Category: Z notatnika ogrodnika


To już kolejny rok, gdy w parku działają wolontariusze – emeryci. Cześć członków Klubu Ogrodnika na Uniwersytecie Trzeciego Wieku  wykruszyła się po roku uczestnictwa , ale mamy „nowe dusze”, a ilość chętnych do społecznej pracy na rzecz parku zdecydowanie przeszła z ilości chętnych do pracy  w intensywność zaangażowania w pracę. Ci, którzy przychodzą pracować, zadziwiają stopniem oddania pracy, precyzją, dpowiedzialnością i wkladanym w każdą wykonywaną pracę wysiłkiem oraz poświęceniem. Najbardziej „wkręceni” w projekt,   pracuja coraz więcej i intensywniej.. Na profilu „Park w Pulawach” na facebook’u  staram się dokumentować fotografiami obecnośc i  postępy w wykonywanych przez wolontariuszy prac oraz  piszę krótkie komentarze do tych zdjęć. Śledzić więc na bieżąco ich działalność w parku można zaglądając od czasu do czasu na poniższy, stale aktualizowany album: Staram się pokazać wszystko i wszystkich, ale nie zawsze udaje mi się wszystko zrejestrować, bo pracują w różnych miejscach ogrodu w tym samym czasie, a często sami, bo to tego typu pracownicy, ktorych nie tylko nie trzeba opłacać,  ale nawet nie ma potrzeby kontrolować., bowiem pracują tak dlugo jak mogą i mają siłę i czas,  zawsze najlepiej jak potrafią.

Tu link do prac wykonywanych przez wolontariuszy w tym roku:

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1035986649755251.1073741856.545578988796022&type=1&l=b18de982bc

Na facebooku’u jest też taki album dotyczący  tego co zdziałali wolontariusze w ubiegłym roku, a działo się sporo. Wolontariusze przepracowali w 2014 i 2015 r łącznie blisko 600 „roboczo-godzin” na rzecz parku i dzięki nim Dolny Ogród, ( bo tam skupiamy swoją pracę),  zmienia się na lepsze.

Link do fotorelacji z ubiegłorocznych prac społecznych:

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.915589165128334.1073741849.545578988796022&type=1&l=a1f7b501b7

 

 

Reklamy

Z punktu widzenia  fenologii to wiosnę mamy w tym roku  praktycznie miesiąc wcześniej niż np w roku ubiegłym. Porównuję terminy rozwijania się pąków liści, początek kwitnienia roślin  takich jak przebiśniegi, miodunki, forsycje, migdałki czy np mahonie.  Magnolie w tym roku kwitną wyjątkowo pięknie – nie przemarzły pąki kwiatowe i teraz powalają pełnią swojej urody. Ogromna szkoda, że zakończyła swój żywot jedna z dwóch magnolii japońskich (Biało kwitnące drzewo w Dolnym Ogrodzie). Za to w mieście i w okolicznych wioskach w ogródkach prywatnych magnolie to bardzo popularne drzewa. Najczęściej widuję odmiany o różowych kwiatach, np. Magnolia liliiflora  odmiana ‚Betty’, czy Magnolia ×loebneri  np odmiana ‚Leonard Messel’ rzadziej  Magnolia ×soulangeana

O czym chciałam przypomnieć?

Warto obecnie patrolować drzewa i krzewy szczepione. Egzemplarze, które mają pnie z dzikiej podkładki,  muszą być poddane inspekcji. Jeśli zauważymy, że na pniu pojawiają się jakieś młode listki, czy wręcz gałązki, wyłamujemy je  ręcznie czym prędzej, aby nie zdążyły zdrewnieć. Takie minimalne uszkodzenie  pnia związane z pozbyciem się niechcianego ” dzikiego odrostu” jest dużo lepsze, niż późniejsze wycinanie sekatorem, lub nawet  piłą takiego „dzika” :-), który zwykle rośnie dużo silniej i szybciej, niż zaszczepiona  odmiana szlachetna i niezauważony w porę, może zdominować i zagłuszyć to, co w naszym drzewie było piękne i ozdobne.

Kto ma w ogrodzie lilie, powinien codziennie się im przyjrzeć, jak też szczypiorkom czosnków i cebul, porów oraz szachownicom. Jeśli zauważymy urocze. jaskrawo-czerwone chrząszcze, a często są to pary zajęte rozmnażaniem-to szybkim ruchem wyłapujemy owady. Szybkim, bo owady w chwili zagrożenia, natychmiast spadają z roślin i gdzieś się błyskawicznie chowają. Poskrzypka liliowa (Lilioceris lilii) zniszczy liście, ale co gorsza paskudnie uszkodzi pąki kwiatowe, tak, że powstałe z nich  kwiaty będą poważnie uszkodzone. Komu żal ślicznych owadów, niech koniecznie obejrzy ten filmik: https://www.youtube.com/watch?v=5m-dFRthl3o

O wiosennym dzieleniu i rozmnażaniu bylin, właściwie nie ma co wspominać, takie to wydaje się oczywiste.  Wybieramy  pochmurne dni na  rozmnażanie  wegetatywne naszych bylin. Dzielimy między innymi kępy liliowców czy astrów, krwawników i wielu innych bylin, z wyjątkiem tych, które obecnie kwitną. Trzeba sobie uświadomić, że zdecydowana większość wieloletnich roślin ozdobnych bardzo dobrze reaguje na odmładzanie kęp. Jeśli nawet nie zależy nam na powiększeniu ilości posiadanej odmiany danej byliny, to jeśli zauważymy, że roślina z wiekiem marnieje, robi się drobniejsza czy pozbawiona wigoru, to warto rozważyć wykopanie całej kępy, oderwanie części martwych korzeni i tak odmłodzoną roślinę sadzimy ponownie, wzbogacając przy okazji dołek na roślinę kompostem czy nawozem z torfem. Przykładem byliny, którą łatwo doprowadzić do agonii, przez zaniedbanie „odmładzania” są  np. odmiany ozdobne  krwawnika pospolitego Achillea millefolium.

Przedwiośnie jest porą dobrą do cięcia pnączy ozdobnych.

Największy polski autorytet w temacie pnączy ozdobnych, pan Stefan Marczyński, udziela swoich bezcennych porad na kanale youtube „Clematis Żródło Dobrych Pnączy”.  To kompendium na temat cięcia wiciokrzewów, powojników, wisterii. Gorąco polecam!

Ciecie wisterii: https://www.youtube.com/watch?v=YDtDgYWQog4

Cięcie wiciokrzewów: https://www.youtube.com/watch?v=xqKe4sfx1wk

Cięcie powojników: https://www.youtube.com/watch?v=xI1bG5LvD8w

 

Luty, marzec  – najlepsze miesiące do cięcia drzew i krzewów, które kwitną latem.

Wybieramy dni słoneczne i suche. Prowadzimy cięcia formujące – na tawułach japońskich, kwitnących w lecie , w tym odmiany o ozdobnych liściach, takie jak „Magic carpet”. Przycinamy mocno derenie , szczególnie te, które w nowoczesny sposób- posadzone są bardzo gęsto. Te gatunki i odmiany derenia, które  są ozdobne z kolorowej kory  młodych, jaskrawo wybarwionych pędów. Podobnie traktujemy wierzby – których ozdobą nie są „kotki” (te tniemy dopiero wtedy, gdy kotki zbrzydną i  zaczynają opadać). Mocno – czyli nisko tniemy, tuż nad oczkiem, te odmiany wierzb, których ozdobą są  barwne liście i ładnie wybarwione młode pędy jak Salix integra ‚Hakuro-nishiki’.

Gdy już będzie  mniejsze ryzyko, że przyjdą jeszcze solidne mrozy, zdejmujemy stroiszcze z budlei, perowski, (http://zojalitwin.wordpress.com/2011/10/19/perowskia-lobodolistna/) czy lawendy,  i zabieramy się do przycinania. „Motyle krzewy” i perowskię tniemy bardzo mocno, pozostawiając tylko niskie karpy, a lawendę zwykle traktujemy tylko cięciem formującym. Luźno posadzone krzewinki tniemy na półkule, a te rosnące gęsto obok siebie, skracamy poziomym cięciem nożyc żywopłotowych, pozbywając się resztek ubiegłorocznych kwiatów, ale także przycinając wierzchołki wzrostu wszystkich gałązek i pędów. Jeśli roślina wygląda na martwą, bo np przemarzła w czasie mrozów, tniemy coraz niżej pędy, aż w przekroju pędów zobaczymy zielone tkanki, a nie szaro-brązowe. Lawenda pięknie regeneruje po silnym cięciu, ma wtedy wiele drobnych, srebrzysto ulistnionych pędów, które będą obficie kwitły latem. Nie dopuszczamy do tego, aby krzewinka lawendy miała nieliczne, grube zdrewniałe pędy -a takie rośliny  często widać w miejscach, gdzie nie są cięte. Bardzo stare oczka „śpiące”  na takim „pniu” nie są w stanie się obudzić, gdy po jakiejś ekstremalnie mroźnej zimie, umrze cała młodsza, najwyższa część rośliny. Kto ma wrzosy pod opieką, musi też pamiętać o przycięciu całej „czuprynki” wrzosów – tak aby pozbyć się resztek przekwitłych ubiegłorocznych kwiatów, ale także aby stymulować, krzewienie się tych roślin.

Tniemy też krzewuszki, hibiskus, zaniedbane jaśminowce wonne, forsycje i lilaki (które prawidłowo, powinny być przycinane tuż po przekwitnięciu). Tu głównie wycinamy u podstawy najstarsze, najwyższe i najgrubsze gałęzie (zwykle 1/3 wszystkich takich pędów co dwa lata)- to tzw. cięcie odmładzające. Wpuszczamy do wnętrza krzewu powietrze i światło, które umożliwia rozwój nowych, młodych gałęzi u podstawy i przedłuża życie roślinie oraz zapewnia schludny wygląd krzewu oraz trzyma w ryzach jego rozmiar. Wycinamy także u samej podstawy wszelkie cieniutkie gałązki, które nie mają szansy na rozwinięcie się w dorodne pędy. Badamy wnętrze krzewu – eliminując wszelkie martwe lub chore pędy. Wycinamy ocierające się i krzyżujące gałęzie, bo w ten sposób nie dopuszczamy do powstawania ran, będących wrotami dla patogenów. Jeśli krzew derenia rośnie jako soliter – fundujemy mu tylko cięcie odmładzające – eliminując tylko najgrubsze gałęzie. Tniemy też teraz,  Pięciorniki krzewiaste  –  usuwamy całkowicie pędy najstarsze i słabe. Pozostałość skracamy nożycami żywopłotowymi, o około 20 cm, formując przy tym zgrabną półkulę. Tamaryszek pięciopręcikowy też teraz tniemy, skracając mu pędy i wymuszając powstawanie większej ilości młodych przyrostów, które będą kwitły latem – w przypadku tamaryszka drobnokwiatowego, który kwitnie przed rozwojem liści, z cięciem wstrzymujemy się, a przekwitnie.  Przeglądamy kępy Złotlinu. Zwykle trzyletnie pędy są już martwe po zimie – są suche, brązowe, łatwo jest je odróżnić od soczyście zielonych młodych pędów. Trzeba wyciąć wszystkie martwe pędy i ewentualnie skrócić, te najbardziej wybujałe, zielone. 

Dwa lata temu, wiosną opublikowałam wpis o cięciu tawuł japońskich, oraz udostępniłam tam też poglądowy rysunek, przypominający o zasadach cięcia pędów – tuż nad oczkiem, tak aby wypływające z rany soki, nie spływały na pączek liściowy, który wybieramy w ten sposób, aby pęd, który z niego wyrośnie był skierowany na zewnątrz krzewu. Unikniemy w ten sposób zagęszczania wnętrza krzewu. Link do tamtego wpisu:

https://parkwpulawach.wordpress.com/2012/04/02/ciecie-tawul-japonskich-pieciornikow/

Jaki krzew powinien jeszcze trafić „pod nóż” o tej porze roku? Koniecznie hortensja bukietowa i krzewiasta. Te popularne krzewy zawiązują kwiatostany na nowych, tegorocznych przyrostach. Im ich więcej i silniejsze, tym kwiatostany dorodniejsze. Pamiętacie zasadę wytwarzania silnych przyrostów? Im mocniej (niżej) przycięty, mocny gruby pęd, tym grubsze i dłuższe nowe  przyrosty powstaną po jego przycięciu. Nie mylcie tylko Hydrangea paniculata z Hydrangea macrophylla. Te drugie, kwitnące na niebiesko, różowo i fioletowo – zawiązały pąki kwiatowe już w zeszłym roku. Jak nie przemarzły w zimie, to właśnie z nich doczekamy się kwiatostanów. Tu tylko wycinamy- jak zwykle, martwe i słabe gałązki z wnętrza krzewu.

Wiosna to też czas na przycinanie pnączy. Jak ciąć powojniki dowiemy się np tu : https://www.pracowniaogrodnicza.pl/-1922012-jak-przycinac-powojniki-.html , a jak glicynię: tu: http://www.swiatkwiatow.pl/glicynia-slodlin–wisteria-id438.html W przypadku wiciokrzewów,  wycinamy tylko martwe lub chore gałązki.

Dla tych co wolą  słuchać niż czytać polecam materiał o cięciu roślin:  https://www.youtube.com/watch?v=aRNqBgZ3NRU

Niby oczywiste.  Grabimy liście z trawników. Łatwiejszy i lżejszy sposób od grabienia, to przejazd (czasem wielokrotny) po trawniku kosiarką z koszem. Zostają czasem na trawniku jakieś przemielone szczątki liścia (minus w porównaniu z grabieniem), ale przy okazji mamy ostatnie koszenie trawnika przed zimą (ustawiamy ostrza na wys ok 4-5 cm). Przede wszystkim jednak, możemy w szybki sposób wyprodukować sobie kompost liściowy, kapitalny do ściółkowania rabat ozdobnych. Wystarczy zawartość kosza wsypać do czarnego worka plastikowego, (wypełnić go na maksa, ubijając poszatkowane liście wymieszane z trawą). Jeśli są bardzo suche, to można wlać do worka trochę wody. Po zawiązaniu worka, nakłuć  folię w wielu miejscach, aby odbywała się wymiana gazowa. Umieścić, gdzieś w dyskretnym, zacienionym miejscu, bo ozdobą nie są. 🙂 W sprzyjających warunkach, już na wiosnę, będziemy dysponować brązową biomasą, utrudniającą kiełkowanie chwastom, sprzyjającą utrzymaniu wilgoci w ziemi i z czasem dostarczającą próchnicy naszym roślinom na rabatach.

Co jakby mniej oczywiste, sądząc po obserwacjach zieleni miejskiej i przydomowej – otrząsamy i  zgrabiamy liście i zrzucone przez wielkie iglaki igły z krzewów zimozielonych. Pozostawienie warstwy martwych liści przed zimą na iglakach, niechybnie doprowadzi do „przyklejenia” się ich do prowadzącej zimową wegetację rośliny. Wystarczy, że wilgotne liście złapie przymrozek, już ich wiatr nie zrzuci z iglaka. Potem przygniecie te liście śnieg. Procesy gnilne ruszają przy wahaniach temperatur.  Przy niekorzystnych układach, takie jednorazowe zaniedbanie, może doprowadzić do wygnicia i utraty igieł na tak dużej powierzchni, że zadecyduje to o życiu rośliny, a nawet jeśli taki zasypany liśćmi iglak będzie żył wiosną jeszcze, to zapewniam, że tak straci na urodzie, że nie będziecie chcieli go więcej oglądać…

Nie tniemy już krzewów ani drzew – przypominam wykres z innego wpisu: https://parkwpulawach.wordpress.com/2012/10/16/ciecie-drzew/

Za to,  przyglądamy się trawnikom. Optymalna wysokość murawy przed zimą to ok 4-5 cm. Wyższa trawa, zwiększa prawdopodobieństwo pojawienia się pleśni śniegowej. Nie bójmy się, kosić możemy i w listopadzie i w grudniu – pod warunkiem, że po skoszeniu trawa nie będzie niższa niż te 4 cm, bo to z kolei zwiększy „szanse” na wymarzanie trawy, szczególnie tych szlachetniejszych i delikatniejszych gatunków.

Co ważne, jeszcze? Podlewamy i to w miarę obficie rośliny zimozielone. Różaneczniki, ostrokrzewy, bukszpany, laurowiśnie i iglaki. Szczególnie wtedy, gdy przed mrozami nie ma okresu jesiennej słoty. Pamiętajmy, że najczęstszą przyczyną utraty zimozielonej rośliny po zimie jest jej ususzenie, a nie przemarzniecie.  Związane jest to z tym, że zamarzniętej wody z gleby roślina nie jest w stanie pobrać, za to utrata wody poprzez transpirację z liści i igieł odbywa się całą zimę. Koniecznie więc, należy „napoić” zimozieloną roślinę „na zapas”.

O okrywaniu wrażliwych gatunków na zimę, nie będę pisać, bo to oczywiste i opisane w wielu miejscach…

Obiecałam, że będę pomagać w prawidłowymi i terminowym cięciu krzewów ozdobnych, umieszczając wskazówki na tej stronie, kiedy i jak i co ciąć.  Nie wyrabiam się z czasem i przeróżnymi obowiązkami, z których jedne pilne, a drugie… pilniejsze :-).    No i wyszło na to, że po czasie, przypominam, kto nie zdążył z cięciem przed Świętem  Matki Boskiej Zielnej, teraz już nic nie powinien ciąć.  Szczególnie dotyczy to roślin zimozielonych, ale generalnie jest to słuszna zasada dla wszelkich krzewów i drzew. Dlaczego? Otóż każde cięcie stymuluje powstawanie nowych przyrostów, ale te, jeśli nie zdążą zdrewnieć przed pierwszym przymrozkiem, są skazane na przemarznięcie. Powiecie, strata niewielka, są przecież te pędy, które zdrewniały wcześniej. Owszem, „szkielet” rośliny pozostanie nienaruszony, ale właśnie  utraciliśmy pączki, które miały być zaczątkiem nowych, przyszłorocznych, wiosennych pędów. Roślina będzie musiała to „odchorować” wiosną, wytworzone nowe pędy będą rachityczne, bo jeśli w ogóle powstaną, to z „zapasowych” oczek, a nie tych „właściwych”  – bo te przemarzły nam wraz z tamtymi młodymi przyrostami, które zafundowaliśmy sobie niefrasobliwym cięciem, wykonanym po 15 sierpnia. Zdarza się, że młode rośliny zimozielone, po takim późnym cięciu i następnie po przemarznięciu przyrostów są w tak złej kondycji, że trochę bardziej siarczysta zima wykańcza je ostatecznie. Oczywiście, może się nam czasami takie późne cięcie „upiec bezkarnie”, wtedy gdy będzie wyjątkowo długa i ciepła jesień bez typowych dla naszej strefy klimatycznej wyskoków z minusową temperaturą, już na początku października.  Ale schludny wygląd krzaczka w tych ostatnich tygodniach wegetacji, nie jest wart ryzyka.

Po świecie chodzą niezwykli ludzie. Jednego z nich, który bezinteresownie oddał dla parku cenny dar,  spotkałam na „dniach otwartych” w Rykach, w pięknym ogrodzie państwa Majów. Przywiodła mnie tam fascynacja trawami ozdobnymi, trwająca już ponad 20 lat.  Miałam to szczęście, że zwiedzałam wtedy, późnym latem i jesienią ogród botaniczny w Kew w Londynie. Nic nie zrobiło chyba na mnie wtedy, bardziej piorunującego wrażenia, niż kwatera z roślinnością trawiastą. O trawach pampasowych nie marzę,  bo nie radzą sobie w naszej strefie klimatycznej, ale tyle lat przyszło mi czekać w Polsce, na miskantusy, piórkówki, trzęślice i turzyce… Szkółka państwa Majów w Rykach, jest jednym z nielicznych jeszcze miejsc w Polsce, gdzie można „obłowić się” w sadzonki traw ozdobnych.

Pan, poznany w ogrodzie w Rykach, okazał się być zapalonym kolekcjonerem miskantusów, pięknych bylinowych traw ozdobnych, na które obecnie jest moda, gdyż to niekłopotliwa roślina, kapitalnie „wpisująca” się w różne style ogrodowe. Ozdobna prawie cały rok, bo zaleca się pozostawienie jej na zimę, gdyż nawet wtedy, zupełnie wyschnięta „fontanna” złotych wąskich liści wygląda malowniczo. Jedyna praca jakiej ta roślina wymaga, to radykalne, wiosenne przycięcie zeszłorocznych liści. Potem wystarczy tylko patrzeć jak wyrasta zielona czupryna z ziemi. Po paru miesiącach pojawią się też atrakcyjne kwiatostany, mieniące się w słońcu białe, różowe, bordowe czy rude, które po kilku dniach zmieniające się w puszyste wiechy. ..

Pewną trudność przedstawia rozmnażanie miskantusów. Szczególnie te odmiany, które rosną w bardzo zwartych kępach wymagają wykopania całej kępy z ziemi i odpiłowania” fragmentu karpy. „Licytowałam” się z panem Markiem, ile narzędzi zepsułam usiłując podzielić kępę miskantusa, bez wykopywania go z ziemi. Złamałam  drewniany trzonek od łopaty, po zaangażowaniu męża, straciłam ergonomiczny metalowy szpadel firmy Fiskars. Zirytowany mąż użył więc siekiery- pękł jej drewniany trzonek. Pan Marek zaś, nie tylko połamał trzonki od łopat i siekier, ale nawet metalowe ostrze siekiery mu pękło, gdy walił weń młotem, by odrąbać komuś kawałek upatrzonej odmiany 🙂 . Piszę tu o rozmnażaniu tego gatunku, gdyż pragnę się wytłumaczyć, dlaczego teraz, a nie w dogodniejszej chwili przyjęłam do nas te rośliny. Otóż pan Marek Synowiec, obdarował swoją kolekcją traw Arboretum w Wojsławicach. To z myślą o tym arboretum, przygotował wiosną sadzonki traw. i zostało mu ich trochę.  Nie mogłam nie skorzystać z tej okazji, gdyż na jesiennych, astrowych rabatach nie ma chyba wdzięczniejszego roślinnego towarzysza, od traw ozdobnych.  Przekonać się o tym mogą Ci, którzy wybiorą się na  Festiwal Traw Ozdobnych (http://arboretumwojslawice.pl/event/festiwal-traw-ozdobnych-i-kwiatow-jesieni/) do Wojsławic położonych ok. 50 km od Wrocławia. W tym ogrodzie botanicznym, na powierzchni 65 ha,  można obejrzeć kolekcję blisko 6000 gatunków i odmian roślin, w tym Polskie Kolekcje Narodowe bukszpanów i liliowców.

O tym, jak operacja rozmnażania miskantusów wygląda, można się przekonać oglądając np taki filmik : http://www.youtube.com/watch?v=idulkCUtqcg

A oto zestaw odmian, które pan Marek Synowiec ofiarował w tym roku parkowi w Puławach. Poza tu podanymi odmianami miskantusów, dostaliśmy też parę innych traw ozdobnych. Mam nadzieję, że przyjmą się wszystkie na mateczniku i już niebawem, będą tworzyły wraz z astrami piękną, bylinową rabatę.

Dobromierz

Dixieland

Gold und Silber

Henan

Kleine Fontane

Kleine Silberspine

Puenktchen

Roland

Roter pfeil

Silberfeder

Strictus

Veitshochheim (Veilshochheim?)

Zwerg zebra

Jaka szkoda, że zdjęcia te nie powstały na rabatach w naszym parku.  Może z czasem…kto wie? Choć niestety w założeniu, „ogród historyczny” nie może być obsadzony roślinami, których rodowód nie jest równie stary co założenie ogrodowe. Wstęp więc surowo wzbroniony ogrodniczym nowinkom… :-(.  Na pocieszenie pozostaje nam delektować się kwiatowymi „perełkami” na pokazowych  rabatach w puławskim Centrum Ogrodniczym państwa Sójków.

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.182922791875557.1073741831.100004735119724&type=1&l=260ce087e1

Co ciekawe, zakaz wprowadzania ogrodniczych nowości jest generalnie ignorowany przez wykonawców nasadzeń z roślin ozdobnych. W Łańcucie, na rabatach, królują współczesne mieszańce lilii orientalnych z azjatyckimi; w „historycznym, barokowym” ogrodzie różanym w Wilanowie, rosną róże z zaledwie kilkunasto- i kilkudziesięcioletnim rodowodem, żyjącego hodowcy, Davida Austina.  Na Wzgórzu Wawelskim, to już (wg mnie: na szczęście!”) zdecydowanie kierowano się zasadą „najładniejsze” a nie „historyczne” o czym, można się przekonać oglądając zdjęcia umieszczone na profilu facebook’owym :

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.213409618826874.1073741835.100004735119724&type=1&l=2753f1a557

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.213425658825270.1073741836.100004735119724&type=1&l=f06306f4f0

Staram się cieszyć, z najmniejszych sukcesów, by nie popaść w depresję, gdy tak ciężko cokolwiek dla parku zdziałać.  Bez pieniędzy i ludzi – zrobić można naprawdę niewiele.  Przez ostatnie ciepłe tygodnie listopada, pani Małgosia została oddelegowana do pilnego spisu inwentaryzacyjnego. Lada dzień ma się spis zakończyć, co z tego, jeśli śnieg, który dzisiaj spadł zostanie na dłużej? Na trawnikach, a co gorsza na niektórych zimozielonych krzewach zostały jeszcze niezgrabione liście. To ogromny problem dla tych roślin. Księżna Izabela Czartoryska propagowała „mieszane” naturalistyczne klomby, gdzie wokół dużego liściastego drzewa sadziła między innymi  niskie krzewy iglaste. Księżna miała jednak do pracy w ogrodzie setki chłopów pańszczyźnianych, którzy na czas i starannie wybierali wszystkie liście i …igły z niższych iglaków.  O tym nie myśli się często, ale i drzewa iglaste zrzucają starsze igły – w przypadku naszej gigantycznej sosny posadzonej wśród grupy jałowców i cisów  przy Domku Chińskim- tworzy się prawdziwy kożuch z żółtych igieł. To one, pozostawione na jałowcach -warstwą  kilkuletnią – doprowadziły do zamierania krzewu. Zniszczone, zamierające gałęzie jałowca, z czasem ogałacają się i coraz więcej światła dociera do ziemi pod iglakiem.  W konsekwencji, gdy obniża się zwartość okrycia gruntu (zacienienie) przez roślinę ozdobną – pojawiają się pod nią chwasty. W tym przypadku: perz, pokrzywy i podagrycznik, które przerastają, przez niższe gałązki i kontynuują dzieło wyniszczania krzewu, przez odcinanie iglaka od decydującego o życiu światła. W tym roku przyniosłam do Dolnego Ogrodu grabki umożliwiające delikatne zgrabianie liści i igieł z iglaków i kto tylko znajduje na to czas – ratuje w ten sposób krzewy w ogrodzie.  Lwią część tej pracy w tym roku wykonał niezmordowany Władysław Wolski. Ten dzielny kombatant, nie może bezczynnie siedzieć, gdy tyle wokół pracy. Ubiegłej jesieni praktycznie w pojedynkę wygrabił liście na trawniku spod olbrzymiego dęba i buków.  Do pomocy mam też w tym roku szkolnym jednego ucznia, który ma sześciogodzinny dzień praktyk zawodowych jeden raz w tygodniu. To niby  niewiele, ale Mikołaj potrafi i chce pracować.  Razem oczyściliśmy z liści dębów kolekcję krzewów iglastych i przygotowaliśmy nowe miejsca pod wiosenne nasadzenia cieniolubnych funkii.  Mikołaj wyszperał zapomniane przez wszystkich zardzewiałe narzędzia, a panowie z naszego działu technicznego szybko doprowadzili je do użytku. Dzięki temu, praca na rabatach w przyszłym roku będzie o wiele łatwiejsza. To bardzo cieszy; jak bardzo potrafi zrozumieć chyba tylko ten, co był zmuszony bez właściwych  narzędzi plewić… Szkoda, że nie ma szans na „odnalezienie zapomnianej kosiarki”.  Wielokrotne tłumaczenie „decydentom” o tym jak niezbędna i kluczowa jest synchronizacja plewienia i koszenia przy wykorzystaniu techniki ściółkowania, jako metodzie zapobiegającej błyskawicznemu pojawianiu się kolejnych chwastów – nie daje rezultatu.  A przekonać się łatwo. Umieściłam zdjęcie z lata – po lewej stronie swobodnie rosnące chwasty (3 x w sezonie były skoszone) -po prawej młode sadzonki roślin ozdobnych wymulczowane gazetami i obsypane świeżo skoszoną trawą. Efekt jednorazowego zabiegu utrzymał się do końca sezonu wegetacyjnego. JEDNORAZOWE plewienie połączone z natychmiastowym ściółkowaniem techniką opisaną powyżej, wyeliminowało konieczność ustawicznego, kilkukrotnego w sezonie plewienia. Ciężko to jednak niektórym zrozumieć…

zahamowanie rozwoju chwastów poprzez ściółkowanie

zahamowanie rozwoju chwastów poprzez ściółkowanie

Pan Wolski oczyszcza jałowiec z igieł sosnowych

Pan Wolski oczyszcza jałowiec z igieł sosnowych

W  połowie lipca  już wszystkie różowo kwitnące tawuły (Spirea japonica, S. bumalda, S.salicifolia)  przekwitły, i na krzewach były tylko wypłowiałe kwiatostany.  Te krzewy mogą jednak ponownie zakwitnąć jeszcze raz w tym samym roku, jeśli nie ociągając się przystąpimy do cięcia. Jeśli krzewy rosną pojedynczo, to takie cięcie o tej porze roku (lipiec) ma jednocześnie uporządkować wygląd krzewu. Zwykle nadaje mu się kształt regularnej półkuli.  Po osiągnięciu przez krzew pożądanej średnicy i wysokości – tym cięciem (jak też cięciem po zimie w stanie bezlistnym)  przywracamy mu właściwe parametry.

Na załączonych zdjęciach są krzewy Spirea japonica „Magic carpet” – mają od 8 lat dwa x w roku (po cięciu) ten sam rozmiar ø ok. 60 cm i wysokość ok 35cm. Takie, albo i mniejsze krzewy tawuły posadzonej na przemian z kulistym  żywotnikiem wokół pomnika Jana Pawła  obok kościoła Garnizonowego.

Ten wpis z powodu zastosowanego cięcia tawuł, mógłby  mieć podtytuł: ” …I opłakane skutki pewnej odmładzającej kuracji.”

Chodzi o te zaniedbane tawuły posadzone w przetykanej żywotnikiem kulistym obwódce wokół pomnika Jana Pawła II. W trakcie prowadzonego w UM w marcu szkolenia  (http://www.um.pulawy.pl/artykul/6168_3889.html), mówiłam słuchaczom, że nie mam pewności,  ani nie daję żadnej gwarancji jak zachowają się po radykalnym cięciu formującym krzewy, które całe lata były pozbawione właściwego cięcia. Demonstrowałam na jednym z krzewów, jaką średnicę powinno się corocznym cięciem utrzymywać przy tego typu projekcie, aby utrzymać przez kolejne lata efekt zamierzony przez projektanta. Już od samego początku – tj. już w pierwszym/drugim roku po posadzeniu, a dalej corocznie każdej wiosny, (a także bezpośrednio  po  kwitnieniu) należało te krzewy ciąć,  aby utrzymać we właściwych proporcjach założenie projektowe. Tawuły różowo kwitnące  można ciąć bardzo mocno – ale konsekwentnie, corocznie. W tym konkretnym przypadku, ewidentnie, po wieloletnim  braku radykalnego , formującego cięcia, wewnątrz krzewu były wyłącznie stare  pędy, takie które, z powodu „starości” pozbawione były   tzw „śpiących” oczek. To z takich oczek,  po ścięciu wierzchołkowych fragmentów pędów, wybijają młode, boczne gałązki. W przypadku tak „prowadzonego” (w tym wypadku- latami zaniedbanego) krzewu – być może pomogłaby stopniowa kuracja odmładzająca, polegająca na usunięciu (przy samej nasadzie) najgrubszych pędów, tak aby wpuścić światło do wnętrza krzewu. Umożliwiłoby to rozwój nowych, młodych  pędów. Pozostawione „stare” gałązki rozwinęłyby  liście na czubkach pędów, dając krzewowi siłę do wytwarzania nowych pędów. W trakcie takiej kuracji, krzew wygląda dość nieforemnie- „powygryzane dziury” +sterczące stare pędy. Po wytworzeniu młodych gałązek w kolejnych sezonie wegetacyjnym można wyciąć pozostałe stare gałązki i ten moment można uznać za zakończenie kuracji odmładzającej krzewu. Doprowadziwszy do zregenerowania krzewu, warto wdrożyć systematyczne cięcie formujące , po pierwsze by nadać estetyczny kształt, po drugie zagęścić krzew co również podnosi jego walory dekoracyjne oraz, aby nie dopuścić ponownie do zestarzenia się krzewu.

Przy pomniku Jana Pawła II wspominałam również o cięciu formującym dla towarzyszącym tawułom żywotników – to, które powinno być, (a niestety nie było) prowadzone. W przypadku żywotnika – wiadomo, że przy zbyt silnym cięciu, roślina nie wytworzy młodych odrostów, więc po wieloletnich zaniedbaniach nie da się teraz wyprowadzić tych krzewów; można jedynie usiłować trochę je poprzycinać nadając bardziej foremny kształt.

Krzewy po cięciu warto zasilać nawozami  wieloskładnikowymi.  Ostatnie cięcie, po którym będziemy jeszcze nawozić rośliny powinno być przeprowadzone najpóźniej  w pierwszej połowie lipca. Nawożenie i cięcie  pobudza wzrost roślin co jest z reguły pożądane, lecz  w naszym klimacie takie stymulowanie wzrostu późnym latem bywa niebezpieczne dla kondycji roślin w zimie.   Młode przyrosty wytworzone zbyt późno w sezonie wegetacyjnym nie mają szans na zdrewnienie  i zimą krzew  będzie bardziej narażony na uszkodzenia mrozowe.