Niby oczywiste.  Grabimy liście z trawników. Łatwiejszy i lżejszy sposób od grabienia, to przejazd (czasem wielokrotny) po trawniku kosiarką z koszem. Zostają czasem na trawniku jakieś przemielone szczątki liścia (minus w porównaniu z grabieniem), ale przy okazji mamy ostatnie koszenie trawnika przed zimą (ustawiamy ostrza na wys ok 4-5 cm). Przede wszystkim jednak, możemy w szybki sposób wyprodukować sobie kompost liściowy, kapitalny do ściółkowania rabat ozdobnych. Wystarczy zawartość kosza wsypać do czarnego worka plastikowego, (wypełnić go na maksa, ubijając poszatkowane liście wymieszane z trawą). Jeśli są bardzo suche, to można wlać do worka trochę wody. Po zawiązaniu worka, nakłuć  folię w wielu miejscach, aby odbywała się wymiana gazowa. Umieścić, gdzieś w dyskretnym, zacienionym miejscu, bo ozdobą nie są. 🙂 W sprzyjających warunkach, już na wiosnę, będziemy dysponować brązową biomasą, utrudniającą kiełkowanie chwastom, sprzyjającą utrzymaniu wilgoci w ziemi i z czasem dostarczającą próchnicy naszym roślinom na rabatach.

Co jakby mniej oczywiste, sądząc po obserwacjach zieleni miejskiej i przydomowej – otrząsamy i  zgrabiamy liście i zrzucone przez wielkie iglaki igły z krzewów zimozielonych. Pozostawienie warstwy martwych liści przed zimą na iglakach, niechybnie doprowadzi do „przyklejenia” się ich do prowadzącej zimową wegetację rośliny. Wystarczy, że wilgotne liście złapie przymrozek, już ich wiatr nie zrzuci z iglaka. Potem przygniecie te liście śnieg. Procesy gnilne ruszają przy wahaniach temperatur.  Przy niekorzystnych układach, takie jednorazowe zaniedbanie, może doprowadzić do wygnicia i utraty igieł na tak dużej powierzchni, że zadecyduje to o życiu rośliny, a nawet jeśli taki zasypany liśćmi iglak będzie żył wiosną jeszcze, to zapewniam, że tak straci na urodzie, że nie będziecie chcieli go więcej oglądać…

Nie tniemy już krzewów ani drzew – przypominam wykres z innego wpisu: https://parkwpulawach.wordpress.com/2012/10/16/ciecie-drzew/

Za to,  przyglądamy się trawnikom. Optymalna wysokość murawy przed zimą to ok 4-5 cm. Wyższa trawa, zwiększa prawdopodobieństwo pojawienia się pleśni śniegowej. Nie bójmy się, kosić możemy i w listopadzie i w grudniu – pod warunkiem, że po skoszeniu trawa nie będzie niższa niż te 4 cm, bo to z kolei zwiększy „szanse” na wymarzanie trawy, szczególnie tych szlachetniejszych i delikatniejszych gatunków.

Co ważne, jeszcze? Podlewamy i to w miarę obficie rośliny zimozielone. Różaneczniki, ostrokrzewy, bukszpany, laurowiśnie i iglaki. Szczególnie wtedy, gdy przed mrozami nie ma okresu jesiennej słoty. Pamiętajmy, że najczęstszą przyczyną utraty zimozielonej rośliny po zimie jest jej ususzenie, a nie przemarzniecie.  Związane jest to z tym, że zamarzniętej wody z gleby roślina nie jest w stanie pobrać, za to utrata wody poprzez transpirację z liści i igieł odbywa się całą zimę. Koniecznie więc, należy „napoić” zimozieloną roślinę „na zapas”.

O okrywaniu wrażliwych gatunków na zimę, nie będę pisać, bo to oczywiste i opisane w wielu miejscach…

Reklamy