (no i kiedy):-). Poza brzegami Łachy, to zaśmiecone są wszelkie ustronne miejsca, gdzie „biesiadują” z alkoholem, zwolennicy takiej rozrywki. Nad mostkiem przy Pałacu Marynki, na pniach powalonych drzew na Dzikiej Promenadzie i każdym innym pniaku, na którym można wygodnie przysiąść, nad Schodami Angielskimi, oraz za Domkiem Aleksandryjskim i na kamiennych ławeczkach przy Świątyni Sybilli. Pod murem Domku Greckiego i wzdłuż całej tamtej skarpy. Zwykle po wypiciu napoju, opakowanie jest wyrzucone „gdzieś dalej w krzaki” – przy czym zdaje się „fajne” są te miejsca, gdzie rzucić można bez wysiłku a „efektownie” czyli w tym wypadku: „z oczu”, daleko lub z hukiem. Tak więc, największy sens ma zbieranie śmieci w „promieniu rzutu” od takiej „miejscówki”.

Chwała organizatorom i jeszcze bardziej nauczycielom i dzieciakom, które w tym roku zbierały śmieci! Ale za rok, proponuję, by spotkać się wcześniej. Ostatecznym, rozsądnym terminem byłby Międzynarodowy Dzień Ziemi, który w przyszłym roku obchodzony 22 kwietnia 2015r. Jeśli zima wycofa się szybciej, warto o posprzątaniu parku pomyśleć już w marcu. Wtedy nawet bez dobrych chęci i nadzwyczajnie bystrych oczu wypatrzy się duuuużo więcej śmieci i realnie posprząta się park. Dwa lata temu, nauczyciele ze szkoły nr 10 przyprowadzili do pomocy w sprzątaniu parku swoich uczniów i właśnie w kwietniu sprzątali park -również z dobrym rezultatem: https://parkwpulawach.wordpress.com/2012/04/27/mlodziez-ze-szkoly-nr-10-w-pulawach/

Poza sprzątaniem śmieci – największą przysługą jaką można oddać parkowi, jest wyrywanie samosiewów. Z miękkiej po zimie ziemi nawet kilkuletnie dziecko z łatwością wyrwie siewkę drzewa. Dla każdego znajdzie się siewka na miarę jego sił i możliwości oraz ambicji. 🙂 A każda usunięta z korzeniem zbędna siewka, przybliża park do odzyskania właściwego wyglądu. Koszenie siewek, jest złym pomysłem, bo w przypadku wielu, żywotnych gatunków, to walka z Hydrą. Z jednego pnia, mamy 2-3, a za chwilę „małpi gaj” :-(. I do pomyślenia o zaangażowaniu szkolnej młodzieży w tego typu pracę zachęcam gorąco. To nie tylko sprzątanie po flejach, to coś daleko więcej- kształtowanie wyglądu parku. To realny wpływ na jego przyszły wygląd! Najmłodsi nie mają szans pamiętać, jak fantastycznie, przed laty, wyglądał śnieżnobiały dywan z kwiatów zawilca gajowego w naszym parku. Kilkadziesiąt lat temu, Instytut przeprowadził bardzo skuteczną akcję usuwania samosiewów i redukcję podszytu w całym parku.(Zdaje się wtedy, gdy w całym parku, łącznie z Dziką Promenadą, IUNG zainstalował latarnie.) Wiosenne rośliny runa, aby kwitnąć, potrzebują dostępu do dużej ilości na przedwiośniu. Po tamtej akcji, przez kilka lat, park w momencie kwitnienia zawilca, był iście zjawiskowy!

Jeszcze a pro po deszczowego maja.:-) bo to ciekawe i warte odnotowania. Kierownik instytuckiego zakładu agrometeorologi profesor Andrzej Doroszewski poinformował nas, że „W 143 letniej serii pomiarów meteorologicznych w Puławach nie odnotowano w maju aż tak wysokich opadów atmosferycznych. Tegoroczny rekordowy opad maja wyniósł 195,5 mm (mierzony tradycyjnie za pomocą menzurki przez obserwatora). Poprzedni maksymalny miesięczny opad atmosferyczny maja wynosił 170 mm, wystąpił on w 1897 roku.”(To nie był maksymalny opad miesięczny w Puławach. Ten rekord padł w sierpniu 2006 roku i wynosił aż 228 mm!) Profesor przy tej okazji, uświadomił nam, że „Tegoroczny opad z maja jest piątym co do wielkości opadem miesięcznym zanotowanym w Puławach od 1871 roku, większe opady zanotowano w lipcu: 197 mm w 1897 r., 199 mm w 1919 r., 222 mm w 2011 r. oraz w sierpniu 2006 roku.”

Kolejnymi falstartami kończyły się zapowiedziane przez Stowarzyszenie Przeszłość-Przyszłości” akcje społecznej akcji zbierania śmieci na terenie historycznego ogrodu w Puławach. Kolejny termin wyznaczony został na 6 czerwca. Okaże się czy znowu deszcz (tak jak poprzednio) nie pokrzyżuje szyków organizatorom i ochotnikom, bo sprzątanie połączone ma być z piknikiem dla uczestników akcji.

Moim zdaniem, to już ta akcja nie ma większego sensu, w bujnie rozwiniętej roślinności trudno będzie wyzbierać śmieci. Takie akcje mają sens, tuż po roztopieniu się śniegu, a jeszcze przed rozpoczęciem wegetacji roślin. Teraz, to raczej „musztarda po obiedzie”, chyba że, o co innego jak efektywne posprzątanie parku chodzi. Sam pomysł by wielbiciele parku wzięli też za jego wygląd współodpowiedzialność – uważam za doskonały. Na całym, cywilizowanym świecie, takie obiekty, są obecnie utrzymywane w dużej mierze pracą wolontariuszy.

Znalazłam w sieci taki artykuł http://pulawy.naszemiasto.pl/artykul/galeria/inicjatywa-spoleczna-lubelszczyzny-jurorzy-i-internauci,2217826,t,id.html i trochę mnie zaskoczył. 🙂

Dzisiaj wskazówka dla posiadaczy takich bylin jak: astry jesienne (nowo-belgijskie, nowoangielskie, krzaczaste),chryzantemy bylinowe, dzielżany, floksy wiechowate, rumiany rzymskie, rozchodniki okazałe, nawłocie, a nawet jeżówki. Te odmiany, które silnie rosną i zwykle trzeba je podpierać gdy kwitną, aby nie rozkładały się brzydko na boki, można ściąć teraz, redukując ich wysokość od 1/3 do nawet 1/2. Rośliny zakwitną kilka dni później, lecz za to będą sztywniejsze, niższe, a kwiaty liczniejsze, (choć może drobniejsze), bo przycięte rośliny wytworzą je na nowych, bocznych przyrostach. Na mateczniku bylinowym w Dolnym Ogrodzie przycięliśmy tak większość astrów, pozostawiając jedynie część nieprzyciętą, aby mieć trochę wcześniej kwitnących, na dłuższych łodygach, roślin. Dobrym rozwiązaniem, jest też przycinanie „asymetryczne” kęp danej byliny, tak aby przód był niższy a tył wyższy. W ten sposób nie tylko uzyskujemy lepszą ekspozycję kwitnącej kępy, ale też przedłużamy okres kwitnienia. Część rośliny, która pozostanie nieprzycięta zakwitnie wcześniej, a te przycięte, później. Warto też, za jakiś czas udać się z sekatorem na rabatę, na której kwitną obecnie kocimiętki czy szałwie omszone. gdy przekwitną, należy szybko wyciąć przekwitłe kwiatostany. gdy zrobimy to nie ociągając się, byliny te zakwitną nam jeszcze drugi raz w tym roku. Zwykle mniej obficie, ale i tak uzyskamy lepszy efekt estetyczny, niż pozostawiając zasychające, przekwitłe kwiecie.
Obfite deszcze poniewierają trochę nasze piwonie w Dolnym Ogrodzie. Szczególnie rozwinięte kwiaty, są tak ciężkie, że opadają na ziemię. I tak, choć pąków sporo, to kwiatów widać niewiele :-(.

Dowiedziałam się z internetu, że na dziś zapowiedziana jest społeczna akcja sprzątania parku została przełożona ze względu na niesprzyjającą pogodę. Nowy termin akcji to 16 maja. Zbiórka wolontariuszy na dziedzińcu o godzinie 12.00.

Pogoda dziś nie sprzyja takim pracom. Od rana siąpi deszczyk. W dodatku, trudno będzie wyzbierać wszystkie śmieci z powodu przyspieszonej w tym roku wiosny. Dużo „towaru” zostanie zapewne przegapione, gdyż zieleń już całkiem bujnie okrywa ziemię.Szkoda, że od zapowiedzi akcji do realizacji musiało minąć tyle czasu. Zobaczymy jak się to wszystko uda… Na zakończenie akcji planowane jest jakiś piknik na dziedzińcu.